powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Popkulturowe studium nad lękiem

"Wpuść mnie. Dokądkolwiek pójdziemy, będzie szedł za nami" wg scena. i w reż. Agaty Biziuk w Teatrze Miejskim w Gliwicach. Pisze Paweł Kluszczyński na blogu I Jestem spełniony.

Reżyserka Agata Biziuk w swoim autorskim spektaklu "Wpuść mnie. Dokądkolwiek pójdziemy, będzie szedł za nami" przygotowanym w Teatrze Miejskim w Gliwicach przenosi widzów w świat lęku. Pokazuje, jak strach przeobraża się w postać wampira, nieodłącznie utożsamianego przez ludzkość z negatywnymi uczuciami. Oglądając przedstawienie stajemy się uczestnikami rozważań wpływu na ludzi, mogąc obserwować różne wcielenia demonicznego bohatera, który nie raz stawał w punkcie zainteresowań twórców kina.

Na gliwickiej scenie zobaczymy piątkę reprezentantów naszego społeczeństwa, w których jak w soczewce skupiają się jego charakterystyczne przywary i cechy pozytywne. Bohaterowie znajdują się w bunkrze, ukryci przed inwazją wampirów, które napadły na świat. Znaleźli się tam przez przypadek. Pochodzą z zupełnie różnych środowisk, prawdopodobne że w normalnym życiu nie spotkaliby się. Jest przedstawicielka współczesnego modelu matki-polki (Aleksandra Maj), kobieta sukcesu (Ewelina Stepanczenko-Stolorz), zbuntowana nastolatka (Karolina Olga Burek), przedstawiciel górniczej spuścizny regionu (Przemysław Chojęta) oraz przebojowy, młody mężczyzna (Mariusz Galilejczyk). Każdy z piątki dzieli się z resztą swoimi przeżyciami - izolacja skłania do najintymniejszych wyznań. Okazuje się, że lęki to codzienność ich wszystkich, a mityczny wampir jest przywoływany z każdym kolejnym wspomnieniem. Jak sam mówi o sobie "Wampir istnieje, dopóki go karmisz" - dlatego ciężko rozpoznać czy zamknięci ludzie ukryli się przed nim, czy może razem z nim.

Równolegle do akcji w schronie odbywa się rozmowa, przypominająca telewizyjny wywiad, którą prowadzi Narrator (Błażej Wójcik) z Wampirem (Mateusz Trzmiel). Stara się on dowiedzieć dlaczego jego obecność jest nieustanna w życiu ludzi. Usiłuje wytłumaczy nasze zachowania. Wampir wydaje się niezwykle pewny siebie, nie waha się ani razu, ma odpowiedź na każde zadane pytanie.

Formuła spektaklu Bizuk momentami jest naprawdę widowiskowa, szczególnie w scenach zbiorowych, gdzie aktorzy mogą zaprezentować umiejętności wokalne. Jednak ciągle powtarzany element przywoływania wspomnień, gdzie cały zespół odgrywa etiudę z życia jednej osoby na dłuższą metę traci na atrakcyjności, może nudzić.

Bardzo ciekawym zabiegiem jest pokazanie ewolucji postaci wampira w popkulturze. Na początku widzimy Nosferatu, ale Mateusz Trzmiel w trakcie spektaklu ewoluuje, przybierając wyobrażenia z różnych filmów - "Dracula" Brama Stokera, "Wywiad z wampirem" Neila Jordana, "Anna i Wampir" Janusza Kidawy aż po najbliższy współczesności "Zmierzch", którego wykreowała w swoich książkach Stephenie Meyer. Pokazuje to, że niezmiennie od czasów ta postać jest bliska ludziom, przeraża, ale i fascynuje. Być może ludzie lubią żyć wyimaginowanym strachu, żeby zapomnieć o codzienności?

Autorka zawarła w spektaklu motyw lokalny. Odkrycie cmentarza z pochówkiem wampirycznym, na który natrafili budowniczowie Drogowej Trasy Średnicowej w Gliwicach, staje się powodem zawiązania akcji. Reprezentantem tego zdarzenia jest Kacper (Mateusz Galilejczyk), który jako architekt musiał zadecydować o dalszym losie mogił, co ważnie nie odnotowanych nigdy w historii miasta. To właśnie to zdarzenie miało obudzić drzemiące tam wampiry - powód ucieczki w popłochu bohaterów przedstawienia. Bliższe prawdzie jest jednak to, że ten incydent stał się tylko przyczynkiem do afektacji lęków i dezercji przed codziennością.

Narracja Agaty Biziuk może bywa czasem przewidywalna i pozbawiona dreszczyk emocji. Jednak można w niej też odnaleźć prosta prawdę - lęk, problem z ułożeniem się z codziennością, bezsensowna ucieczka w świat wyobraźni to tylko niektóre twarze wampira toczącego z nas krew. Nie chodzi tu o tą płynącą w żyłach, a tą dzięki, której umiemy cieszyć się z codzienności. Wampir tylko czeka, aż zaprosimy go do naszego życia.