"Kowal Malambo" w reż. Ondreja Spisaka w Laboratorium Dramatu w Warszawie. Pisze Jacek Wakar w Dzienniku.
Sztuka Słobodzianka w reżyserii Spisaka nie prowokuje do refleksji. Opowieść o starym kowalu, co to miotał się pomiędzy świętymi i diabłami, z każdym próbując ubić interes, podpisując cyrografy, pretenduje do rangi moralitetu. Pretenduje, bo moralitetem nie jest. Tadeusz Słobodzianek wyraźnie preferuje wśród swych utworów tę właśnie sztukę, choć ma w dorobku wiele znacznie bardziej udanych. "Kowal Malambo" nie wnosi bowiem niczego nowego, usypia, zamiast prowokować do refleksji. Był sobie kowal, ani dobry człowiek, ani zły. I co z tego. Próbował sprzedać duszę? No to świetnie. Kiedy nie chcieli go ani w niebie, ani w piekle, odtańczył pożegnalne malambo. Niech mu ziemia lekką będzie. Koncept dramaturgiczny jest w tekście Słobodzianka wątły, brakuje kulminacji i choćby namiastki tajemnicy. Kowal wraz z jego psem nie interesują nas ani trochę. Gromadka drugoplanowych postaci pełni funkcję tła i przy niej pozostaje. Autor zdradza zr