Z lustracyjnego frontu

Żywcem można się wściec. Walnęli story o popularnym aktorze relacjonującym ubekom plotki z bufetu w Dramatycznym - a tu nic. Ani mordobicia za kulisami, ani nawet czegoś, czego z powodu krótkiego życiowego stażu nie zaznali i do czego chyba tęsknią - pisze GTW w Przekroju.

«"Ja, i cała redakcja bardzo cenimy polskie kino i teatr. I trochę dziwi nas powściągliwa reakcja części środowiska aktorskiego na naszą publikację" - napisał Paweł Paliwoda w "Dzienniku" chwilę po zdemaskowaniu Macieja Damięckiego jako TW "Bliźniaka". Żywcem można się wściec. Walnęli story o popularnym aktorze relacjonującym ubekom plotki z bufetu w Dramatycznym - a tu nic. Ani mordobicia za kulisami, ani nawet czegoś, czego z powodu krótkiego życiowego stażu nie zaznali i do czego chyba tęsknią. Żadnych zbiorowych potępień, rezolucji, odcinania się. Żadnej publicznej samokrytyki zawsze tak widowiskowej w wykonaniu profesjonalistów z teatru. Nie przyszło im do głowy, że człowiek normalny - a nie frustrat pielęgnujący w sobie złość i marzenie o odwecie - na wieść o tym, iż przed 30 laty ktoś mu robił koło pióra, reaguje przede wszystkim smutkiem, zażenowaniem i naturalnym wstydem za kolegę. W końcu machnięciem ręki. A przecież nie o zawstydzenie czy machanie w tych igrzyskach chodzi. "Warto, by wszystkie osoby publiczne zwróciły uwagę na fakt, że ich sposób widzenia świata przestaje być prywatny w momencie, gdy dowiadują się o nim miliony" - poucza Paliwoda. W młodości Damięckiego też tak mówiono. O powinnościach artysty w społeczeństwie socjalistycznym, o odpowiedzialności za masy, w które należy nieść płomień przodującego ustroju. Słówka się wytarły, ale schemat nie zmienił się ani na jotę: znów instruktorzy pilnują demonstrowania przez artystów jedynie słusznych postaw, a niedostatek gorliwości budzi ich bolesne zdziwienie. "Dziwi nas reakcja części środowiska...". Witajcie na froncie ideologicznym.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego