powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Pamięci Bogdana Długosza

Wiadomość o śmierci Bogdana Długosza - akustyka Starego Teatru w Krakowie głęboko poruszyła we mnie normalne, ludzkie odczucie żalu, smutku i kolejnej pustki, jaką śmierć wytwarza zabierając ludzi, którzy stanowili cząstkę naszego życia - pisze Stanisław Radwan.

Ale wiadomość o śmierci Bogusia równie mocno przywołała inne uczucia; prawie nigdy Jemu nie wyrażane w słowach (choć mam nadzieję, że niejednokrotnie przez Niego odczuwane): uczucia podziwu i wdzięczności za to, co robił swoją sztuką dla teatru; w tym także dla mojej w teatrze twórczości.

Bogdan Długosz był gruntownie przygotowany do pełnionej w teatrze funkcji: dyplom z kompozycji i teorii muzyki w Akademii Muzycznej w Krakowie! Nic w teorii, technice i praktyce muzyki elektronicznej nie było mu obce. Takie przygotowanie to skarb, ale nie stałby się skarbem ofiarowanym przez Niego innym twórcom, a potem odbiorcom muzyki, bez wyobraźni i wrażliwości potrzebnej do ukształtowania ostatniej fazy zaistnienia muzyki w teatrze: to jest jej brzmienia. Dopiero połączenie takiego przygotowania i takich talentów stwarzają Artystę Akustyka.

Kompozytor w teatrze tworzy pod batutą reżysera podporządkowując się jego wizji i koncepcji całości tak złożonego zjawiska, jakim jest spektakl teatralny. Na etapie realizacji kompozytorskich zamierzeń role główne przejmują kierownik muzyczny, a w końcu akustycy.

Miałem szczęście w mojej pracy w teatrze trafić na takich właśnie wspaniałych współpracowników w Starym: na kierownika muzycznego Mieczysława Mejzę, szefa akustyków Andrzeja Kaczmarczyka i właśnie na Bogusia Długosza.

Boguś będzie zawsze w mojej pamięci także ze względu na cechę znamionującą artystę. Dla Niego nigdy praca nad ostatecznym kształtem projekcji muzycznej nie była zakończona; czy to w nagrywaniu, mixingu, czy w nagłośnieniu. Zawsze myślał i działał w przekonaniu, że już osiągnięty kształt może być jeżeli nie lepszy, to może jeszcze inny. I tak w nieskończoność!

I teraz przed Nim, w Jego nowym istnieniu ta nieskończoność wyobraźni dopiero mu stworzy niezwykłe wyzwanie Spotka się tam z tym, co znamy z określenia "chóry anielskie".

Karol Berger- niezwykły muzykolog i humanista snuje w którymś ze swoich esejów anegdotyczne przypuszczenia, co chóry anielskie śpiewają Panu Pisze, że pewnie jest to repertuar taki jak w Bazylice watykańskiej, więc: Palestrina! Ale potem, jak Aniołowie są już sami w garderobie, to na pewno śpiewają sobie Mozarta!

I tu zanoszę pierwszą prośbę do Bogusia: żeby porozumiał się z szefem chóru w sprawie włączenia do repertuaru (choćby tylko garderobianego) arcydzieł już też obecnego w niebie Krzysztofa Pendereckiego choćby tylko "Stabat mater" i "Lacrimozę"

A więc Aniołowie śpiewają na chwałę Pana. Ale jak to słychać?? Bo przecież byty anielskie są niematerialne; są bowiem "z czystej pneumy", (jak to napisał w "Sprawozdaniu z raju" Zbigniew Herbert), a dźwięk istnieje tylko jako wibracja cząstek materialnych. "Na początku miało być inaczej/ świetliste kręgi, chóry i stopnie abstrakcji" A potem do nieba zaczęły wchodzić ludzkie, grzeszne dusze "i przychodziły tutaj z kroplą sadła, nitką mięśni" Nastąpiła konieczność, żeby "zmieszać ziarno absolutu z ziarnem gliny". "Tylko Jan to przewidział: zmartwychwstaniecie ciałem"

Teraz- jestem tego pewny - Boguś zajmuje się rozwiązaniem problemu, jak nagrać śpiewy eterycznych aniołów, żeby zabrzmiały po ludzku. Więc zanoszę prośbę do Bogusia: jak już rozwiążesz ten problem, prześlij nam swoje nagrania!! Czekamy.