powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Ewa Pilawska: Wspólnota w teatrze przetrwa, nie stracimy jej

- Teatr będzie musiał wykonać potężną pracę - odczarować wizerunek miejsca zagrażającego zdrowiu, wywołującego strach widzów. Musimy na nowo nauczyć się obcowania ze sobą jako ludzie i jako widzowie - z Ewą Pilawską, dyrektorem Teatru Powszechnego w Łodzi oraz dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, rozmawia Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

Wiesław Kowalski: Jak według Pani może wyglądać teatr po pandemii? Czy coś się w nim zmieni, w sensie repertuarowym, inscenizacyjnym Czy publiczność będzie chciała rozmawiać z aktorami, językiem teatru, o tym, co nas spotkało i o tym jak nas to wszystko głęboko dotknęło?

Ewa Pilawska: Teatr to wrażliwość i wyobraźnia. Większości ludzi nie podoba się perspektywa zamknięcia w mieszkaniach, potrzebujemy spotkania człowiek-człowiek. Niezmiennie wierzę w publiczność i w to, że - stęsknieni za sobą - zaczniemy spotykać się tak szybko, jak tylko będzie to możliwe. To będzie oczywiście proces. Podczas ostatniego spotkania Zarządu Unii Polskich Teatrów na Zoomie prezes Unii Maciej Englert powiedział bardzo istotne zdanie: "Powinien powstać kalendarz otwierania teatrów". To kluczowe, żeby każdy teatr potraktować indywidualnie - przecież wszyscy działamy w innym kontekście, mamy różne ilości miejsc na widowni, inną strukturę widzów. Nie można stosować do wszystkich jednej uniwersalnej miary, bo może przynieść to odwrotny do zamierzonego efekt. Na pewno konieczne będzie też wsparcie w zakresie wdrożenia niezbędnych rygorów sanitarnych. Bardzo wierzę, że rząd i samorządy połączą siły, żeby pomóc teatrom. Że unikniemy wojny polsko-polskiej.

Najprawdopodobniej za kilka miesięcy będzie szczepionka i lekarstwa, wrócimy do normalności, ale teraz, mam wrażenie, przechodzimy egzamin z człowieczeństwa, z wartości. Pamiętamy czas po upadku komuny, gdy premierem był Tadeusz Mazowiecki. Władza przestała być wrogiem - nie chodziło już o to, żeby strajkować, robić jej na złość, ale wspólnie pracować dla dobra kraju. Przyszłość i sukces leżały w naszych rękach, ale trzeba było przestawić myślenie społeczne. Artyści z całych sił wspierali tę nową sytuację. Pamiętamy znanych twórców, głównie aktorów, którzy w klipach telewizyjnych brali udział w krótkich scenkach, puentowanych zdaniem autorstwa Ernesta Brylla: "Jesteśmy wreszcie we własnym domu. Nie stój, nie czekaj. Co robić? Pomóż!". Teraz sytuacja się odwróciła, rządzący mają moment swoistej spłaty długu - podkreślenia, jak ważna dla społeczeństwa jest kultura. Przecież nikt nie chciałby przejść do historii jako jej likwidator.

Aktualna sytuacja bez wątpienia pozostawi ślad nie tylko w nas samych, ale także we wszystkich innych dziedzinach naszego dotychczasowego życia. Również teatr, do którego w tej chwili nie mamy bezpośredniego dostępu, będzie musiał zapewne to, co się wydarzyło jakoś przepracować. Czy komedia pomoże nam w wyjściu z depresyjnych stanów, które zawsze w takich sytuacjach zagrożenia człowiekowi towarzyszą?

- Inteligentna komedia na pewno jest znakomitym lekiem na wszelkie stany depresyjne. Dobry teatr jest motywatorem dla człowieka - w ogóle sztuka ma duży wpływ na nasze stany, nasz rozwój. Jeśli chcemy dalej wierzyć w te atrybuty teatru, musimy teraz zrobić wszystko, aby odnaleźć się w nowej sytuacji. Teatr będzie musiał wykonać potężną pracę - odczarować wizerunek miejsca zagrażającego zdrowiu, wywołującego strach widzów. Musimy na nowo nauczyć się obcowania ze sobą jako ludzie i jako widzowie.

Gratuluję, że pomimo trudnej sytuacji, w jakiej znalazły się polskie teatry, udało się Pani Dyrektor doprowadzić w kolejnej już edycji "Komediopisania" do zorganizowania internetowych warsztatów, w których weźmie udział 15 osób wyłonionych spośród 200 zgłoszeń podczas etapu eliminacji. Ta imponująca liczba nadesłanych propozycji wskazuje, że jest w nas wciąż duża potrzeba pokazywania naszej rzeczywistości również w komediowym wymiarze. A przecież można podejrzewać, że po przejściu największego zagrożenia pandemicznego i u widza tego typu potrzeba może być jeszcze większa?

- Epidemia przewartościowała wiele spraw - jeszcze niedawno byliśmy przekonani, że świat leży u naszych stóp. Człowiek bardzo się umocnił w swoim mniemaniu o sobie. Łatwość podróżowania, łatwość życia, niemal wszystko w zasięgu ręki - byliśmy przekonani, że wszystko zależy od nas. Nagle się zatrzymaliśmy, staliśmy się zakładnikami wirusa. Ta kryzysowa sytuacja pokazała jednak, jak wielka jest w nas potrzeba pozytywnej walki, myślenia o przyszłości i budowania nowej wartości. To znalazło odzwierciedlenie w zainteresowaniu warsztatami. Myślę, że naszym zadaniem jest przepracować stan traumy. Komedia jest znakomitym narzędziem, aby mówić o najtrudniejszych rzeczach i niejako "wywracać je na lewą stronę". To taki sposób na przekłuwanie balonów wypełnionych negatywnymi myślami.

To może zabrzmi górnolotnie, ale uważam, że jesteśmy w historycznym momencie, w którym wszyscy mamy obowiązek ocalić kulturę dla przyszłych pokoleń. Zapewne wszyscy pragnęlibyśmy jak najszybciej otworzyć teatry dla widzów i myśleć już o nowych projektach. Z drugiej strony wiemy, że bez pomocy rządu i samorządów, bez realnej tarczy roztoczonej nad teatrami, nie poradzimy sobie - nie jesteśmy w stanie przeskoczyć ekonomii. Paradoksalnie, wierzę, że ta sytuacja bardzo nas wszystkich zjednoczy.

Wczoraj obejrzałam "Frankensteina" z londyńskiego Teatru Narodowego. Odnajdując na widowni zajmowanie przeze mnie miejsca podczas wizyt w Londynie, bardzo zatęskniłam. Ale pomyślałam też, że ta wspólnota w teatrze przetrwa, nie stracimy jej. Pod warunkiem, że nikt nie będzie nami grać.

Nie ukrywa Pani, że u podstaw powstania Polskiego Centrum Komedii przy Teatrze Powszechnym w Łodzi była Pani wiara w terapeutyczną siłę tego gatunku. W ten sposób wzbogacany też zostaje o polskie tytuły repertuar naszych teatrów, które wciąż dużo chętniej sięgają jednak po literaturę z obszaru anglojęzycznego. A zatem podjęta przez Panią inicjatywa potwierdza zasadność, celność i wagę tego pomysłu.

- Bardzo wierzę w komedię i jej siłę. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, aby pokazać, że też potrafimy sięgać do własnego poczucia humoru. Mam plany i wiele pomysłów dotyczących dalszego rozwoju Polskiego Centrum Komedii, ale to temat na inną rozmowę.

Wybrała Pani do tej specjalnej edycji "Komediopisania", która w tym roku będzie miała charakter - jak już wspomniałem - warsztatów internetowych, Michała Walczaka. To świetny pomysł, zważywszy na fakt ogromnego doświadczenia jakie w tej materii posiada autor "Piaskownicy". Jak Pani sądzi, czy aktualna sytuacja może być szczególną inspiracją, dla twórców próbujących się w tym gatunku sprawdzić?

- Bardzo cenię twórczość Michała Walczaka, obserwuję jego rozwój i czekam na kolejne sztuki. Aktualny kontekst na pewno znajdzie odzwierciedlenie w teatrze, a tekstów powstanie wiele. Nie tylko w ramach naszego "Komediopisania" - mam wrażenie, że czas izolacji sprzyja temu, aby uruchamiać wyobraźnię, kreatywność. Myślę, że wiele osób dostało impuls, żeby pisać.

Efektem pracy warsztatowej nad dramatopisarskimi konceptami ma być repertuar "Laboratorium komedii postpandemicznej". Sam Michał Walczak zwraca uwagę, że kontekst tego, co przeżywamy w tej chwili nadaje tej edycji szczególny charakter. Dlatego tym większa jest ciekawość nas wszystkich, jaki rodzaj refleksji się z tego zrodzi i jaki rezultat osiągną uczestnicy warsztatów tworzący w obliczu zagrożenia, z jakim nieustannie walczymy. Jakiego typu oczekiwania czy nadzieje w związku z tą edycją Pani towarzyszą?

- Codzienny rytm wypłukuje czasami refleksję i nie do końca dociera do nas, że naszymi działaniami tworzymy historie, które są zapisem emocji czasu. Takim papierkiem lakmusowym pandemii, naszych przeżyć i reakcji teatru na nie. W teatrze tworzymy historię i przechodzimy do historii. Oswajamy traumy, rozbrajamy nasz strach. Powołany w Teatrze Powszechnym w Łodzi na czas epidemii pierwszy serial teatralny "Pomoc domowa radzi", którego nowe odcinki emitujemy co czwartek, choć w pewnym sensie niedoskonały - jest również świadectwem teatru w pandemii. Dzięki niemu jesteśmy w ciągłym kontakcie z widzami, którzy bardzo potrzebują nowych projektów. Stwarza też szansę aktorom kontraktowym, którzy, gdyby nie grali, nie mieliby środków do życia. Tak się tworzy wspólnotę. Zresztą wszystkie teatry bardzo szybko odnalazły się w nowej sytuacji i tworzą fantastyczne projekty w sieci!

Teatr Powszechny w Łodzi zapowiada też pierwsze w Polsce premiery spektakli w Internecie, gwarantujące profesjonalną rejestrację. Cieszy mnie takie zapewnienie, albowiem pojawiające się w okresie pandemii rejestracje granych wcześniej spektakli nie zawsze pod względem technologicznym są zadowalające.

-

To wielka przyjemność, że można obejrzeć ważne spektakle w Internecie. Nam natomiast zależy na stworzeniu nowej wartości. Pokażemy online dwie premiery - zupełnie nowe spektakle przygotowane specjalnie z myślą o emisji w sieci. Na końcowym etapie pracy reżyserskiej zostaną profesjonalnie zarejestrowane i zmontowane, bez uszczerbku dla wartości artystycznej. Jedną z nich będzie nowa sztuka Juliusza Machulskiego, którą pisze specjalnie dla nas, drugą - premiera dla młodzieży w ramach cyklu "Dziecko w sytuacji". Pomysł jest bardzo prosty, ale zarazem nowatorski. Wyszłam od tego, że musimy odnaleźć się w nowej sytuacji. Jeśli epidemia będzie trwała, będziemy mieć w repertuarze zupełnie nowe spektakle online. Na Dużą Scenę będziemy sprzedawać 450 miejsc, na Małą Scenę 200. Będą dzwonki, przerwa - wszystko to, co również buduje atmosferę w teatrze. Za przedstawienia online aktorzy będą otrzymywać prowizje - swoiste tantiemy. Jeśli będziemy mogli normalnie grać, spektakle będziemy prezentować po prostu w Teatrze.

Ten pomysł wynika też z potrzeby wyznaczania nowych dróg, szukania nowych rozwiązań dla teatru. Pandemia pokazała, jak ulotny jest teatr. Twórcy i aktorzy są grupą zawodową, która zawsze cierpi w obliczu nieprzewidzianych okoliczności, skutkujących odwołaniem spektakli. Dlatego uważam, że obecna sytuacja powinna skłonić do znalezienia konkretnych rozwiązań prawnych na przyszłość, które ochroniłyby wrażliwą tkankę teatru. Pandemia spowodowała, że część teatrów instytucjonalnych, kiedy nie gra, nie jest się w stanie utrzymać - oczywiście sytuacja jest zróżnicowana, choć na przykład my jako teatr zreformowany jesteśmy dobrym przykładem. Bez wpływów z biletów nie możemy normalnie funkcjonować.

Trochę inaczej to wygląda w przypadku teatrów prywatnych, fundacji czy stowarzyszeń. Bardzo im kibicuję. Wśród nich jest również bardzo duże zróżnicowanie, na przykład jeśli chodzi o zatrudnienie. Niektóre nie mają nikogo na etacie, a grający aktorzy czy współpracownicy są najczęściej zatrudnieni w teatrach publicznych. W inny sposób prowadzą też rozliczenia spektakli.

Z zapowiadanych dwóch spektakli jeden z nich skierowany ma być do młodzieży. To szczególnie cieszy, albowiem ta grupa wiekowa w teatrze jest dość zaniedbana. Zatem wypełnienie tej luki, do tego jeszcze w tak trudnym czasie, wydaje się być w pełni uzasadnione.

- Cykl "Dziecko w sytuacji" okazał się strzałem w dziesiątkę. Spektakle dla młodzieży połączone z warsztatami wypełniają pewną lukę, której ani młodzi ludzie, ani czasami także ich rodzice nie potrafią wypełnić. Okazuje się, że młodzież często nie wie, z kim porozmawiać o swoich problemach - depresji rodzica, hejcie w szkole, inicjacji seksualnej. Teatr i jego sfera wzięcia wszystkiego w nawias teatralnej fikcji powoduje niesamowite otwarcie się. Bardzo ważne jest, że traktujemy młodych ludzi po partnersku - nie stosujemy strategii zakazów i nakazów. Po spektaklu warsztaty prowadzi aktor oraz specjalista, w zależności od tytułu - filozof, alpinista, edukator seksualny. Nauczyciele otrzymują też zeszyty metodyczne, dzięki którym mogą dalej pracować nad tematem w szkole.

Zainteresowanie cyklem jest tak duże, że moglibyśmy mieć osobną scenę dedykowaną tylko temu projektowi. W tym roku, dzięki dofinansowaniu od sponsora, pokażemy dziewiątą premierę w ramach projektu. Będzie dostępna dla szkół także w wersji online - razem z wirtualnymi warsztatami.