Diabelska historia Twardowskiego

"Pan Twardowski" w choreogr. Marka Zajączkowskiego w Operze Nova na 14. Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Magda Piórek w Gazecie Wyborczej - Bydgoszcz.

«Na tym świecie liczy się tylko człowiek i to, co może on ofiarować innym. Cała reszta, którą kusi nas świat, nie ma żadnej wartości. Takie jest przesłanie bydgoskiego "Pana Twardowskiego".

To może być historia legendarnego czarnoksiężnika, znanego z legend, choć opowiedziana współczesnym językiem, atrakcyjnym zwłaszcza dla młodego widza. Realizatorzy ani przez chwilę nie pozwalają mu się nudzić przedstawiając kolejne, bardzo atrakcyjne wizualnie obrazy: Twardowski w swojej pracowni, na dachach miasta, w domu uciech, w kopalni diamentów czy w jakimś egzotycznym pałacu. Dużą rolę pełni światło, dymy, bogate i nawiązujące do współczesności kostiumy, przemyślane fryzury, taniec mocno odbiegający od klasyki itd.

Ale obrazy to nie wszystko. Realizatorzy Marek Zajączkowski i Mariusz Napierała zrobili z baletu "Pan Twardowski" Różyckiego uniwersalną opowieść o ludzkim upadku i wyzwoleniu.

Ich Twardowski (Piotr Kobierzyński) nie wygląda, jak postać z legend. Mógłby być nim każdy z nas. Bo kto nie marzył o wiecznej młodości, bogactwie, uwolnieniu od codziennych trosk? Twardowski jest kuszony i się nie broni. Ulega szybko. Wybiera to, co jest mu w stanie dać świat.

Uwodzenie go przez zło odbywa się na naszych oczach. Tancerze pokazują jak kiełkuje w jego sercu, aby z czasem całkowicie nim zawładnąć. Twardowski i Diabeł (Wiktor Dzerawianka) to dwie różne postacie, ale nie da się ich rozdzielić. Tańczą razem, wpadają na scenę trzymając się za ręce, wykonują te same gesty. To Diabeł pierwszy bierze w objęcia egzotyczną księżniczkę (Olga Marczak) i kusi nią Twardowskiego, za chwilę tańczą we trójkę, aby całkowicie przejął ją Twardowski. Także w subtelnej scenie wywoływania ducha zmarłej królowej Barbary najpierw działa Diabeł, a dopiero potem Twardowski. Wszystko zaczyna się od kuszenia, ale to człowiek przyjmuje zło i w końcu daje mu nad sobą panować.

W bogactwie kostiumów postaci pojawiających się na scenie, Twardowski nie wyróżnia się. W starości zakryty czarną peleryną, gdy odzyskuje młodość, scenograf ubiera go uniwersalnie - skromnie, na biało. Diabeł wygląda tak samo. Prawie do końca baletu będą do siebie podobni. Dopiero w ostatniej scenie kusiciel odkrywa swoją twarz - jego strój to tylko białe akcenty. Już nie przypomina Twardowskiego, odcina się od niego. Człowiek, który daje się prowadzić złu, w końcu zostaje sam i przez to samo zło jest niszczony.

Motywem przewodnim spektaklu jest księżyc. Ogromna lśniąca kula na środku sceny - jednocześnie symbol tego wszystkiego, co może dać świat. W kopalni diamentów staje się olbrzymim kamieniem, w egzotycznym kraju - słońcem, na pokazie mody - otwiera się niczym pomarańcza, aby wypuścić ze środka gwóźdź programu - modelkę w stroju panny młodej. Kula jest znakiem tego wszystkiego, czym zafascynowany i kuszony jest bohater tytułowy. Jak się jednak okazuje, gdy Twardowski się budzi - księżyc to tylko pusta rama. To, co oferuje nam świat nie ma znaczenia. Luksus, pieniądze, namiętność, na nic się przydają, gdy przychodzi kres.

Diabeł dopada Twardowskiego w kasynie o nazwie Roma. Wydaje się, że ratunku nie ma. I wtedy bierze go za rękę kobieta w bieli. Ciągnie za sobą. Uciekają do świetlistej kuli - tej samej, która wcześniej była znakiem wszystkiego, co złe. Świat nie jest bez wartości - zdają się dopowiadać realizatorzy. Jedyna jego wartość to ludzie i bezinteresowna miłość, którą dzielą się z innymi. Wobec niej, zło jest bezsilne. Diabeł zostaje na scenie sam. Do Twardowskiego nie ma już dostępu.

Bydgoski "Pan Twardowski" to spójna, choć całkowicie nowa wizja dzieła Różyckiego (dobrym pomysłem jest sugestia, że wszystko co się dzieje jest snem, ma miejsce tylko w wyobraźni bohatera). Takiego baletu jeszcze w bydgoskim repertuarze nie było. To jednocześnie kolejna realizacja naszej opery, udowadniająca, że obok sztandarowych funkcjonują dzieła warte wystawiania, zupełnie niesłusznie zapomniane. Warto odkryć muzykę Różyckiego - orkiestrze Opery Nova, pod dyrekcją Piotra Wajraka udało się wydobyć jej piękno. Dużo w niej ilustracyjności, gdzieś pobrzmiewa Ryszard Strauss, czasem echa musicalu, dużo nawiązań ludowych (na marginesie warto zobaczyć jak można zatańczyć rock'n'rolla do ludowych rytmów, co wydawałoby się niemożliwe).»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego