Masz coś do mnie?

W oczekiwaniu na premierowe spektakle, aktorzy Teatru Polskiego w Bydgoszczy zaprezentowali wznowienie sztuki "Z twarzą przy ścianie" w reżyserii Moniki Strzępki. Pisze Przemek Oleksyn z Nowej Siły Krytycznej.

«Spektakl prezentowany jest już nie w klubie studenckim Spin, ale na scenie kameralnej Teatru Polskiego. Podczas, gdy wśród publiczności żywo komentowane są ostatnie wydarzenia polityczne, studniówkowe skandale, na scenę wbiegają cztery postaci: Gabi opowiadająca o koleżankach z korporacji, które nie noszą majtek "24 godziny na dupę" (nie dodaje nigdy, że sama tak robi), Modest - jej chłopak, cały czas palący marihuanę, tylko po to, żeby nie zauważać, że jego dziewczyna puszcza się na prawo i lewo, Alicja - studentka, której ulubionym zajęciem jest popadanie w urojone ciąże (w tę rolę wcieliła się Aleksandra Mikołajczyk, zastępująca Katarzynę Kowalik), Alek - pracownik McDonalda. Wszyscy są wystylizowani na ikony popkultury.

Przedstawienie jest podróżą po muzycznych gatunkach. W głośnikach pobrzmiewa techno, które tłustym basem wywołuje u Doroty Andorsz (Gabi) spazmatyczne ruchy, ścieżka dźwiękowa serialu "Miasteczko Twin Peaks", utwory Marylina Mansona i Rammstein. Strzępka świadomie wprowadzając aktorów w groteskową rzeczywistość, uratowała spektakl, ponieważ sam scenariusz Anny Bednarskiej jest przeciętny i nie wiedzieć czemu zdobył nagrodę na VI konkursie Dramaturgicznym - "My na progu nowego wieku". Modyfikując tekst, postaci mówią językiem popkultury, wykrzykują slogany znane z reklam.

Uniwersalny kolor ścian - biel, sugeruje, że wydarzenia odbywające się w mieszkaniu bohaterów "Z twarzą przy ścianie", mogą się odbyć wszędzie. Różowy kolor halogenowych lamp pulsujących w rytm muzyki techno, wprowadzał psychodeliczny klimat, dzięki czemu widzowie mogli się poczuć zupełnie jak upalony marihuaną Modest.

Sam wydźwięk spektaklu pomimo wielu zabawnych scen wywołujących na sali niepohamowany śmiech, nie jest pozytywny. Bo jak tu uznać historię młodych ludzi, którzy tylko udają, że żyją, za pozytywną.? Autorka tekstu opisała symptomy 'chorób' współczesnych ludzi, nie postawiła jednak żadnych diagnoz. Wynika to zapewne z wszędobylskiego ostatnio minimalizmu. Wziął się on z marnej inspiracji - współcześni dramaturdzy opisują zazwyczaj własne doświadczenia lub to, co się dzieje wokół nich. Nie prezentują szerszego spojrzenia na problemy.

Wszyscy bohaterowie "Z twarzą przy ścianie" znają swoje sekrety i wady, jednak nikt o nich głośno nie mówi. Każdy z nich chce zmienić swoje życie, jednak same chęci nie wystarczają. DLACZEGO? Na to pytanie spektakl nie odpowiada, ani też nic nie sugeruje, a szkoda»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego