Dialog o sprawach najważniejszych

Myślę, że od początku spektakle Teatru ES mówią o tym samym: o relacjach między ludźmi, rozterkach duchowych, poszukiwaniu własnej drogi, o wewnętrznej walce między dobrem a złem, jaka toczy się w każdym z nas - mówi Andrzej Meżerycki, twórca Teatru ES, od 1976 roku działającego w Siedlcach.

«Rozmowa z dyrektorem, scenarzystą i reżyserem Teatru ES, Andrzejem Meżeryckim:

Jak powstał Teatr ES?

- Zanim trafiłem do Siedlec, stworzyłem i prowadziłem słynną w latach 70. Ciechanowską Grupę Teatralną. Także w Ciechanowie działała grupa muzyczna Monastyr, która śpiewała poezję. Prowadził ją Waldek Koperkiewicz. Zaczęliśmy tworzyć wspólne spektakle. Chciałem, aby podobny poetycki teatr powstał w Siedlcach. W latach 70. w mieście istniało silne środowisko akademickie skupione wokół studenckiego klubu Limes. Pełnił on ważną rolę kulturotwórczą. Grono osób, z którymi się związałem, zajmowało się kulturą, literaturą. W tamtych czasach literaturę traktowało się bardziej serio. Przy piwie czy winie studenci nie gadali o byle czym, ale na przykład o dramatach Słowackiego albo o poezji księdza Twardowskiego. A to, że w środowisku polonistów powstaje teatr, jest rzeczą naturalną.

Czy dwadzieścia, trzydzieści lat temu inaczej "robiło się" teatr?

- W tamtych czasach, gdy w telewizji były tylko dwa programy, teatr był miejscem bliskich i ważnych spotkań między twórcami, reżyserem i aktorem a widzami. I to spotkań poważnych, mówiących o miłości, śmierci. Wówczas ważne sprawy żyły dłużej - rok, dwa, a nawet wpływały na życie całego pokolenia. W globalnej wiosce jest inaczej - wydarzenia trwają krótko, bo ze zbiorowej pamięci natychmiast wypychają je następne wiadomości. Gdy zdarzyła się tragedia w kopalni, przez kilka dni cała Polska zamarła. Kiedy pojawiły się kolejne tragedie, zaraz szybko prawie o tym zapomniano. Dzisiaj świat stał się pospieszny, bardziej płaski. Internet i setki programów TV skróciły dystans między człowiekiem a światem, ale powiększyły dystans między ludźmi. Teatry starają się do tych zmian dostosować. Mają bowiem świadomość, że przychodząca do nich publiczność jest niekiedy publicznością przypadkową, która niekoniecznie zna język i konwencję teatru. Dlatego coraz większe powodzenie mają teatry wystawiające musicale, gdzie wzruszenia są zaprogramowane jak w hollywoodzkich filmach, które znalazły patent na to, by w jednym momencie wszyscy widzowie mieli łzy w oczach.

W recenzji z lat 70. ze spektaklu Teatru ES"Z życia i pieśni Kruka" Zbigniew Gluza zapisał: "Siedlecki teatr wybrał formę musicalową, w której nawiasem mówiąc czuje się świetnie. Spektakl ogląda się z przyjemnością..." Czy poetyckie musicale to specjalność Teatru ES?

- Myślę, że można tak powiedzieć. Z Waldemarem Koperkiewiczem jeszcze w Ciechanowie robiliśmy spektakl "Breugel", w którym piosenki były kontrapunktami, pointami widowiska.

Poetycki musical "Przezroczystość" według poezji i zapisków ks. Jana Twardowskiego okazał się artystycznym hitem Teatru ES...

- "Bezstronny spis okoliczności" i "Ballada o oczekiwaniu" były utrzymane w tej samej konwencji i, moim zdaniem, wyżej podniosły artystyczną poprzeczkę. Duże znaczenie dla sukcesu "Przezroczystości" miała wielka popularność poezji księdza Jana Twardowskiego, zwłaszcza wśród młodych ludzi. To głównie oni są fanami tego widowiska. Istnieje jednak niebezpieczeństwo pewnego powierzchownego odbioru "Przezroczystości". Ten spektakl ma dwie warstwy. Na pozór poezja ks. Twardowskiego wydaje się dość prosta, natomiast w głębi, w kontekstach, między wierszami dzieje się znacznie więcej. Tworząc spektakl, tworzyłem go, sięgając do tej głębszej, na pozór niedostępnej warstwy. Tkwi w tym spektaklu jednak jakaś moc. Matka dziewczyny, która kilka razy oglądała "Przezroczystość" powiedziała mi, że po każdym spektaklu jej córka przez tydzień jest jakby odmieniona, spokojniejsza, wypogodzona, łagodniej patrząca na świat...

Czy na wybór takiej musicalowej formy scenicznej wpływa fakt, iż daje ona możliwość zaistnienia na scenie kilkudziesięciu osobom? Albo inaczej: czy Teatr ES jest też teatrem edukacyjnym, szkołą aktorstwa?

- Teatr amatorski z założenia musi także spełniać funkcję edukacyjną, upowszechniającą. Jedni aktorzy mogą się tu uczyć od drugich. Zawsze jest czołówka, do której ci, którzy dopiero są adeptami, starają się dorównać. Kilka osób, kiedyś związanych z naszym teatrem, skończyło szkoły aktorskie. Teatr stał się to dla nich nie tylko pasją, ale i zawodem. Radosław Osypiuk skończył łódzką filmówkę i gra w Teatrze Jaracza, Kamila Boruta ukończyła studium przy Teatrze Żydowskim, zdała eksternistycznie dyplom aktorski i występuje w kilku teatrach, Krzysztof Żabka obronił dyplom w szkole aktorskiej w Krakowie, Milena Madziar skończyła szkołę Machulskich, Sylwia Mancewicz po szkole teatralnej grała w słynnym Wierszalinie. Kilka osób jest w szkołach muzycznych, Marta Koszarek kończy wokalistykę na wydziale jazzu w Katowicach.

W historii Teatru ES kilka razy zdarzyło się, że powracano do tych samych sztuk: "Balu w operze", "Smoka","Umarłych ze Spoon River", na nowo je inscenizując. Skąd się bierze taka chęć powrotu, czasami po wielu latach?

- Na pewno jest to wyzwanie dla mnie, by coś zrobić jeszcze raz, może inaczej, a może lepiej. Bo może dotychczas nie do końca się wszystko wygrało i powiedziało. Poza tym co kilka lat w Teatrze ES pojawiają się nowi ludzie. Te spektakle to słupy milowe w historii teatru. Wchodzące na scenę młode pokolenia mogą się z nimi po swojemu zmierzyć."Umarli ze Spoon River" to np. taki rodzaj przedstawienia, w którym każdy z aktorów może mieć swoją małą, ale znaczącą i, co bardziej ważne, indywidualną kreację.

W swoim repertuarze Teatr ES, z jednej strony często sięga po twórczość popularną, gorącą, nazwiska: ks. Jana Twardowskiego, Karola Wojtyły, z drugiej - wydobywa z pamięci zapomniane wiersze Tomasza Gluzińskiego i Tadeusza Nowaka. Skąd się biorą repertuarowe pomysły?

- Najprościej mówiąc: z czytania. Myślę, że od początku spektakle Teatru ES mówią o tym samym: o relacjach między ludźmi, rozterkach duchowych, poszukiwaniu własnej drogi, o wewnętrznej walce między dobrem a złem, jaka toczy się w każdym z nas.

Czym jest Scena Open Teatru ES?

- Teatr ES to, generalnie, teatr autorski, jednego scenarzysty i reżysera, jednego kompozytora. Jednak zarówno wcześniej, jak i teraz pojawiają się w nim ludzie mający duży potencjał twórczy. Umniejszałbym działalność teatru, nie pozwalając im na samodzielne działanie. W przeszłości takimi ludźmi byli: Staszek Celiński, Leszek Kotarski, Piotr Adler, Mirosław Łukasiewicz, Iwona Pokora. Teraz pojawiają się nowi. Oczywiście, jako dyrektor teatru sprawuję nad ich działaniami opiekę artystyczną, ale inspiracja, pomysł, scenariusz i reżyseria są dziełami członków Teatru ES. Tak powstał spektakl "Psychotelapia", a ostatnio "Agnieszka i Piotr, czyli historia chyba o miłości". Niedawno jeden z młodych ludzi przyniósł mi kolejny scenariusz. Zastanawiamy się, jak go zrealizować. Teatr ES to nie tylko aktorzy, którzy w nim grają, ale także spore grona przyjaciół czy fanów, którzy dopytując się o nowe spektakle, wpływają na to, że teatr się rozwija, bo wie, że ma dla kogo grać. Na premierach są komplety widzów. Widocznie teatr jest potrzebny. Nie oszukujmy się, w domach przy kolacji nie dyskutujemy przecież o sprawach egzystencjalnych, duchowych czy o filozofii. A widocznie potrzebujemy takich rozmów. W teatrze można na żywo poczuć się uczestnikiem takiego dialogu.

I to jest piękne, najważniejsze.

* * *

30 lat, a nawet trochę więcej

Teatr ES został założony jesienią 1976 r. przez studenta filologii polskiej Andrzeja Meżeryckiego. Pierwszy spektakl nosił nazwę "Wędrówka" (scenariusz i reżyseria Andrzej Meżerycki, muzyka Włodzimierz Kucner). W ciągu ponad trzydziestu lat teatr przygotował prawie czterdzieści premier. Dał kilkaset przedstawień w Siedlcach, w kraju i za granicą, zdobył mnóstwo nagród i wyróżnień na festiwalach i przeglądach artystycznych. Przez jego szeregi przewinęło się około 350 aktorów. Wielu z nich zagościło w kulturze na trwałe.

TEATR, REAKTYWACJA

W latach 90. w działalności siedleckiego teatru nastąpiła kilkuletnia przerwa. Reaktywowany w znacznie odmłodzonym składzie w 2000 r. Teatr ES z miejsca podbił widzów poetyckim musicalem "Przezroczystość", przygotowanym według wierszy i zapisków ks. Jana Twardowskiego. Na kilkudziesięciu przedstawieniach w całej Polsce - od Krakowa po Szczecin, "Przezroczystość" obejrzały dziesiątki tysięcy widzów. Piosenki i wiersze ze spektaklu trafiły także na płytę, razem z kilkoma wierszami czytanymi przez autora "Niecodziennika". Fragmenty "Przezroczystości" zaprezentowano także przy trumnie ks. Jana Twardowskiego w warszawskim kościele Wizytek.

Sukces "Przezroczystości" spowodował, że w następnych latach powstały kolejne poetyckie musicale: "Ballada o oczekiwaniu" według wierszy i prozy Tadeusza Nowaka, "Drogę" wg wierszy Karola Wojtyły oraz "Bezstronny spis okoliczności", oparty na utworach poety Tomasza Gluzińskiego. Autorem scenariusza i reżyserem wszystkich tych spektakli

był dyrektor CKiS, Andrzej Meżerycki. Teatr ES, chętnie zapraszany do sal w całym kraju, stał się jedną z najbardziej znanych artystycznych wizytówek Siedlec.

BEZ KOMPLEKSÓW

W 20. rocznicę śmierci zakopiańczyka Tomasza Gluzińskiego, Teatr ES wystąpił w Teatrze Witkacego. Na widowni zasiadło wiele znanych osób, artystyczna śmietanka Krakowa i Zakopanego. - Początkowo na twarzach widzów widać było pewien sceptycyzm, bo cóż wielkiego może przecież pokazać teatr z Siedlec... Ale po spektaklu było już inaczej. Gorąco zapowiadające się stosunki z Teatrem Witkacego zostały zmrożone, bo nagle się okazało, że nasz teatr wcale nie jest gorszy od teatru z Zakopanego - wspomina Andrzej Meżerycki. A bilety na przedstawienie w Poznaniu - co upamiętnia fotografia w dyrektorskim gabinecie - wykupiono na dwa tygodnie naprzód. Właśnie takie wydarzenia tworzą historię teatru.

DOBRZE, ŻE SĄ

Spisać historię teatru jest znacznie trudniej niż historię: malarstwa, literatury czy historię kina. Do książek, obrazów i filmów zawsze możemy powrócić. Teatr istnieje tylko wtedy, gdy w nim - jako aktorzy lub widzowie - jesteśmy. Każde przedstawienie jest inne. Spektakl premierowy różni się od następnego, to samo widowisko inaczej prezentuje się w hali widowiskowej, inaczej w amfiteatrze, a inaczej, na przykład, w kościele, inaczej w piątek, a inaczej w niedzielę... Zmieniają się ludzie, miejsca i okoliczności. Żadnego z widowisk nie da się idealnie powtórzyć. Nawet nagranie na wideo nie w pełni utrwali przemijający charakter spektaklu.

W teatrze liczy się atmosfera, niepowtarzalny, jedyny moment, osobisty odbiór, napięcie między aktorem a widzem. Teatralnych wydarzeń, premier, spektakli nie da się przełożyć na jutro ani później nadrobić zaległości. Z teatrem trzeba być wtedy, gdy jest. To szczęście, że mamy w Siedlcach Teatr ES. I że możemy w nim - jeśli nie być - to chociaż czasami bywać.

DARIUSZ KUZIAK

Co im dało lub daje bycie w Teatrze ES? Czym jest dla nich przygoda z tą grupą? Czego się tu nauczyli? Jakich chwil związanych z Teatrem nigdy nie zapomną? Opowiadają aktorzy nowego, liczonego od "Przezroczystości", składu Teatru ES: Agnieszka Jarocka, Milena Madziar, Katarzyna Jarmoszewicz, Radosław Osypiuk, Mateusz Witczuk, Tomasz Salach, Paweł Skolimowski oraz obecny od zawsze w teatrze Krzysztof Barabasz.

CZEGO SIĘ NAUCZYLI

RADOSŁAW OSYPIUK (obecnie aktor Teatru im. S. Jaracza w Łodzi): - Teatr ES to było dla mnie coś pierwszego, a więc świeżego, prawdziwego, od serca. Tu poznałem magię aktorstwa, radość bycia na scenie (trochę mi jej brakuje w teatrze zawodowym) i uwalnianie duszy przez śpiewanie. Dzięki Teatrowi ES, no i oczywiście dzięki panu Koperkiewiczowi (na jego muzyce wyrabiałem swój styl muzyczny) odważyłem się śpiewać. Fakt, że na scenie mogłem wykonać partie solowe czy w chórze, było czymś niezwykłym. To dla mnie ważne, bo śpiewanie, granie i tworzenie muzyki to w tej chwili ważna część mojego życia - biorę udział w przedstawieniach muzycznych.

MATEUSZ WITCZUK: - Kiedy oglądam na DVD moje występy sprzed paru lat, uświadamiam sobie, jak dużo przez ten czas pod opieką Andrzeja Meżeryckiego się nauczyłem. Tu nabyłem część niezbędnych podstaw gry aktorskiej. Dla kogoś, kto zamierza w przyszłości przygodę z teatrem kontynuować, są naprawdę bardzo cenne.

AGNIESZKA JAROCKA: Działalność w grupie teatralnej jest trochę szkołą przetrwania, próbą charakteru. Odtwarzając najróżniejsze postacie często trzeba przełamywać swoje zahamowania, skryte lęki czy słabości - a to jest trudne. Myślę, że jak każdy w Teatrze ES nauczyłam się też pokory. Bo przecież w sztuce każdy musi się podporządkować wymogom reżysera i scenariusza. Nauczyłam się więc akceptować wizje innych ludzi, nie tracąc przy tym cząstki siebie. Mimo że nie mieszkam już w Siedlcach, na próby Teatru przyjeżdżam bardzo chętnie. I choć czasem naprawdę trudno jest pogodzić je z pracą czy szkołą, zawsze znajduję chęć i siły, bo to najbardziej lubię.

TOMASZ SALACH: - Na co dzień sam piszę muzykę i teksty do swoich utworów, a w Teatrze ES musiałem się nauczyć mówienia cudzymi słowami, śpiewania czyichś piosenek. Kiedy występuję solo, zwykle siedzę na krześle i trzymam w ręku gitarę. Tutaj musiałem odnaleźć się w kolejnej nowej roli: wstać z krzesła, stanąć razem z dwudziestokilkuosobową grupą przy mikrofonie i zrobić coś z rękami. Dużo też zawdzięczam solidnej szkole interpretacji piosenek naszego kierownika muzycznego Waldemara Koperkiewicza.

KRZYSZTOF BARABASZ: - 0 życiu można powiedzieć, że jest grą. Na scenie natomiast można się nauczyć bycia prawdziwym i szczerym, by potem przenosić to na życie. Bo bycie w teatrze, oprócz nauki czysto technicznej, rozwija spojrzenie na świat.

PAWEŁ SKOLIMOWSKI: - Obecny skład Teatru jest wielopokoleniowy, więc myślę, że każdy z nas uczy się - bo to też jest nauka - odnaleźć się w tak różnorodnej grupie. Krzysiek Barabasz czy Krzysiek Świerszcz są przecież starsi ode mnie o 10 lat, a ja znowu jestem starszy od innych kolegów. To ciekawe doświadczenie.

NIEZAPOMNIANE CHWILE

MILENA MADZIAR: - Nigdy nie zapomnę, jak kiedyś zsikałam się na "Przezroczystości". To było w Łosicach. Mówiłam wierszyk z Ewą Miedźwiedziuk, a ona zaczęła wszystko przestawiać. W scenariuszu było, że stale narzekamy - a to na dziurę w moście, a to na piąte koło u wozu... A jej się po prostu zaczęło coś mylić i wszystko poodwracała: że na dziurę u wozu, że na piąte koło u mostu czy coś w tym stylu. Nie wytrzymałam i zsikałam się. To znaczy niezupełnie... Trochę popuściłam.

PAWEŁ SKOLIMOWSKI: - Zawsze będę dobrze wspominał pracę nad pierwszymi spektaklami, m.in. nad "Przezroczystością". Wtedy skład stanowił prawdziwą grupę, między nami była taka teatralna przyjaźń. W tej chwili w zespole panuje duża rotacja, dla niektórych osób Teatr ES jest tylko chwilową przygodą, więc opuszczają go i idą dalej.

RADOSŁAW OSYPIUK: - Na eliminacjach 7 lat temu zebrała się grupka zapaleńców, z którą potem robiliśmy "Przezroczystość". To byli fajni, ekspresyjni, pełni spontanicznej energii ludzie. Wszystko działo się w przyjaznej, miłej atmosferze odkrywania czegoś nowego, bo teatr amatorski ma świeżą energię. Wtedy poczułem, że to może być coś mojego na dłuższy czas.

KATARZYNA JARMOSZEWICZ:

- Szczególnie utkwił mi w pamięci taki moment, kiedy na premierze "Przezroczystości" po raz drugi wychodziliśmy na bis, a ja pomyślałam sobie: "Ach, dla takiej chwili mogłabym wychodzić jeszcze i gracz 10 razy". Teraz, kiedy już zagrałam w tylu spektaklach i każdy z nich był wielokrotnie powtarzany, łapię się za głowę, jak mogłam tak pomyśleć (śmiech).

Nie zapomnę też warsztatów w Golądkowię. W 2001 roku przygotowywaliśmy się tam do spektaklu "Ballada o oczekiwaniu". Przełom stycznia i lutego, zima. Mieszkaliśmy kompletnie odizolowani od świata, w internacie gdzieś w głuszy, skąd wszędzie było daleko. Siedzieliśmy całe noce i gadaliśmy do rana. To miało swój urok. Wtedy nawiązało się między nami dużo nowych przyjaźni, i to takich na całe życie. Trzecia rzecz, która mocno utkwiła mi w pamięci, to występ na Rynku w Krakowie. Scena z widokiem na Kościół Mariacki - po prostu niesamowite przeżycie.

TOMEK SALACH: - Pierwszy wyjazd z Teatrem na Słowację, warsztaty w Golądkowię czy występ w studio im. A. Osieckiej - to chwile, których się nie zapomina. A przecież do studia przy Myśliwieckiej trafiłem zaledwie po kilku miesiącach bycia w Teatrze. Dla mnie jako wielkiego fana Trójki to była niesamowita przygoda i wielkie przeżycie.

KRZYSZTOF BARABASZ: Każda premiera, każde wyjście na scenę, każda nowa rzecz, która w jakiś sposób zaistnieje, pozostaje w pamięci. Ja jednak tęsknię do tego, co było kiedyś - klasycznego teatru, do sztuk typowo teatralnych w mniejszej obsadzie. Teraz to bardziej spektakle poetycko-muzyczne. Kiedy na scenę wychodzi kilkadziesiąt osób, brakuje mi ducha prawdziwego zdarzenia, prawdziwego teatru.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego