Jak to z życiem aktora jest

- Jesteśmy razem w życiu i na scenie. Bez wytchnienia. Może chwilami w teatrze w innych obsadach - o sobie i swoim mężu GRZEGORZU MŁUDZIKU opowiada ANNA JANUSZEWSKA z Teatru Współczesnego w Szczecinie.

«Zdawaliśmy do szkoły w jednym czasie, jesteśmy rówieśnikami. Grzegorz (Młudzik, mąż - przyp. E.K.) urodził się 1 kwietnia. Nieraz mówię, że jest takim żartem primaprilisowym. On zdał do szkoły za pierwszym razem, ja nie. Ale wtedy właśnie wpadł mi w oko, właśnie podczas egzaminów.

Parą zostaliśmy na trzecim roku. W tym czasie Marek Okopiński robił dyplom z rokiem Grzegorza (czwartym). Części z nich i Grzegorzowi Marek zaproponował pracę w teatrze w Toruniu. Brałam udział w spotkaniach. Byłam cieniem Grzesia, jego połową; w naturalny sposób Marek Okopiński zaprosił mnie do swojego teatru. Zaczęłam pracę jako studentka - to było coś.

Powrót do Szczecina

Po czterech latach przyjechaliśmy do Szczecina. Wtedy prawie wszyscy młodzi aktorzy przemieszczali się z teatru do teatru co dwa - trzy sezony średnio.

Wydaje mi się, że to było dobre. Chciało nam się nowych ludzi, przygód. Przyjechaliśmy do Szczecina, nie myśląc wtedy, że to na całe życie. Dziś dla nas obojga to nasze miasto. I wiem, ze mąż bez żalu zostawił Łódź, skąd pochodzi. Bo ja jestem po prostu stąd.

Razem w teatrze

Jesteśmy razem w życiu i na scenie. Bez wytchnienia. Może chwilami w teatrze w innych obsadach. To prawdziwe wyzwanie, któremu stawiamy czoła ciągle i ciągle. Jako siostrzeńcy Kulmów jesteśmy w posiadaniu medalu zrobionego dla nich przez Dudę -Gracza na piętnastą rocznicę ich ślubu. Jest na nim napis: Piętnaście lat walki i męczeństwa. Myślę o nas w tym kontekście: Trzydzieści lat.

U Kulmów

To było tak, że jakimś siódmym zmysłem wpadłam na pomysł, żeby spotkać się z Joanną Kulmowa. W "Głosie Szczecińskim" pojawiła się maleńka notatka ze zdjęciem poetki. Wyczytałam, że Kulmowa jest także aktorką i ze można wpaść na kiermasz książki, by zdobyć jej autograf. Byłam pierwsza! Późniejsza "Ciocia" tak opowiada o tym spotkaniu: "Podeszło do mnie pulchne stworzenie z kudłatą czupryną i zapiszczało cienkim głosem, czy mogłoby się spotkać..."

Kulmowa zaprosiła mnie do Strumian, w głąb lasu. Do dziś nie wiem, jakim cudem rodzice zgodzili się na moją samodzielną tam wyprawę! Po wysłuchaniu moich deklamacji i śpiewów wujostwo stwierdzili zgodnie, że jestem kompletnie zielona, ale bardzo zdolna, to może mi się uda. Nie udało się przejść przez egzaminy. Na pytanie, dlaczego, zagadnięty profesor odrzekł: "No, jak komuś słoń nadepnął na ucho..." To cała historia z tym śpiewaniem do akompaniamentu. Jednym słowem - zabrakło pewności siebie. Tej pewności siebie uczę dziś swoich podopiecznych. Musisz wiedzieć, ile jesteś wart. To bardzo ważne.

Przed laty wróciłam po tę pewność do Strumian. Jan i Joanna pomogli mi odszukać siebie w sobie i nauczyli, jak pięknie to wydobyć. Mam dla nich wdzięczność . i miłowanie. Oni o tym wiedzą.

Studia

Po roku zdałam egzaminy z najwyższą lokatą i krążyły wieści, że właściwie studia już nie są mi potrzebne. Ale wierzę, że były. Jak pięknie być studentem, i to jeszcze Filmówki! Najlepsze wspomnienia mam z zajęć z Michałem Pawlickim i Zosią Petri. Nadawaliśmy na tych samych falach. Byli dla mnie mistrzami.

Grzegorz miał okazję i przyjemność pracować z Dziunią Chojnacką, która za życia jeszcze była legendą. Grześ ma fajne wspomnienia. Ja tylko kilka strzępów zdań do mnie skierowanych. Zdań ważnych, bliskich. O moim występie w reklamie Cillitu Ciocia Kulmowa napisała w liście: "Jesteś jak Dziunia Chojnacka!" Chodziło o ten pazur. Miód na serce. Grzegorz opowiada o szczególnym uwrażliwieniu Dziuni na prawdę. Jakże często jedyną uwagą po wykonaniu zadaniu było słynne Dziuni "Kłamiesz!" Bardzo chciałam mieć z nią zajęcia.

Zespół Ani Augustynowicz

Gdy Ania przyszła do nas, byliśmy w Teatrze Współczesnym już naście lat. Ania zaczęła jako reżyser. W tej pracy dała się poznać jako człowiek i... nowy duch. Myślenie było nowe, działania nowe, zadziwiające, oswojone, oswajane ciągle i ciągle! Bardzo szybko okazało się, że to "coś nowego", co dziś nosi imię jej teatru - teatru Ani Augustynowicz - to jesteśmy my! Na nowo odkryci w nas samych, poprzez szereg sztuk, niekończące się rozmowy, doskonalenie. Stworzyliśmy ekipę jedyną w swoim rodzaju. Bliskość, o jakiej pewnie marzy niejeden aktor, a może w ogóle człowiek. Oczywiście, czasami coś zgrzytnie w pracy, na gorąco, ale jak to w pracy - gdzie drwa rąbią... Zawsze mi wtedy trochę wstyd, szybciutko kajam się.

Przygoda z filmem

Gdyby film o Paderewskim Stefana Szlachtycza, w którym zagrałam główną i piękną rolę, ujrzał światło dzienne podobnie, jak to się zdarza wszystkim innym filmom, to może mógłby to być tak zwany początek filmowej kariery.

Ale nie zdarzyło się, więc to znaczy, że nie miało się zdarzyć. Nie mam w sobie niepokoju, że mój Boże, czas minął. Pewnie jest jeszcze gdzieś jakaś rola, do której muszę się jeszcze bardziej zestarzeć... Cha, cha...

Laury

Z Bursztynów mogę zrobić korale! Z wdzięcznością przyjmuję nagrody. Ale to najważniejsze rozgrywa się w moim sercu, w mojej duszy. Euforia, jakiej doświadczam w trakcie bycia na scenie, bycia z widzami, to nagroda od losu, łaskawość.

Striptiz na scenie

Kiedy kilkanaście lat temu zaproponowali mi rozbieranie na scenie, to była prawdziwa zagwostka. Rozbieranie traktowało się jako zadanie specjalne, specjalnie opłacane. Musiałaś zadać sobie pytanie, czy tego chcesz czy nie, czy pieniądze są wystarczające, żebyś się rozebrała albo zrezygnowała z roli. Dziś myślenie ó rozbieraniu nie jest osobnym działem w realizacji scenicznej. Jeśli wchodzisz do gry, to na całość. Jest to naturalne, traktowane jak każde inne zadanie i... bez specjalnej taksy. Tylko musi się tobie zgadzać z myśleniem. Potem to już jest sama przyjemność... cha, cha... Jak w scenie z "Iwony, księżniczki burgunda". Moja koleżanka po tym spektaklu powiedziała: "Cholera, masz lepsze cycki niż ja!".

Irlandia Grzesia

W "Poruczniku z Inishmore" Grześ tańczył najpiękniej. Porywająco. Szkoda, że spektakl miał krótki żywot, W tańcu była cała filozofia i potęga męskości i lekkość motyla, chłopięcy uśmiech, zdecydowany rytm, harmonia i miejsce dla szaleństwa. Jako widz zawsze jestem pod wrażeniem osobowości Grzesia i kunsztu. Podziwiam. Gdy pracujemy razem, trudno mi oddzielić emocje od chłodnej kalkulacji. Dobrze, jeżeli reżyser nad tym panuje.

Po latach pracy umiem już nazwać i uszanować odmienność temperamentu, inny sposób dochodzenia do roli. Ja jestem impulsywna, lubię skakać na głęboką wodę swojej intuicji, Grzegorz raczej dość długo rozważa w sobie. Szczęśliwie do premiery oboje jesteśmy gotowi i zgodni.

Nasza rodzina

Natasza, 28 lat, jej córka Patrycja, 10 lat i Grzegorz, 19 lat. Do rodziny należą jeszcze pies Bubi i kotka Anita. Staramy się przeprowadzić te istoty przez życie jak najpiękniej, wspieramy się. Syn chce być aktorem, jest utalentowany, chyba bardziej od nas. Natasza pięknie patrzy na świat obiektywem aparatu fotograficznego. Patrycja będzie piosenkarką albo tancerką.

Oboje kochamy ogród, pozwalamy mu być pięknym, dbamy o każde źdźbło, każdy listek. Zielony kolor to dla nas spokój. Z psem i kotem ucinamy sobie pogawędki.

Zanotowała Ewa Koszur

ANNA JANUSZEWSKA I GRZEGORZ MŁUDZIK

Absolwenci Wydziału Aktorskiego łódzkiej Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Teatralnej i Telewizyjnej, występowali na scenie Teatru im. Horzycy w Toruniu, od sezonu 1980/81 aktorzy Teatru Współczesnego w Szczecinie (Grzegorz Młudzik z przerwą w latach 1985-89). W swoim dorobku mają około setki ról, w tym kilkadziesiąt zagranych w tych samych przedstawieniach. W życiu prywatnym związani węzłem małżeńskim, na scenie wystąpili jako para w kilkunastu przedstawieniach. Lubiani przez widzów i doceniani przez krytykę, wzbogacili życie artystyczne naszego miasta.

Na scenie Teatru Współczesnego wystąpili razem po raz pierwszy w "Warszawiance", a potem m.in. w pamiętnej "Antygonie z Nowego Jorku" Głowackiego, "Świętoszku", "Iwonie, księżniczce Burgunda", "Balladynie", a ponadto: w realizacjach Anny Augustynowicz: "Magnifikacie", "Romeo i Julii", "Wyzwoleniu". Jako para mieli okazję zagrać m. in w przedstawieniach: "Moja wątroba jest bez sensu albo zagłada ludu", "Siostry, bracia", "Śmierć i dziewczyna", "Oskar i Ruth", "Mężu i żonie". Poza Teatrem Współczesnym w Szczecinie grają również w Piwnicy przy Krypcie.

Anna Januszewska była wielokrotnie nagradzana na festiwalach ogólnopolskich, uhonorowana Bursztynowym Pierścieniem w kategorii "aktorka sezonu" za role: Królowej Małgorzaty,(1997), Pani Dulskiej (2001), Żony (2006). W 1997 roku otrzymała Nagrodę Artystyczna Miasta Szczecina, a w 2005 "Oko Recenzenta" - nagrodę "za liczne i wspaniałe kreacje aktorskie". Laureatka plebiscytów na najpopularniejszych aktorów Szczecina (1985, 1992, 1994, 1995, 1996).»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego