Na kilka lat przed śmiercią spotkałem Andrzeja w kinie Iluzjon. Przywitaliśmy się serdecznie, bo lubiliśmy się, mimo że nigdy nie byliśmy w jednym teatrze. Andrzej był człowiekiem sympatycznym o wielkiej kulturze i wrażliwości. Znakomitym aktorem. Jednym z tych, którzy wchodząc na scenę, wypełniali ją całkowicie swoją osobowością. Przed rozpoczęciem filmu ucięliśmy sobie krótką koleżeńską rozmowę na tematy zawodowe. W pewnym momencie spytałem Andrzeja o jakieś sprawy związane z ZASP-em. Spoważniał i odrzekł: "Nie jestem członkiem ZASP-u i nie mam z tą instytucją nic wspólnego. Wyrządzono mi krzywdę. Od lat czekam na oczyszczenie z zarzutów kolaboracji". Jak wiadomo, Andrzej Szalawski w czasie okupacji niemieckiej grał w teatrze i czytał kronikę filmową redagowaną przez Niemców, ale przeznaczoną dla polskiego odbiorcy. Wprawdzie w czasie okupacji mówiono, że do teatrów nie należy chodzić, ale niektórzy chodzili. Ja też chodziłem
Źródło:
Materiał nadesłany
Gazeta Wyborcza - Stołeczna nr 271