POŻEGNANIE

«Janina Anusiakówna (14.04.1916-24.10.2006)

Tania, Janeczka, Janka - nasza ukochana ANUSIACZKA - tak Ją nazywaliśmy w teatrze i tak mówiliśmy o Niej. Zarówno aktorzy, jak i zespól pomocniczy. Szanowaliśmy Ją i ceniliśmy. Za Jej prawość i szlachetność. Piękna i utalentowana cieszyła się sympatią publiczności i prasy. Teatr był Jej pasją i drugim domem. Poświęcała mu każdą chwilę, zwłaszcza w okresie powojennym, kiedy dużo grała. Była wspaniałym człowiekiem, oddanym przyjacielem i koleżanką, na którą zawsze można było liczyć. Prawdziwą społeczniczką i wielką patriotką, żołnierzem Armii Krajowej i członkiem założycielem "Solidarności" w Teatrze Rozmaitości. Nie ma już Jej. Odeszła na zawsze. Jest już w innym świecie. Może lepszym?

Janka należała do tych, którzy wskrzeszali powojenny teatr warszawski. Z tego okresu pozostała nas jeszcze trójka: Halina Michalska-Milecka, ja i najmłodsza z nas Marysia Janecka - żona Jurka Wasowskiego. To my zaczynaliśmy tutaj od niczego. To my kładliśmy podwaliny pod dzisiejszy teatr warszawski, nie licząc na profity. Bochenek chleba i talerz zupy były naszym wynagrodzeniem.

Janka to jedna z moich pierwszych i niezapomnianych koleżanek w teatrze, z którą się zaprzyjaźniłem. Mieszkaliśmy obok siebie. Długie lata pracowaliśmy na tych samych scenach. Poznałem Ją zaraz po wojnie, w połowie roku 1945, kiedy dyrekcję objął Eugeniusz Poreda, twórca MTD, czyli Miejskich Teatrów Dramatycznych. Przed nim był Jan Mroziński, który mnie zaangażował na początku kwietnia 1945 roku, jako twórca i organizator pierwszego powojennego Teatru m.st. Warszawy, który z czasem zmienił się w Teatr Powszechny istniejący do dzisiaj. Pierwsza nasza wspólna sztuka, w której zagraliśmy w zniszczonej Warszawie, to "Wesele" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Kazimierza Wilamowskiego w teatrze na Marszałkowskiej 8, który uruchomiono 4 grudnia 1945 roku jako Scenę Muzyczno-Operową. Premiera dramatu Wyspiańskiego odbyła się kilka miesięcy później, 17 września 1946 roku. Ludzie byli wzruszeni. Szlochali głośno, słuchając dramatu narodowego. Janka grała w tym historycznym "Weselu" Zosię, a ja Widmo. W październiku rozpoczęliśmy próby "Nie igra się z miłością" Alfreda de Musseta w reżyserii Czesława Szpakowicza, a premierę mieliśmy 25 listopada na Marszałkowskiej 8. Powierzono nam dwie wielkie role - Kamilli i Oktawa, które przed wojną grali tej miary artyści co Maria Malicka i Aleksander Węgierko. Jako Kamilla Anusiakówna odniosła ogromny sukces. Miała znakomite recenzje. Ja gorsze. Po raz trzeci zagraliśmy razem w roku 1949 w komedii Ruszkowskiego "Wesele Fonsia'' w reżyserii Zbigniewa Koczanowicza. Janka grała Helenkę, aja Fonsia, za którego chcą ją wydać za mąż. Wspaniale się nam pracowało. Rozumieliśmy się wzajemnie. Janka była trochę starsza ode mnie i bardziej doświadczona, toteż chętnie korzystałem z Jej rad.

Ukończyła przedwojenny Państwowy Instytut Teatralny w Warszawie w roku 1936. Jej koleżankami z roku były Hanka Bielska, Halina Jasnorzewska i Lidia Wysocka. Po dyplomie zaangażowała się do Teatru Miejskiego w Sosnowcu. Debiutowała tam rolą Hani w "Głupim Jakubie" Tadeusza Rittnera. W ciągu dwóch sezonów zagrała Fruzię w "Damach i huzarach" Aleksandra Fredry, Nastkę w "Róży" Stefana Żeromskiego, tytułową rolę w "Kitty i wielka polityka" oraz Marię w komedii Bus-Feketego "Pieniądz to nie wszystko". Ponadto Seidl w "Maturze" Fodora i Czternastolatkę w "Szesnastolatce" Devala oraz Hankę w "Ludziach na krze" Wernera. Jak na dwa sezony bardzo dużo. Dowiedział się o Niej wielki Stefan Jaracz i ściągnął ją do Warszawy do swojego Teatru Ateneum. W sezonie 1938-1939 zdążyła jeszcze zagrać najstarszą z dziewcząt - Franciszkę w uroczej komedii francuskiej Andre Pugeta "Szczęśliwe dni". W innych rolach wystąpili - Jagna Janecka, siostra Marysi Janeckiej-Wasowskiej, Marysia Nobisówna oraz Zbyszek Rakowiecki, Tadzio Fijewski i Leszek Pośpiełowski - kwiat ówczesnej młodzieży aktorskiej. Sztuka cieszyła się ogromnym powodzeniem, a krytycy teatralni oczarowani szóstką młodych wykonawców pisali same pochwały na ich cześć. Widziałem to przedstawienie dwukrotnie tuż przed wybuchem II wojny światowej. Byłem jeszcze uczniem Gimnazjum Zgromadzenia Kupców. Zachwycony przedstawieniem nie przypuszczałem wówczas, że po latach będziemy kolegami po fachu i spotkamy się na scenie.

Kiedy wybuchła wojna, przerwała pięknie rozpoczynającą się karierę Janki. Lata okupacji spędziła w Gospodzie Koleżeńskiej, pracując jako kelnerka, biorąc jednocześnie udział w licznych, tajnych koncertach szkolnych. W Powstaniu Warszawskim walczyła w szeregach AK. Po wojnie pracowała w Miejskich Teatrach Dramatycznych (Powszechny, Mały, Comedia, Miniatury, Rozmaitości oraz Scena Muzyczno-Operowa). Grała w "Dniu bez kłamstwa" w dobrym muzycznym przedstawieniu reżyserowanym przez Zbigniewa Koczanowicza i Esterkę na zmianę z Lidią Zamków w głośnej sztuce Bernarda Shawa "Uczeń diabła" w reżyserii i z udziałem Dobiesława Damięckiego w roli tytułowej. Kolejne Jej głośne role to m.in. Diana w"Faryzeuszach i grzesznikach" Pomianowskiego, Alice w sztuce "Głęboko się-gająko rżenie" oraz w"Wiele hałasu o nic" Szekspira w reżyserii Zbigniewa Sawana.

Po rozbiciu Miejskich Teatrów Dramatycznych nasze drogi się rozeszły. Ponownie spotkaliśmy się w latach pięćdziesiątych w Teatrze Nowym, za dyrekcji Jerzego Macierakowskiego. Janka była tam wcześniej ode mnie. Widziałem Ją jako doskonałą Hesię w "Moralności pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej u boku dwóch wielkich aktorek i wielkich indywidualności - Mieczysławy Ćwiklińskiej (Dulska) i Ireny Eichlerówny (Hanka). Resztę obsady tworzyli: Benigna Sojecka (Mela),Władek Sheybal (Zbyszko), Mieczysław Winkler (Dulski), Jadwiga Lehman (Juliasiewiczowa), Danuta Urbanowi cz (Lokatorka) oraz Janina Warnecka i Czesława Nadworna na zmianę (Tadrachowa).

W Teatrze Nowym zagraliśmy znowu razem w "Uczonych białogłowach" Moliera w reżyserii Ireny Grywińskiej z Mieczysławą Ćwiklińską w roli Filaminty. Janka grała Armandę - córkę Pani Mieci, a ja jej ukochanego - Klitandra. Cóż to była za rozkosz grać z tą wielką artystką, która darzyła nas dużą sympatią. Potem widziałem ją jeszcze jako pełną uroku Hermie w "Śnie nocy letniej" Szekspira w reżyserii Ryszarda Ordyńskiego. Kolejne nasze wspólne miejsce pracy i wspólne przedstawienia to Teatr Klasyczny w Pałacu Kultury (dziś Teatr Studio) i Teatr Rozmaitości za dyrekcji Stanisława Bugajskiego, Emila Chaberskiego, Jerzego Kaliszewskiego i Ireneusza Kanickiego. Były to lata 1956-1971, okres dla Janiny Anusiakówny doskonały. Grała bowiem w tym czasie mnóstwo różnorodnych i doskonałych ról, a wśród nich Madame Chancelot w sztuce Zdzisława Skowrońskiego "Ostatnia noc" o genialnym młodym matematyku Ewariste Galois w reżyserii Stanisława Bugajskiego. W roli tej debiutował Zbyszek Zapasiewicz (1956). Dalej - żonę królewską w "Bolesławie Śmiałym" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Emila Chaberskiego (1958), Lidię Pietrusową w "Takiej miłości" Kohuta w reżyserii Jadwigi Chojnackięj (1959), Emilię w "Otellu" Szekspira w reżyserii Emila Chaberskiego (1962), Niebiankę w "Samuelu Zborowskim" Juliusza Słowackiego w reżyserii Jerzego Kreczmara (1963), Ginę Edkal w "Dzikiej kaczce" Ibsena (1963) i Boginię Irys w sztuce Giraudoux "Wojny trojańskiej nie będzie" w reżyserii Jerzego Kaliszewskiego (1963), Panią Dobrójską w "Ślubach panieńskich" Aleksandra Fredry w reżyserii Ireneusza Kanickiego (1968), Claux w "Damie od Maxima" w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego (1968), Agatę w "Gwałtu co się dzieje" Fredry (1970). Każdy z dyrektorów cenił ją i cieszył się, że ma Ją w zespole. A po rozbiciu Teatru Klasycznego i Rozmaitości i połączeniu się z STS-sem, już na Marszałkowskiej 8, u Andrzeja Jareckiego miała równie dobrą passę jak u poprzedników. Zagrała m.in. Panią O'Kelly w "Hultaju" Gottesmana i Jareckiego (1972), Wirginię w "Zajmij się Amelią" Feydeau w reżyserii Józefa Słotwińskiego (1975) i Żebraczkę w "Merci, czyli wodewil z myszką" Okudżawy, w reżyserii Aleksandry Górskiej-Sząjewskiej (1976) i wreszcie u Andrzeja Marii Marczewskiego - Ciotkę Amelię w "Przedwiośniu" Stefana Żeromskiego w reżyserii Wojciecha Solarza (1978) i Rozalię w inscenizacji powieści Jerzego Andrzejewskiego "Popiół i diament" (1984.). I to już był koniec Jej kariery. Za ostatniego dyrektora tego teatru przed spaleniem nie za grała już nic. Wysiano Jana emeryturę, choć była w znakomitej formie. Liczyła jeszcze, że przed odejściem coś zagra, że w związku z 50-leciem pracy artystycznej nowy dyrektor coś dla Niej wystawi. Zasłużyła przecież na to. Były nawet takie sugestie ze strony wielu osób. Niestety, nie doczekała się. Odeszła rozżaloną z teatru z uczuciem niedosytu.

Żegnaj, Janiu. Czekaj na mnie. Może tam znowu coś zagramy? Wybacz, że nie byłem przy Tobie w ostatniej drodze Twego życia, ale nie było mnie w kraju. Dziś Cię żegnam gorąco i serdecznie.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego