Małgorzata Braunek i Barbara Brylska: te dwie wybitne aktorki połączył los. Ich kariery, ich życie splotły się w bolesny supeł, w końcu doprowadzając do wycofania się z zawodu jednej i drugiej. Jakby ktoś rzucił na nie klątwę. Dzisiaj, gdy obie wracają na ekrany, jakże odmienione i na swój sposób pogodzone z losem, warto przypomnieć ich historię - pisze Tygodnik Angora.
Umówiłem się na rozmowy z obiema. W różnych miejscach, w różnym czasie. Pytałem po swojemu - nie wprost. W odpowiedzi usłyszałem słowa, które mnie zaskoczyły. Przez wiele lat wyobrażałem sobie, że Małgorzata Braunek jest drapieżną intelektualistką, pobłażliwie, a może nawet nieco pogardliwie odnoszącą się do zawodu aktorki. Krótko mówiąc, posądzałem ją o arogancję. Byłem w błędzie. Spotkanie z nią okazało się jednym z najprzyjemniejszych zaskoczeń w moim życiu zawodowym. Naprzeciw mnie usiadła pogodna, emanująca wewnętrznym spokojem kobieta, całkowicie pozbawiona agresji i żądzy sukcesu. Wiedziałem już wtedy, że od lat zajmuje się buddyzmem, ale nie podejrzewałem, że może to dać tak zdumiewające efekty. Rozpoczynając rozmowę z Barbarą Brylską, nie miałem wątpliwości, że rzuci ona inne światło choćby na słynny spór o Oleńkę z Potopu. Te dwie aktorki najpierw walczyły o główne role w polskich filmach, potem poł�