- Uważam, że najwspanialszym na świecie i najwłaściwszym miejscem dla aktora jest teatr. Teatr jest miejscem mistycznym. Nic nie jest w stanie zastąpić bezpośredniego kontaktu aktora z widzem - mówi warszawska aktorka BARBARA HORAWIANKA.
Związana była Pani ze scenami krakowskimi, łódzkimi i warszawskimi. Jednak Pani pierwsze doświadczenia sceniczne, dodajmy bardzo wczesne, wiążą się z Teatrem im. Wyspiańskiego w Katowicach. - Bardzo wczesne i bardzo odległe... Szkoła baletowa, do której jako kilkuletnia dziewczynka chodziłam, urządzała co roku popisy w tym teatrze. To była połowa lat 30. ubiegłego wieku... Pamiętam swoją nauczycielkę tańca, panią Kazimierę Nowowiejską. Była to niewysoka, drobna brunetka z węzłem włosów na karku. Miała bardzo silne ręce. Do dziś bardzo dokładnie pamiętam zapach jej perfum. Na owym dorocznym popisie tańczyłam solo do "Nokturnu" Chopina. Miałam na sobie luźną, przewiewną tunikę przybraną kwiatami... Ale mój ojciec krótko przed wojną powiedział: "Basta, moja córka nie będzie żadną baletnicą." Uważał, że powinnam zdobyć poważny zawód. Jak wspomina Pani swoje katowickie dzieciństwo? - W Katowicach spędziłam najpiękniejsze dz