powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Gdynia. Aktorzy wciąż czytają Janusza Głowackiego online

Gdyńskie Centrum Kultury przypomina, że od poniedziałku do czwartku, a więc od 4 do 7 maja, o godz. 20 premierowo prezentuje kolejne odcinki "My sweet Raskolnikow" Janusza Głowackiego w reż. Oleny Leonenko-Głowackiej.

Cały czas widzowie mają też dostęp do pozostałych części minipowieści, czytanej m.in. przez Darię Krzyżaniak, Sambora Czarnotę czy Tomasza Sapryka.

4 maja: odc. 8 - "Vive La Pologne": Adam Kupaj

LINK: https://youtu.be/fuvAaPBo3Zs

5 maja: odc. 9 - "Dom naukowca": Sambor Czarnota

6 maja: odc. 10 - "Gioconda": Tomasz Sapryk

7 maja: odc. 11 - "My sweet Raskolnikow": Kacper Gaduła-Zawratyński

***

"Kiedy miałem osiem lat, mieszkałem z rodzicami w Łodzi na ulicy Piotrkowskiej [...]. U mnie w bramie pracowała kobieta [...]. W poniedziałki ja, paru kolegów i dwie koleżanki dostawaliśmy od rodziców pieniądze na landrynki. Natychmiast biegliśmy do bramy i pani Ala, o ile akurat nie miała powodzenia, przeliczała pieniądze [...], a następnie podnosiła spódnicę [...]. Trwało to tyle co przelot samolotu i potem czekał nas smutny tydzień bez landrynek. Ale było warto. To piękne przeżycie opisałem w opowiadaniu My sweet Raskolnikow."

Głośna premiera 1977 r. Wydana jako minipowieść pod tym samym tytułem, od początku wzbudzała kontrowersje, wywoływała sprzeczne emocje Jak zawsze. Szeroko komentowana. Jak zawsze. Wyczekiwana. Jak wszystko, co wychodziło spod pióra Głowackiego.

Jak zapamiętany z dzieciństwa obraz powrócił?...

Jeśli ktoś nazwie je opowiadaniem drogi, to zapewne można przyznać mu rację, ale też (a może przede wszystkim) jest opowiadaniem o drodze, jaką bohater pokonuje, aby odnaleźć siebie, poznać prawdę (albo przynajmniej jakąś jej część) o sobie samym i świecie, w którym przyszło mu żyć. Mając 135 USD w kieszeni, a do tego być młodym (niestety), pięknym (jeszcze gorzej) i utalentowanym (nieszczęściom nie ma końca) można wszystko! (no prawie). Na domiar złego (jeszcze jakiś domiar!) pochodzić z kraju nad Wisłą, gdzie fantazję (ułańską) i odwagę (też z jakiejś formacji wojskowej pochodzącą) wysysa się z mlekiem Matki!

To błyskotliwa, ironiczna i wciąż aktualna opowieść o Polsce i Polakach, w której znajdziemy to wszystko za co Janusza Głowackiego lubimy (lub nie), podziwiamy (lub nie), ale wciąż czytamy, bo jak nikt inny miał umiejętność pokazania prawdy o nas samych.

To historia wzlotów i bolesnych upadków, coś z wyżyn i nizin, smak ostryg i kawioru, zapach perfum, perły, kryształy i limuzyny zestawione z leżanką w pakamerze, zimną wieprzową konserwą na cienko krojonym chlebie i informacją jak można za darmo zadzwonić do kraju.

Jak dziś wybrzmiewa i co znaczyć może: "Ahumanistyczny charakter zakładów zamkniętych w państwach kapitalistycznych, na marginesie teorii przymusowej alienacji" - tytuł pracy naukowej jednego z bohaterów?

Pamiętajmy, że "humor nie znaczy tylko śmiać się, ale wiedzieć więcej. Humor to światopogląd, który daje komfort dystansu do rzeczywistości i siebie, demaskuje hipokryzję i oportunizm, pozostając wyrazem wolności oraz braku pokory."

Janusz Głowacki wielokrotnie mówił, że lubi usłyszeć swój tekst. "On jest do czytania tylko na słuch, inaczej w ogóle czytać go nie warto." - twierdził Henryk Bereza.

A zatem czytajmy słuchając i słuchajmy czytając.

Drodzy Państwo "nawarstwiajcie sobie, nawarstwiajcie, to się wam potem scałkuje w wartościowej syntezie".