powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Artyści, politycy, muzycy wspominają Krzysztofa Pendereckiego i muzykolodzy

Artyści, muzykolodzy, rektorzy uczelni, krytycy i dyrektorzy instytucji artystycznych wspominają wybitnego kompozytora Krzysztofa Pendereckiego.

Zygmunt Krauze: Krzysztof Penderecki był autentycznym, wybitnym polskim kompozytorem

Penderecki był autentycznym, wybitnym polskim kompozytorem. Był to człowiek lojalny, o ogromnym talencie, który w sposób nadzwyczajny potrafił stworzyć utwory do dzisiaj ważne, które będą istotne nadal - powiedział na wieść o śmierci Krzysztofa Pendereckiego kompozytor i pianista Zygmunt Krauze.

- Znałem Krzysztofa Pendereckiego od wczesnych lat sześćdziesiątych. Był to człowiek lojalny, o ogromnym talencie, który w sposób nadzwyczajny potrafił stworzyć utwory do dzisiaj ważne, które będą istotne nadal - ocenił Krauze. - Brak mi słów. Jest to niesamowicie przykra wiadomość - dodał.

Krauze zwrócił uwagę, że w twórczości Krzysztofa Pendereckiego daje się wyodrębnić "dwa główne nurty". - Jeden z nich - to jest nurt awangardowy, którym torował wówczas nową drogę dla całej muzyki europejskiej - podkreślił kompozytor.

- A później zainicjował też nowy kierunek, który zwrócił tę awangardę w stronę bardziej uduchowioną - w kierunku związanym z religią chrześcijańską. I ten nurt w sposób twórczy, we wspaniałej formie reprezentował. Miał wielu, wielu naśladowców - wyjaśnił Krauze.

- W obu kierunkach był Penderecki w awangardzie. To znaczy, że był odkrywcą, a jednocześnie w swoich utworach ukazywał mnóstwo swojego kolorytu, swojego osobistego przeżycia - podkreślił.

Według Krauzego, "Penderecki był autentycznym, wybitnym polskim kompozytorem". - Bardzo mi jest przykro z powodu tej okropnej wiadomości - zapewnił.

***

Gliński o Pendereckim: ciepły, dobry człowiek, ale przede wszystkim wybitny twórca

Był ciepłym, dobrym człowiekiem, ale przede wszystkim wybitnym twórcą - tak wicepremier, minister kultury Piotr Gliński wspominał zmarłego w niedzielę Krzysztofa Pendereckiego. Ocenił, że śmierć kompozytora to "wielka strata dla nas wszystkich".

W niedzielę po długiej i ciężkiej chorobie w wieku 86 lat zmarł Krzysztof Penderecki - wybitny twórca, jeden z najbardziej znanych i cenionych na świecie polskich kompozytorów.

- Zmarł wielki człowiek, wielki człowiek polskiej kultury, najwybitniejszy polski współczesny kompozytor. To jest wielka strata dla nas wszystkich - powiedział na antenie TVP Info minister Gliński.

Jak mówił, Penderecki w swojej twórczości "bardzo szeroko czerpał z polskiej kultury, z polskiej religijności". - Jego największe dzieła "Credo", "Pasja wg św. Łukasza" czy "Polskie Requiem", są tego dowodem - wskazał.

Ocenił, że Maestro był też "wielkim polskim patriotą". - Zawsze pan Krzysztof, z którym miałem okazję w ostatnich latach bardzo blisko współpracować, podkreślał, że dla niego Polska jest najważniejsza, dlatego nigdy nie chciał mieszkać poza Polską, mimo że był przecież twórcą światowego formatu - wspominał Gliński.

- Dlatego - jak mówił - Penderecki stworzył przy swoim domu Europejskie Centrum Muzyki w Lusławicach, gdzie prowadził mistrzowskie kursy, przekazywał swoją wiedzę następnym pokoleniom, młodym twórcom". "Bardzo dbał zresztą o współpracę z młodym pokoleniem kompozytorów, muzyków - zwrócił uwagę szef MKiDN.

Podkreślił, że Penderecki był "ciepłym, dobrym człowiekiem, ale przede wszystkim wybitnym twórcą".

Minister kultury przypomniał także, że w ostatnim czasie kompozytor ciężko chorował. - Jeszcze miesiąc temu się widzieliśmy, pan Krzysztof był bardzo chory, ale wciąż błysk w oku pozostawał. Myślał o tym co zostawi i do ostatniej chwili dbał o polską kulturę i ciągłość swojego dziedzictwa. To dobrze też świadczy o nim jako twórcy i człowieku - zaznaczył Gliński.

Pytany, czy ktoś będzie mógł zastąpić tak wybitnego człowieka, odpowiedział: "w tej chwili pewnie nie, bo to był jeden z wielkich tamtego pokolenia - Górecki, Lutosławski, Kilar i teraz Penderecki". Przypomniał, że kompozytor był laureatem największych nagród oraz Kawalerem Orderu Orła Białego.

- To wielka postać polskiej kultury i człowiek o wielkiego formatu. Cześć jego pamięci - podkreślił.

***

Antoni Wit: Krzysztof Penderecki był wybitnym kompozytorem i uroczym człowiekiem

Krzysztof Penderecki poza tym, że był wybitnym kompozytorem, który wywarł wpływ na muzykę całego świata, był też uroczym człowiekiem - mówi PAP dyrygent, wieloletni dyrektor artystyczny Filharmonii Narodowej i NOSPR Antoni Wit.

- Śmierć Krzysztofa Pendereckiego to bardzo smutne i znaczące wydarzenie, bo przecież od ponad 60 lat był on czołową postacią w polskim życiu muzycznym, a później też w światowym - powiedział Wit.

Według artysty wspaniała twórczość Pendereckiego - począwszy od pierwszych awangardowych utworów jak "Tren - Ofiarom Hiroszimy", "Polymorphia", przez późniejszy zwrot stylistyczny - symfonie, koncerty, opery - była przyjmowana z entuzjazmem w całym świecie. Przypomniał, że kompozytor "równocześnie od lat 70. prowadził też działalność dyrygencką i był dyrygentem wybitnym". - Jego interpretacje utworów np. Sibeliusa, Szostakowicza były bardzo znaczące - ocenił.

- Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem być w latach 60. przez dwa lata jego uczniem i z tego czasu zachowam bardzo znaczące wspomnienie, bo poza tym, że Penderecki był tak wybitnym kompozytorem, który wywarł wpływ na muzykę całego świata, był uroczym człowiekiem - opowiadał Wit.

- Miał wspaniałe poczucie humoru, bardzo umiejętną ocenę istniejącej rzeczywistości. Był człowiekiem wszechstronnym, o wielu zainteresowaniach pozamuzycznych - mówił. Wspomniał o Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach. - To wszystko sprawia że była to postać renesansowa - powiedział.

- Będzie nam go niezwykle brakowało, chociaż trzeba powiedzieć, że jego twórczość, która już przetrwała bardzo różne zmienne epoki, będzie bardzo długo jaśnieć na firmamencie - dodał.

***

Waldemar Zawodziński: Krzysztof Penderecki nigdy nie dawał gotowych recept, jak wystawić jego utwór

Krzysztof Penderecki nigdy nie dawał gotowych recept, jak się powinno wystawić jego utwór. Raczej inspirował i dodawał skrzydeł - mówi PAP reżyser i scenograf, dyrektor naczelny i artystyczny Teatru im. S. Jaracza w Łodzi Waldemar Zawodziński.

- Jestem bardzo zaskoczony tą przykrą wiadomością - powiedział PAP Zawodziński, który w 2008 r. wystawił "Raj utracony" w Operze Wrocławskiej, a w 2016 r. inscenizował "Ubu Króla" w Operze Śląskiej w Bytomiu.

- Przy pierwszej realizacji "Raju utraconego" we Wrocławiu Penderecki mnie nie znał, miał prawo mnie nie znać, ale była w nim duża wiara, że sobie świetnie z tym poradzę. Podtrzymywał we mnie to przekonanie i mam wrażenie, że to najcenniejsze moje doświadczenie w kontaktach z Mistrzem - wspominał reżyser.

- Był fantastycznym rozmówcą. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę, w której Mistrz, wydawało się, unika rozmowy na temat samego dzieła, a jednocześnie z całej konwersacji wyniosłem mnóstwo wskazówek, jak myśleć o jego "Raju utraconym" - podkreślił Zawodziński. - To cenne, bo on nie pouczał, nie dawał wskazówek wprost, a jednocześnie w tej rozmowie padło wiele cennych słów, które rozjaśniały myśli, pomagały - dodał.

Zwrócił uwagę, że "Penderecki w sposób całkowicie naturalny nie budował dystansu". - Miałem wrażenie podczas tej pierwszej rozmowy, że ja już go znam i to jest znajomość, która trwa od dłuższego czasu - powiedział.

- Później zrealizowałem "Ubu Króla" w Bytomiu - przypomniał inscenizator. - Te spotkania dodawały mi bardzo dużo sił, budziły apetyt na jego dzieła. Były niezwykle inspirujące - podkreślił.

Inscenizator zwrócił uwagę, że Penderecki "był bardzo ciekawy, czym jego dzieła są dla innych ludzi". - Był niezwykle otwartym człowiekiem i zawsze ciekawiło go, jak jego dzieła wyobrażają sobie inni. Ciekawiły go kolejne odczytania, inscenizacje jego utworów. To było dla niego ważne - powiedział Zawodziński.

- Penderecki nigdy nie dawał gotowych recept, jak się powinno wystawiać jego utwór. Raczej inspirował i dodawał skrzydeł. Chciał, bym rozwinął skrzydła, bym rozczytał jego dzieło indywidualnie - ocenił Waldemar Zawodziński.

***

Waldemar Dąbrowski: Krzysztof Penderecki był niezwykle uwrażliwiony na doświadczenia kraju i narodu

Krzysztof Penderecki był niezwykle uwrażliwiony na doświadczenia kraju i narodu - mówi PAP dyrektor Teatru Wielkiego - Opery Narodowej Waldemar Dąbrowski.

- Odszedł wielki człowiek. To, że był wybitnym kompozytorem, i że wpisał się złotą zgłoską w historię muzyki światowej, nie ulega najmniejszej wątpliwości, ale to był także myśliciel, wielki pedagog, człowiek czynu, niezwykle uwrażliwiony na doświadczenia kraju i narodu - mówił Dąbrowski.

Zwrócił uwagę, że Penderecki "wpisywał się zawsze w te momenty dziejowe, które miały charakter węzłowy dla rzeczywistości polskiej powojennej". Przypomniał, że w 1959 r. Penderecki zdobył trzy pierwsze miejsca na Konkursie Młodych Kompozytorów Związku Kompozytorów Polskich. Zdaniem Dąbrowskiego, "to był głos pokolenia, to było zagospodarowanie tego momentu wolności, które on uczynił punktem wyjścia do swojej wielkiej światowej kariery". - Grudzień 1970 r., powstanie Solidarności, w każdej z tych spraw Penderecki miał coś do powiedzenia i zostawiał ślady artystyczne, które będą trwale w kulturze polskiej - ocenił.

- Cztery opery, osiem symfonii, niezliczona ilość utworów kameralnych, wybitna twórczość w dziedzinie muzyki religijnej - to wszystko razem tworzy jakiś wolumen, który pozwala powiedzieć Chopin-Szymanowski-Lutosławski-Górecki-Penderecki - to jest ta główna linia kultury muzycznej polskiej - podkreślił.

Dąbrowski podkreślił, że jest to dla niego również odejście przyjaciela. - Człowieka, którego przyjaźnią cieszyłem się przez kilka dekad - mówił.

Podzielił się również osobistym wspomnieniem o Pendereckim. "Połowa lat 80., Praga, wychodzę z hotelu, widzę Krzysztofa, który wchodzi do tego hotelu. Pytam "co tu robisz?" A on mówi - "przyjechałem po sadzonkę". - Ponieważ jego wielką pasją było kreowanie parku w Lusławicach i jeździł po całym świecie, szukając sadzonek drzew, które pasowały mu do bardzo konkretnej kompozycji - wyjaśnił.

Przytoczył słowa Pendereckiego, które były przesłaniem skierowanym szczególnie do młodych ludzi, którzy startują w zawodach artystycznych - "Przyglądajcie się drzewom, patrzcie na nie uważnie, bo one są podwójnie zakorzenione - w niebie i w ziemi".

***

Prof. Krawczyński o Krzysztofie Pendereckim: swoją wiedzę starał się przekazywać młodym

Swoją wiedzę i umiejętności starał się przekazywać młodym ludziom, mając świadomość, że nie jest w stanie określić przyszłych kierunków, w których będą dążyć - mówi o zmarłym Krzysztofie Pendereckim rektor Akademii Muzycznej w Krakowie prof. Stanisław Krawczyński.

Prof. Stanisław Krawczyński podkreślił, że początków światowej sławy Krzysztofa Pendereckiego - "jako jednej z najwybitniejszych postaci muzyki światowej" - należy szukać w latach 60.

Wskazał, że "kamieniem milowym" w twórczości, a także świadectwem nowatorskiego podejścia do rozwiązań technicznych i koncepcyjnych, było skomponowanie w tamtym czasie "Pasji według św. Łukasza".

- Pamiętajmy, że okres, w którym ona powstała, był niezwykle trudny dla tego typu muzyki w Polsce - ocenił Krawczyński. W jego opinii pojawienie się utworu religijnego, którego tematyka dotyczyła spraw niematerialnych było "aktem niezwykłej odwagi", jaką wykazał się Penderecki.

Rektor wyjaśnił, że "niezwykły kunszt, wyczucie dramaturgii i stworzenie pewnych napięć" w tym dziele sprawiło, że wciąż wykonywane jest ono na estradach koncertowych, budząc refleksję nad "sprawami bardzo istotnymi, wręcz można powiedzieć - kluczowymi".

Wskazywał, że tamten okres w twórczości Pendereckiego to czas sonoryzmu, czyli "dbałości o dźwięk, oddziaływanie na słuchacza dźwiękiem". Jak zaznaczył, "Polimorfia" na 48 instrumentów smyczkowych, to "idealny przykład na to, jak z jednorodnego zespołu można było wyczarować gamę różnego rodzaju współbrzmień, do tej pory niespotykanych w utworach pisanych na tego typu składy".

Krawczyński ocenił, że w swojej twórczości Penderecki obierał różne kierunki, co sprawiło, że "postrzegany był jako wybitna postać światowej muzyki", a "ta sztuka poniosła w tej chwili niepowetowaną stratę". - Myślę, że dzisiaj, w momencie odejścia profesora, świat jest zupełnie inny, jeśli chodzi o wymiar kultury - powiedział.

Zapewnił równocześnie, że artysta wciąż chciał spotkać się z młodymi muzykami, przekazując im swoją wiedzę. Choć czynnie angażował się w działalność Akademii Muzycznej, miejscem, w którym adepci mogli rozwijać swój talent stało się również Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego.

- Swoją wiedzę i umiejętności starał się jak najszerzej przekazywać młodym ludziom, mając świadomość, że nie jest w stanie oczywiście określić przyszłych kierunków, w których będą dążyć i ich przyszłych sukcesów - mówił Krawczyński. Jak zapewnił, nadrzędnym celem było jednak przekazanie swoim uczniom tego, co artysta sam uznawał za najistotniejsze.

Zdaniem rektora Akademii postać Pendereckiego zapisała się w gronie osób należących do Krakowskiej Szkoły Kompozytorskiej. - To osoby, które poświęciły się dydaktyce, tworząc siłę współczesnej muzyki polskiej. Jestem przekonany, że uczelnia powinna zmierzać w tym kierunku, kontynuując idę i myśl, którą oni po sobie pozostawili - wskazał.

Krzysztof Penderecki zmarł w niedzielę po długiej i ciężkiej chorobie. Miał 86 lat.

***

Tadeusz Wielecki: Krzysztof Penderecki tworzył naszą kulturę muzyczną; skończyła się epoka

Krzysztof Penderecki tworzył naszą kulturę muzyczną. Jako student miałem silne poczucie, że my, młodzi muzycy, mamy oparcie w takich postaciach jak on - mówi PAP kompozytor, wieloletni dyrektor festiwalu Warszawska Jesień Tadeusz Wielecki. Ocenia, że wraz ze śmiercią Maestro "skończyła epoka".

W niedzielę po długiej i ciężkiej chorobie w wieku 86 lat zmarł Krzysztof Penderecki - wybitny twórca, jeden z najbardziej znanych i cenionych na świecie polskich kompozytorów.

- Całe moje życie zawodowe i kompozytorskie jest związane z tą postacią. On tworzył naszą kulturę muzyczną. Jako student miałem silne poczucie, że my, młodzi muzycy, kompozytorzy, mamy oparcie w takich postaciach jak Krzysztof Penderecki - powiedział PAP Wielecki.

Przypomniał, kompozytor był już wtedy "jedną z pierwszoplanowych postaci w muzyce współczesnej na świecie". - To bardzo wzmacnia wszystkich tych, którzy działają w tym czasie w kraju. To jest coś niezwykle istotnego, że można się do kogoś takiego odnieść w swojej pracy - podkreślił.

Jak mówił, Penderecki "podejmował wielkie formy wokalno-instrumentalne, pisał też miniatury, był niezwykle wszechstronny i utalentowany". - Na pewno przejdzie do historii - zwłaszcza jeżeli chodzi o zdobycze awangardy - ocenił.

- To on w zasadzie, wspierany przez innych kompozytorów, którzy jednak nie zrobili takiej kariery, stworzył polską wersję powojennej awangardy lat 50 i 60, która jest częścią światowej awangardy muzycznej - wskazał Wielecki.

Zwrócił uwagę, że Penderecki w późniejszym okresie twórczości wrócił do "form tradycyjnych, do pisania wręcz tonalnego". - Utwory takie jak "Polskie Requiem" były, ze względu na styl, ale także tematykę, bo odwoływały się do polskiej historii, trudnych wydarzeń z naszej przeszłości, ale też współczesności, bardziej czytelne dla szerszej publiczności. - To też sprawiało, że on stał się kompozytorem oficjalnym - dodał Wielecki.

Ocenił, że "w zasadzie trudno już było mówić o Krzysztofie Pendereckim jako kompozytorze, bardziej się mówiło i myślało o nim jako instytucji". Jego zdaniem śmierć Maestro "to jest coś, co zmieni nasz czas, nasze odczuwanie". - Skończyła się epoka - podkreślił.

***

Janusz Marynowski: muzyka Pendereckiego to dowód na istnienie Stwórcy

Muzyka Krzysztofa Pendereckiego to dowód na istnienie Stwórcy - powiedział PAP dyrektor Orkiestry Sinfonia Varsovia Janusz Marynowski. Krzysztof Penderecki był dyrektorem artystycznym tego zespołu.

- Dziś rano dla nas wszystkich zmarł wielki kompozytor, wielki Polak. Dla mnie osobiście mój przyjaciel, ojciec artystyczny, bo znałem Maestro ponad 30 lat, a już dużo bliżej ponad 23, odkąd zaczął szefować naszej orkiestrze najpierw jako kierownik muzyczny, później jako dyrektor artystyczny do dnia dzisiejszego - powiedział Marynowski.

- To, co jest absolutnie wspaniałe, to nieśmiertelność wielkiego człowieka w jego dziełach, bo skomponował ich wiele i wiele z nich jest rozpoznawalne na całym świecie - powiedział.

Wspominał, że swój pierwszy kontakt z muzyką Pendereckiego miał jako młody człowiek na koncercie w katedrze św. Jana w Warszawie. Muzycy wykonywali wtedy Symfonię nr. 2 "Bożonarodzeniową". - Wtedy zafascynowałem się dziełami Krzysztofa Pendereckiego, nigdy nie marząc, że kiedyś będę grał w orkiestrze pod jego batutą - mówił.

Przywołał również koncert, w którym wiele lat później wystąpił jako muzyk - orkiestra wykonywała "Siedem Bram Jerozolimy". - Widziałem ze swojego pulpitu kontrabasisty, że połowa sali ma łzy w oczach - opowiadał.

Zwrócił uwagę, że ten straszny dzień dla nas wszystkich może być okazją, aby przypominać wszystkie dzieła Pendereckiego, nie tylko te najbardziej znane, jak "Pasja według św. Łukasza" i "Siedem Bram Jerozolimy". - Jako Sinfonia Varsovia mieliśmy niedawno, kilka dni temu grać w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej nasz urodzinowy koncert, który miał rozpocząć się utworem Krzysztofa Pendereckiego "Przebudzenie Jakuba" - powiedział.

- Zastanawiam się, gdzie leży wielkość Krzysztofa Pendereckiego jako kompozytora... Dla mnie jest to wprost dowód na istnienie Stwórcy, bo nie wyobrażam sobie, żeby po prostu tylko z tego powodu, że się urodził, wykształcił, był w stanie komponować tak wielkie dzieła - zauważył.

Dyrektor Sinfonii Varsovii zwrócił uwagę na to, jak wielki wpływ ma muzyka Pendereckiego na ludzi, nie tylko na specjalistów i melomanów, ale też tych, którzy nie mają tak bliskiego kontaktu z muzyka klasyczną. - Ja sam kiedyś doznałem olśnienia, na czym polega wielkość tych dzieł, w momencie, kiedy wieczorem w domu mój syn, który wtedy miał dziewięć lat, do snu słuchał Koncertu na altówkę Pendereckiego - wspominał. - To było dla mnie wzruszające, że ta muzyka działa także na młodego człowieka - dodał Marynowski.

Podkreślił, że dla niego śmierć Pendereckiego to utrata ojca artystycznego i przyjaciela. - Ale to już zostaje głęboko w moim sercu - dodał.

***

Muzykolog prof. Małgorzata Komorowska o K. Pendereckim: muzyka siedziała w głębi jego serca, duszy

Penderecki powiedział mi, że umie na pamięć 70 własnych utworów i jest w stanie nimi dyrygować. To dla mnie świadectwo, że ta muzyka gdzieś w nim siedziała - w głębi jego serca, duszy - powiedziała PAP muzykolog, historyk opery prof. Małgorzata Komorowska.

- Olśnieniem mojej młodości była oczywiście "Pasja według św. Łukasza" Pendereckiego. Było to niezapomniane wykonanie z udziałem Andrzeja Hiolskiego i Stefanii Wojtowicz w Filharmonii Narodowej w Warszawie - przyznała w rozmowie z PAP prof. Komorowska.

- Był wielkim symfonikiem. Jego ostatnie symfonie, takie symfonie pieśni - jedna do niemieckich wierszy, a druga do pięknych polskich wierszy - to dzieła bardzo poruszające - oceniła muzykolog.

Prof. Komorowska przypomniała, że Penderecki był też kompozytorem oper. - Jego pierwsza opera "Diabły z Loudun" to znowu niezapomniane wykonanie z Andrzejem Hiolskim w roli ojca Grandier w warszawskim Teatrze Wielkim. Krystyna Szostek-Radkowa kreowała przeoryszę Joannę. Zmieniali się soliści, poza Hiolskim, ale to wszystko były wybitne kreacje, mimo że muzyka Pendereckiego była długo uważana za trudną i nieprzystępną - mówiła.

- Jednak śpiewacy się w niej odnajdowali, bo zawsze w muzyce Krzysztofa Pendereckiego było bardzo wiele emocji. On inaczej chyba nie potrafił pisać, tworzyć, ani odbierać muzyki - podkreśliła muzykolog.

Przyznała, że kolejną operą, która zapamiętała, była "Czarna maska". - Byłam na polskiej premierze w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Cały czas w tamtejszym teatrze jest przechowywane nagranie wideo (...) tego przedstawienia. To jest znakomita, moim zdaniem, opera skomponowana logicznie od pierwszej do ostatniej nuty. Doskonała pod względem dramaturgicznym - oceniła.

Komorowska zwróciła uwagę, że ">>Diabły z Loudun<< to jest trochę patchwork, nieco filmowy". - Natomiast "Czarna maska" jest operą w jednym wielkim kawałku. W poznańskim spektaklu powstała kreacja Ewy Werki, nieodżałowanej mezzosopranistki - podkreśliła.

- Później, w Warszawie, widziałam "Raj utracony". I znowu było to dla mnie wielkie przeżycie - wyjaśniła. - Tym większe, że byłam na europejskiej premierze "Raju utraconego" w Mediolanie, którą dyrygował sam Penderecki - dodała muzykolog.

- To jest bardzo skomplikowana opera - z solistami, chórami, ze zmieniającymi się scenami. La Scala zorganizowała to wspaniale. W loży siedzieli włoscy kompozytorzy pełni żółci, że oto na scenie odbywa się premiera polskiego kompozytora. Teatr był wypełniony, a przy wejściu witały nas dziewczęta z perfumami i pamiątkowymi wstęgami - wspominała prof. Komorowska. - Na przedstawieniu obecna była spora grupa z Polski, która po premierze udała się za kulisy do Pendereckiego. Pan Penderecki wyszedł świeżutki, w ogóle niezmęczony tym całym wysiłkiem artystycznym i zaproponował, żebyśmy się gdzieś wybrali poświętować - mówiła.

- Było widać jego profesjonalizm, a jednocześnie wspaniały stosunek do własnej muzyki - podkreśliła.

Jako ostatnią badaczka polskiej kultury muzycznej przypomniała operę "Ubu Król" wystawioną w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej w 2003 r. przez Krzysztofa Warlikowskiego. - Ona była inna od poprzednich, gdyż oparta została na bardzo polskim absurdzie. Chcę podkreślić, że to były wszystko bardzo dobre przedstawienia - zabawne, a jednocześnie niosące wiele treści - oceniła.

Prof. Komorowska przypomniała, że razem z kompozytorem odbyła tournee po Francji. - Jakieś 10 lat temu czy może więcej byliśmy na dwóch francuskich festiwalach, gdzie Krzysztof Penderecki był w samym centrum zdarzeń. Pamiętam, że to wtedy powiedział mi, że umie na pamięć 70 własnych utworów i jest w stanie nimi dyrygować - powiedziała. - To dla mnie świadectwo, że ta muzyka gdzieś w nim siedziała - w głębi jego serca, duszy - oceniła.

- Myślę, że właśnie dorobek operowy Pendereckiego nie powinien odejść. Bo łatwiej jest wykonać symfonię, gdyż wystarczy dobra orkiestra i dobry dyrygent. Natomiast jego opery powinniśmy i tutaj w Polsce, i na świecie utrzymać w repertuarach - wyjaśniła muzykolog. - To jest wielki rozdział polskiej opery. W tym dziale polskiej kultury muzycznej Krzysztof Penderecki powinien być zapisany złotymi zgłoskami - oceniła prof. Komorowska.

- "Czarna maska", "Diabły z Loudun" obiegły właściwie cały świat. Miały dwadzieścia kilka prapremier w światowych teatrach... To jest bardzo ważny dział jego twórczości - podkreśliła.

***

Prof. T. Malecka o twórczości Pendereckiego: nie może nie rezonować we współczesności

To jest spuścizna, która nie może nie rezonować we współczesności i nie oddziaływać na nią; pozostanie jako symbol wielkości - mówi PAP o twórczości zmarłego Krzysztofa Pendereckiego prof. Teresa Malecka z Akademii Muzycznej w Krakowie.

Prof. Teresa Malecka z Akademii Muzycznej w Krakowie oceniła, że droga artystyczna Krzysztofa Pendereckiego, będącego "postacią zasadniczą dla historii muzyki XX i XXI w.", była "burzliwa, skomplikowana i złożona", a jego twórczość "podlegała wielkim przeobrażeniom".

- Rozpoczął jako wielki awangardzista - można powiedzieć, że był twórcą awangardy muzycznej, a na pewno tego, co dziś określamy mianem "polskiej szkoły kompozytorskiej" - podkreśliła w rozmowie z PAP Malecka. Wśród ważniejszych utworów tamtego czasu wymieniła m.in. "Tren - Ofiarom Hiroszimy" i "Polimorfię".

Potem jednak - jak wskazała - nastąpił czas silnego zwrócenia się artysty w stronę tradycji. - Po jego wczesnych latach, czyli końcówce lat 50., rozpoczęła się pewna nowość, która następnie zaowocowała silnym zwrotem zarówno w muzyce polskiej, jak i światowej. Utworem, który o tym zdecydował była "Pasja według św. Łukasza" - wyjaśniła profesor.

Jak oceniła, przełom ten polegał na "powrocie do dawnych, tradycyjnych środków wyrazu, środków ekspresji, dawnych technik kompozytorskich, ale oczywiście w bardzo indywidualny sposób". - Wtedy pokazał, że zwraca się ku wielkiej tradycji chrześcijańskiej, europejskiej - zaznaczyła Malecka.

Kolejnym dziełami, które wpisywały się w ten nurt, były m.in. "Te Deum" dedykowane Janowi Pawłowi II czy "Siedem bram Jerozolimy", które - zdaniem profesor - przyczyniły się do "utrwalania wielkiej tradycji muzyki europejskiej". Dodała, że w swojej pracy Penderecki wykorzystywał różne gatunki muzyczne - był autorem oper, oratoriów, utworów kameralnych oraz innych oratoryjno-symfonicznych; potrafił wypowiadać się poprzez każdy z nich.

W ocenie Maleckiej, "to pozostanie jako symbol wielkości w czasach, kiedy już - chciałoby się powiedzieć - wielkości nie są ważne". - Otóż nie - on stale stał na straży wartości ogólnoludzkich, chrześcijańskich, europejskich. Bez względu na to, jaką technikę kompozytorską stosował, zawsze chodziło o jakieś ważne przesłanie ogólnoludzkie - wskazała.

Pytana o to, jaki wpływ na twórczość młodych ludzi będzie miało to, co pozostawił po sobie artysta, Malecka zapewniła, że "to jest spuścizna, która nie może nie rezonować we współczesności i nie oddziaływać na nią". - Mnie się wydaje, że to będzie postać, do której stale będzie się wracać, do której wszyscy będą w jakiś sposób nawiązywać - powiedziała.

Krzysztof Penderecki zmarł w niedzielę po długiej i ciężkiej chorobie. Miał 86 lat.

***

Związek Kompozytorów Polskich o Pendereckim: jedna z największych postaci światowej muzyki

Krzysztof Penderecki to jedna z największych postaci światowej muzyki. Pozostało po nim wielkie narodowe dziedzictwo - napisano w niedzielę na stronie Związku Kompozytorów Polskich na wieść o śmierci kompozytora. Penderecki był honorowym prezesem związku.

"Z wielkim żalem zawiadamiamy, że 29 marca 2020 zmarł w Krakowie Krzysztof Penderecki, wybitny kompozytor, dyrygent i pedagog, jedna z największych Postaci światowej muzyki" - głosi komunikat na stronie związku.

Podkreślono w nim, że Penderecki był kompozytorem "utworów wykonywanych, z ogromnym sukcesem, na całym świecie". "Pedagog kilku uczelni - w Krakowie, gdzie w latach 1972-1987 pełnił funkcję rektora oraz w Niemczech i Stanach Zjednoczonych. Dyrektor artystyczny Filharmonii Krakowskiej, Festival Casals w San Juan w Puerto Rico, orkiestry Sinfonia Varsovia, doradca artystyczny Beijing Music Festival w Pekinie. Dyrygent renomowanych światowych orkiestr" - wymieniono.

Zwrócono uwagę, że Maestro jest laureatem wielu prestiżowych nagród, w tym dwukrotnie Prix Italia (1967 i 1968) oraz czterokrotnie Nagrody Grammy (1988, 1999 (dwie) i 2017). "Doktor honoris causa wielu uczelni wyższych w Europie i Stanach Zjednoczonych. Prezes Honorowy Związku Kompozytorów Polskich. Kawaler Orderu Orła Białego" - dodano.

"Pozostało po Nim wielkie narodowe dziedzictwo. Cześć Jego pamięci!" - podkreślono.

***

Prezes Związku Kompozytorów Polskich: Krzysztof Penderecki nie kierował się modami

Krzysztof Penderecki zawsze robił to, co uważał za stosowne, co chciał. Nie kierował się krytyką, modami. Zmieniał własną stylistykę zupełnie świadomie - podkreśla w rozmowie z PAP prezes Związku Kompozytorów Polskich Mieczysław Kominek.

Kominek przypomniał, że Krzysztof Penderecki był prezesem honorowym Związku Kompozytorów Polskich. - Największy polski kompozytor, członek związku od dawna, a w 2015 r. związek nadał mu tytuł honorowego prezesa. Kompozytor był wówczas na walnym zebraniu członków ZKP, na którym przemawiał - wspominał.

Opowiadał, że wielokrotnie spotykał się z Krzysztofem Pendereckim przy różnych okazjach np. podczas festiwali beethovenowskich organizowanych przez Elżbietę Penderecką. - Był tam jedną z głównych postaci w sensie kompozytorskim, bo jego utwory były grane, ale też udzielał się towarzysko - powiedział.

Wspominał, że Penderecki "był bardzo bezpośrednim człowiekiem, nie stwarzał dystansu, aczkolwiek był wielkim twórcą". - Pamiętam taki festiwal beethovenowski, w Hotelu Victoria odbywała się uroczystość, były przemówienia, pani Elżbieta Penderecka przemawiała, a Krzysztof Penderecki siedział w holu i przez pół godziny rozmawiał z moją żoną o ptakach - opowiadał Kominek. - Moja żona akurat zajmowała się wtedy ptakami, z muzycznego punktu widzenia. Sam Penderecki co prawda nie korzystał ze śpiewu ptaków w swoich kompozycjach jak np. Olivier Messiaen, ale miał wiele do powiedzenia - dodał. - Taka bezpośredniość i łatwość w nawiązywaniu kontaktów była niezwykła. Przesadnie nie dbał o formę, a jednak czuło się, że się rozmawia z wielkim człowiekiem - ocenił.

- To ostatni wielki kompozytor z czwórki: Witold Lutosławski, Henryk Mikołaj Górecki, Wojciech Kilar, Krzysztof Penderecki - zwrócił uwagę. Jego zdaniem, "Penderecki był kompozytorem jedynym w swoim rodzaju, który zrobił zawrotną karierę porównywalną właściwie jedynie z karierą Igora Strawińskiego". - Zresztą podobnie jak Strawiński jego twórczość była różnorodna, charakteryzowała się zmieniająca się stylistyką - tłumaczył. Mówił, że Pendereckiemu zarzucano np., że porzucił awangardę w latach 60. i cofnął się w czasie. - Penderecki na to odpowiadał, że i to, i to jest jego muzyką. Zawsze robił to, co uważał za stosowne, co chciał. Nie kierował się krytyką, modami. Zmieniał własną stylistykę zupełnie świadomie - podkreślił. - Zawsze był znakomitym kompozytorem dysponującym fantastycznym rzemiosłem kompozytorskim, czego nie zrobił, było wielkim dziełem. Również utwory pisane na zamówienia różnych instytucji, festiwali nosiły osobiste piętno kompozytora - zaznaczył.

***

Daniel Cichy: jako młody kompozytor chciał zająć miejsce ikon

Jako młody kompozytor buntował się przeciwko ikonom i klasykom, którzy kiedyś byli punktem odniesienia. On chciał zająć ich miejsce - i właściwie to się stało - mówił o zmarłym Krzysztofie Pendereckim dyrektor Polskiego Wydawnictwa Muzycznego Daniel Cichy.

Dyrektor Polskiego Wydawnictwa Muzycznego Daniel Cichy w rozmowie z PAP przypomniał, że muzyka Krzysztofa Pendereckiego wyszła daleko poza granice naszego kraju - grana była w filharmoniach również na innych kontynentach. - To znaczy, że wyszła ona z "getta", w którym kiedyś Penderecki debiutował - z festiwali muzyki współczesnej, przeznaczonych dla tych najbardziej wytrwałych i postępowych słuchaczy - wyjaśnił.

Zdaniem Cichego Penderecki był buntownikiem i rewolucjonistą. - Kiedy debiutował, to oczywiście z jednej strony chciał, żeby jego muzyka była słuchana, z drugiej natomiast podejmował bardzo radykalne kompozytorskie środki - wskazał. Dodał, że artysta często musiał walczyć z muzykami, którzy mieli problem z wykonywaniem jego twórczości. Wymagał od nich bowiem stosowania zupełnie innych technik niż te tradycyjne.

- Jako młody kompozytor buntował się przeciwko establishmentowi muzycznemu, przeciwko ikonom i klasykom, którzy kiedyś byli punktem odniesienia. On chciał zająć ich miejsce - i właściwie to się stało - powiedział Cichy.

Ocenił, że artysta, który w końcu sam stał się klasykiem, wymykał się tradycyjnym podziałom, ponieważ z jednej strony nie bał się eksperymentować, z drugiej natomiast jego twórczość - po wielu "estetycznych woltach" - pozostała atrakcyjna dla bywalców filharmonii. - Walczył o to, żeby muzyka najnowsza, myśl, która jest najświeższa, która komentuje na bieżąco świat - "myśl dźwiękowa" - była szerzej obecna w świadomości melomanów - wskazał dyrektor PWM.

Ponadto Penderecki, który był autorytetem dla wielu młodych kompozytorów i wykonawców, chętnie dzielił się z nimi swoim doświadczeniem. Sam - jak relacjonował Cichy - był zaskoczony, że jego dzieła z lat 50. i 60. stanowią inspirację dla muzyków wykonujących zupełnie odmienne gatunki muzyczne, takie jak pop, elektronika czy jazz.

- Jego twórczość rezonowała w umysłach młodych kompozytorów. To dawało mu siłę, i było potwierdzeniem zdania: wiem, co napisałem - powiedział Cichy i dodał, że świadczyło również o tym, iż Penderecki "w żadnym momencie nie zbłądził, zawsze był wierny ideałom". - Choć muzycznie przyjmowało to różne kształty, to jego muzyka, zarówno ta młodzieńcza, jak i późniejsza była, jest i, mam nadzieję, długo będzie z nami obecna - ocenił.

Krzysztof Penderecki zmarł w niedzielę po długiej i ciężkiej chorobie. Miał 86 lat.

***

Prezydent Radomia o Pendereckim: to ogromna strata dla naszego miasta

To wielka strata dla całej polskiej kultury, ale też ogromna strata dla naszego miasta - stwierdził prezydent Radomia Radosław Witkowski, żegnając zmarłego w niedzielę Krzysztofa Pendereckiego. W Radomiu od 2012 r. odbywał się Międzynarodowy Konkurs Kompozytorski Krzysztofa Pendereckiego "Arboretum".

"Z wielkim żalem przyjąłem dziś informację o śmierci wybitnego kompozytora, prof. Krzysztofa Pendereckiego. To wielka strata dla całej polskiej kultury, ale też ogromna strata dla Radomia" - napisał cytowany w komunikacie na stronie radomskiego magistratu prezydent miasta. Podkreślił, że Krzysztof Penderecki był związany z Radomiem poprzez odbywający się tutaj od 2012 r. Międzynarodowy Konkurs Kompozytorski "Arboretum".

Krzysztof Penderecki jest także patronem sali koncertowej w Zespole Szkół Muzycznych w Radomiu. Kompozytor w 2010 r. wziął udział w otwarciu tej nowoczesnej placówki i osobiście dyrygował własną kompozycją "Agnus Dei" zagraną przez Radomską Orkiestrę Kameralną.

Międzynarodowy Konkurs Kompozytorski Krzysztofa Pendereckiego "Arboretum" odbywa się w Radomiu co dwa lata. Konkurs ma charakter autorski; ostateczny werdykt i wybór zwycięzców należał do Krzysztofa Pendereckiego. Mistrz uważał organizowany w Radomiu konkurs za cenną inicjatywę. Już podczas pierwszej edycji konkursu podkreślał, że jest on zwłaszcza szansą dla młodych, jeszcze nieznanych kompozytorów.

Nazwa konkursu - "Arboretum" - nawiązuje do pasji prof. Pendereckiego. Znany kompozytor, mieszkając w odrestaurowanym dworze w Lusławicach (Małopolskie) założył w 5-hektarowym parku dworskim arboretum z blisko 2 tys. gatunkami drzew i krzewów z całego świata. Penderecki mówił PAP w jednym z wywiadów, że planowanie ogrodu i sadzenie drzew można porównać z planowaniem partytury. "Nie można sadzić drzewa gdziekolwiek się chce, tak jak nie można byle gdzie stawiać nut. To musi być bardzo przemyślane" - podkreślał kompozytor.

***

Georgette Mosbacher: K. Penderecki był przyjacielem Ambasady USA w Polsce

Krzysztof Penderecki był przyjacielem naszej Ambasady; wzmacniał więzi USA-Polska poprzez muzykę - napisała na Twitterze ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Georgette Mosbacher, o zmarłym w niedzielę kompozytorze.

Krzysztof Penderecki - wybitny twórca, jeden z najbardziej znanych i cenionych na świecie polskich kompozytorów, zmarł w niedzielę w wieku 86 lat po długiej i ciężkiej chorobie.

"Ze smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci Krzysztofa Pendereckiego, wybitnego polskiego kompozytora i przyjaciela naszej Ambasady, który wzmacniał więzi U.S.-PL poprzez muzykę" - napisała w niedzielę ambasador.

Mosbacher zachęciła także do słuchania jego utworów. "Posłuchajmy dziś utworów kompozytora, alby oddać hołd Jego Pamięci" - zaapelowała.

***

Litewscy muzycy: Krzysztof Penderecki wytyczał nam drogę w świat

Krzysztof Penderecki "wytyczał nam drogę w świat", "odegrał ważną rolę w relacjach muzyków litewskich i polskich", "był jedną z najważniejszych postaci drugiej połowy XX wieku" - tak litewscy muzycy wspominają zmarłego w niedzielę kompozytora. Cytuje ich portal lrt.lt.

Vytautas Landsbergis, pierwszy faktyczny przywódca Litwy po odzyskaniu przez kraj niepodległości przed 30 laty, a z wykształcenia muzykolog, przypomina organizowane przez Pendereckiego festiwale w Lusławicach.

"Nie wiem, czy ta impreza jeszcze istnieje, ale w tamtych czasach, w czasach radzieckich, podczas tego festiwalu Penderecki w szczególny sposób akcentował udział litewskiej muzyki" - mówi Landsbergis. - "Pokrywał koszta podróży i pobytu naszych wykonawców". Uczestniczyłem w tym festiwalu z Broniusem Kutavicziusem i Kwartetem Wileńskim" - wspomina Landsbergis.

Polityk wskazuje, że festiwal lusławicki był znaną w Polsce imprezą, w której uczestniczyli też muzycy i znawcy z innych krajów. "Tu jego życzliwość i przychylność były dla nas niezwykle ważne" - wskazuje Landsbergis. Podkreśla, że "koncerty Pendereckiego na Litwie za każdym razem były dużym wydarzeniem".

Litewski kompozytor Bronius Kutaviczius podkreśla, że Penderecki "odegrał ważną rolę w relacjach muzyków litewskich i polskich".

"Bardzo szkoda. Krzysztof Penderecki był wielkim twórcą. Wytyczał nam drogę w świat" - mówi Kutaviczius.

"Był jedną z najważniejszych postaci drugiej połowy XX wieku, buntownikiem, artystą z fantastycznym kunsztem i kreatywną energią. Był osobą niezwykle ciepłą, otwartą i bardzo szanował godność innych" - tak Krzysztofa Pendereckiego wspomina litewska muzykolog Ruta Stanevicziute.

Muzykolog wskazuje, że Penderecki był wyrazistą postacią muzyki awangardowej poczynając do lat 70 ubiegłego wieku, "miał duży wpływ na litewskich twórców"; "przyczynił się do systematycznego wyjścia litewskiej muzyki w świat".

"Władze radzieckie nie wypuszczały litewskich wykonawców za żelazną kurtynę. Wówczas Krzysztof Penderecki wysyłał dla nich osobiste zaproszenia, niby dla stryjecznego brata lub siostry i tak prywatnie nasi docierali do Polski" - mówi Stanevicziute.

***

Marcin Majchrowski: "Polskie Requiem" Pendereckiego wiąże się z traumami narodowymi

"Polskie Requiem" Krzysztofa Pendereckiego wiąże się ze wszystkimi możliwymi traumami narodowymi - powiedział PAP krytyk i dziennikarz muzyczny Marcin Majchrowski.

- To jeden z najważniejszych kompozytorów XX i XXI w., na pewno jedna z największych postaci w historii muzyki zachodnio-europejskiej. Dla mnie najważniejsze znaczenie mają jego dzieła z początku kariery, z przełomu lat 50. i 60., kiedy Penderecki wyznaczał nowe tory dla muzyki polskiej, a tym samym wpisywał się w rozwój muzyki zachodnio-europejskiej - mówił Majchrowski.

- "Anaklasis", "Fluorescencje", "Emanacje", "Polymorphia" i "Tren- ofiarom Hiroszimy", który był najbardziej nośnym utworem Pendereckiego, to te dzieła, które stały się nieśmiertelne - mówił. - Chociaż później Penderecki troszeczkę się odżegnywał od awangardowej twórczości, pamiętamy jego słynne zdanie, "to nie ja zdradziłem awangardę, to awangarda zdradziła muzykę" to jednak ta twórczość Pendereckiego z perspektywy czasu jest najważniejsza i pozostanie na stałe w dorobku kompozytorów świata XX wieku - tłumaczył.

Zauważył, że Penderecki "był znakomitym kompozytorem, który miał świetne wyczucie muzyki wokalno-instrumentalnej czy muzyki chóralnej". - Nie można zapomnieć o +Pasji według św. Łukasza+, która była takim gestem i ideowym pokazaniem, że muzyka związana z rytami religijnymi, z wymiarem duchowym czy religijnym jest ważna - szczególnie w czasie komunizmu - powiedział. Zdaniem Majchrowskiego, Pasja Łukaszowa "na pewno zapisuje się na liście tych dzieł, które są bardzo znaczące w dorobku Pendereckiego, nie tylko w wymiarze muzyki polskiej, ale też światowej".

Według niego, "Polskie Requiem" "jest pod pewnymi względami dziełem ważnym". Chociaż, jak powiedział "dzieło powstawało bardzo długo i wiązało się ze wszystkimi możliwymi traumami narodowymi". Penderecki dopisywał poszczególne części, dedykując je pamięci ofiar Katynia, śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego ("Agnus Dei"). Część "Lacrimosa" była wykonywana podczas odsłonięcia Pomnika Ofiar Grudnia 1970 pod Stocznią Gdańską w 1980 r. Więc w ocenie Majchrowskiego "wymiar ideowy i emocjonalny >>Polskiego Requiem<< jest bardzo ważny z punktu widzenia polskiej historii, ale jednak >>Pasja Łukaszowa<< jest dziełem, które więcej znaczy pod względem wartości artystycznej".

Majchrowski powiedział, że twórczość Pendereckiego z ostatniego okresu jest dla niego mniej ważna z punktu widzenia wartości od początkowych dzieł. - Na pewno będę optował za tym, aby pamiętać o VIII Symfonii "Pieśni przemijania" napisanej do słów poetów niemieckich. To jest muzyka mówiąca bardzo wiele o schyłkowości naszych czasów, o tym, że jakieś fatum wisi nad cywilizacją Zachodu - wyjaśnił. - VIII symfonia powinna być zapamiętana, chociaż mówi językiem bardzo neoromantycznym, który odwołuje się do tego, co było zaprzeczeniem awangardowości w twórczości Pendereckiego, co on z resztą bardzo kultywował pod koniec swojego życia - powiedział.

***

Greenwood o Pendereckim: Nie wiedziałem, że można tak grać

Nie wiedziałem, że można tak grać. Fascynujące, że Penderecki tworzył muzykę elektroniczną w latach 60., zgłębił jej potencjał i postanowił to samo osiągnąć z orkiestrą - mówił w 2013 r. gitarzysta Radiohead Jonny Greenwood o swoim pierwszym kontakcie z muzyką Krzysztofa Pendereckiego.

Zmarły w niedzielę Krzysztof Penderecki, wybitny polski kompozytor, w wieloletniej karierze współpracował ze światowymi gwiazdami muzyki rockowej i elektronicznej.

Bezprecedensowe było wydarzenie z 2011 r. zorganizowane przez Narodowy Instytut Audiowizualny, kiedy to w ramach Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu Penderecki zagrał dwa koncerty: 9. września z gitarzystą zespołu rockowego Radiohead, kompozytorem muzyki filmowej, grającym na wielu instrumentach Jonnym Greenwoodem, a dzień później z Aphexem Twinem - brytyjskim kompozytorem i multiinstrumentalistą, określanym jako jedna z najbardziej wpływowych postaci w muzyce elektronicznej.

Aphex Twin skomponował z tej okazji utwór "Polymorphia Reloaded", będący remiksem klasycznego utworu polskiego kompozytora, natomiast Greenwood przedstawił "48 Responses to Polymorphia" i "Popcorn Superhet Receiver" - utwór inspirowany kompozycją "Tren - Ofiarom Hiroszimy". Uzupełnieniem koncertów był "Kanon Pendereckiego" na 52 instrumenty smyczkowe i taśmę, dwa sety autorskie Aphexa Twina oraz kompozycja z płyty ze ścieżką dźwiękową Jonny'ego Greenwooda do filmu "Aż poleje się krew".

Penderecki w filmie dokumentalnym "Penderecki. Reloaded" podkreślał, że Aphex Twin tworzył "tkankę dźwiękową do >>Polymorphii<<" na bieżąco, właściwie w trakcie jej wykonywania". "Poza tym dodał do tego utworu chór, którego właściwie prawie nie słychać, bo to jest chór na 24 osoby, orkiestra ma jednak pięćdziesiąt kilka. Instrumenty są oczywiście mocniejsze, ale to jak gdyby jest taka warstwa Nazwałbym ją bardziej ludzką" - powiedział.

"Kiedy zaczęliśmy próby do >>Polymorphii<< i >>Trenu - Ofiarom Hiroshimy<<, to pierwszy raz usłyszałem orkiestrę" - powiedział Aphex Twin w rozmowie z NINA. "Nigdy nie chodziłem na koncerty muzyki klasycznej, a tu od razu próby z orkiestrą i do tego jeszcze Penderecki - mocne przeżycie. Wspólne tworzenie muzyki z 70 osobami było bardzo inspirujące. Nie znam nut, nie uczyłem się ich, w tym, co robię, nie było mi to potrzebne. Zacząłem kombinować, jak to wykorzystać w pracy z tymi ludźmi. Czekają na sygnał, są do twojej dyspozycji - jak się z nimi dogadać, jeśli nie znam nut? I nagle eureka: podam im sygnał przez słuchawki, będą naśladować to, co usłyszą. W zasadzie stworzyliśmy syntezator, sterujący grupami ludzi. Jeden obrót gałki i siedemdziesiąt osób odpowiada na drobny ruch. To naprawdę wciąga" - wspominał.

Znany z Radiohead Jonny Greenwood po raz pierwszy spotkał się z twórczością Pendereckiego już jako 19-latek, kiedy na zajęciach na uczelni zaprezentowano mu "Polymorphię". "Nie wiedziałem, że można tak grać, że można tworzyć takie dźwięki, używając pudeł i strun najstarszymi metodami. Wszystkie te metody mają wspólny mianownik: te są starsze i prostsze, ale równie przydatne i sugestywne jak laptop. Trzeba je traktować tak samo" - powiedział w 2013 r. "Dla mnie fascynujące jest, że Penderecki tworzył muzykę elektroniczną w latach 60., zgłębił jej potencjał i wrócił do muzyki klasycznej. I postanowił to samo osiągnąć z orkiestrą" - dodał.

Penderecki w rozmowie z włoskim dziennikiem "La Repubblica" w 2012 r. mówił, że Greenwood "to naprawdę utalentowany kompozytor". "Jest jednym z najlepszych obecnie angielskich muzyków. Bardzo podobają mi się jego utwory" - powiedział. Podkreślił też, że "jest mu blisko do stylu, w jakim swoje piosenki piszą Radiohead. Ich styl jest jedyny w swoim rodzaju, bardzo odmienny od obecnego popu" - uznał.

Wrocławski koncert dla Pendereckiego i Greenwooda okazał się początkiem współpracy. 13 marca 2012 r. nakładem nowojorskiej wytwórni Nonesuch Records ukazał się album z ich kompozycjami. Nagrano go jesienią 2011 r. w Alvernia Studios pod Krakowem.

Na płycie "Krzysztof Penderecki And Jonny Greenwood" umieszczono obok siebie wybitne kompozycje Krzysztofa Pendereckiego "Tren - Ofiarom Hiroszimy" oraz "Polymorphia" Po każdym z utworów następują zainspirowane nimi orkiestrowe kompozycje Jonny'ego Greenwooda: "Popcorn Superhet Receiver" (wcześniej jako muzyka do filmu "Aż poleje się krew") i "48 Responses To Polymorphia". Na nagraniu nie zmieścił się już "Kanon" (1962) na orkiestrę smyczkową Pendereckiego i odpowiedź Greenwooda - kompozycja "Future Markets".

Jacek Hawryluk pisał wtedy w "Gazecie Wyborczej", że "wczesne kompozycje Pendereckiego, który na przełomie lat 50. i 60. szturmem wdarł się na naszą scenę muzyczną, bronią się po latach znakomicie". "Dawna awangarda nie szokuje, ale też zupełnie się nie zestarzała. Może najbardziej korozji uległ >>Tren<<, za to >>Kanon<< i >>Polymorphia<< wciąż elektryzują, wciągają i inspirują. I właśnie ten wczesny Penderecki zachwycił Greenwooda, który obok etatu gitarzysty w Radiohead zupełnie nieźle opanował sztukę składania nut i przekładania jej na orkiestrę" - czytaliśmy w recenzji.

Z kolei Ewa Szczecińska z magazynu "Jazz Forum" podkreślała, że dużą rolę w sukcesie zarówno koncertu we Wrocławiu, jak i płyty, był udział w niej kameralnej orkiestry instrumentów smyczkowych AUKSO prowadzonej przez Marka Mosia, której dyrygował przy tej okazji także Krzysztof Penderecki. "To jest zespół - fenomen (...) Ich interpretacje trudnej, sonorystycznej muzyki Pendereckiego, wykorzystującej instrumenty smyczkowe w mocno niestandardowy sposób, nie mają sobie równych. Bo to właśnie muzyka Pendereckiego z początku lat 60. - T>>ren - Ofiarom Hiroszimy<< i >>Polymorphia<< - zachwyciła młodą publiczność we Wrocławiu" - pisała. "Ludzie, którzy przyszli na koncert Greenwooda, wyszli oczarowani przedziwną kolorystyką kompozycji Pendereckiego, przypominającą raczej brzmienia elektroniczne niż smyczkowe. Zwłaszcza dramaturgiczny pazur >>Polymorphii<<, która wyłania się z rozstrojonego kontrabasowego dźwięku, jak z chaosu i rośnie w stronę uporządkowania, by na koniec rozbłysnąć świetlanym akordem C-dur. Plastyczna, wielowarstwowa muzyka, o ogromnym ładunku nowoczesnej dramaturgii, znakomicie konfrontuje się z gustami młodych, otwartych konsumentów muzyki" - czytamy na stronie Jazzforum.com.pl

Szczecińska stwierdziła też, że "Penderecki pojedynek na oryginalność wygrał, ale Greenwood okazał się utalentowanym uczniem mistrza". "Błyskawicznie przyswoił sobie praktykowaną już wcześniej w muzyce filmowej stylistykę i tajniki instrumentacyjne muzyki orkiestrowej - jego >>48 Responses to Polymorphia<< są proste, sporo w nich oczywistości i klisz, jednak łatwo wpadają w ucho i dzięki powracającym pizzicatowym lejtmotywom tworzą jasną i klarowną formę" - napisała.

Dwa tygodnie po wydaniu albumu Penderecki i Greenwood wystąpili też w londyńskim Barbican Hall. Brytyjski dziennik "The Guardian" relacjonował wówczas, że "wykonania były wzorowe, a pojawienie się onieśmielonego Greenwooda na scenie obok Pendereckiego na zakończenie koncertu zostało nagrodzone owacją na stojąco". Z kolei tygodnik "The Observer" pisał, że "Tren" Pendereckiego "nadal potrafi wstrząsnąć słuchaczem, zaś >>Popcorn Superhet Receiver<< Greenwooda to już teraz współczesny klasyk".

Na temat wspólnych koncertów Krzysztofa Pendereckiego, Aphexa Twina i Jonny'ego Greenwooda nakręcono film dokumentalny "Penderecki. Reloaded" (reż. Anna Zakrzewska, Max Cegielski), który można obejrzeć na stronie Ninateka.pl.

***

Rektor UMFC: K. Penderecki to wizjoner w tworzeniu miejsc, które wpływają na edukację muzyczną

Oprócz zasług dla polskiej muzyki w roli kompozytora Krzysztof Penderecki ma wielkie zasługi jako animator, edukator, wizjoner w tworzeniu miejsc, które będą wpływały na edukację muzyczną młodzieży - mówi PAP rektor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, akordeonista Klaudiusz Baran.

- Krzysztof Penderecki to w mojej opinii jeden z ostatnich wielkich, którzy byli z nami w ostatnim czasie. Absolutny geniusz muzyczny i gigant muzyki klasycznej. Pozostawił po sobie ogromną spuściznę kompozytorską, ale również ideę kształcenia młodzieży, a także Europejskie Centrum Muzyki w Lusławicach, którego koncepcja i idea pozostawi niesamowity wpływ promieniujący na młode pokolenie - powiedział rektor.

Jego zdaniem, to dzieło będzie cały czas żyło, tak jak pobliski park, w którym kompozytor dbał o swoje drzewa. - Wydaje mi się, że oprócz jego zasług dla polskiej muzyki w roli kompozytora, pozostawił wielkie zasługi jako animator, edukator, wizjoner w tworzeniu miejsc, które będą wpływały na edukacje muzyczną młodzieży - dodał.

Rektor Baran wspominał, że "miał zaszczyt kilkakrotnie rozmawiać z Pendereckim". - Najbardziej wspominam taki moment, kiedy zostałem zaproszony właśnie do dworku w Lusławicach. Zaprosił mnie na herbatę i szarlotkę. To była niesamowicie magiczna chwila - rozmawialiśmy o muzyce, interpretacjach, ale też o życiu - opowiadał. O Pendereckim mówił, że "to człowiek, który stał na piedestale i był ikoną, a okazało się, że jest przemiłym, ciepłym, bardzo życzliwym człowiekiem, prawdziwym przewodnikiem".

W ocenie artysty Penderecki "to chyba najbardziej doceniony kompozytor polski na świecie". - Przez to, że miał okazję tworzyć akurat w tym czasie, kiedy inni wielcy już odeszli, został żyjącą ikoną - osobą, która świadczyła o polskiej kulturze - mówił.

- Jego twórczość to spektrum różnych możliwości instrumentalnych - twórczość wokalno-instrumentalna, i twórczość symfoniczna, i kameralna, i solowa - wymieniał. Powiedział, że jako akordeonista jest szczęśliwy, że dwie z kompozycji Pendereckiego "Sinfonietta" (oryginalnie napisana na trio smyczkowe) oraz "Concerto doppio" na skrzypce i altówkę za zgodą kompozytora zostały opracowane na akordeon.

***

Czeski krytyk: Penderecki wchłonął wszystko, co kiedykolwiek wydarzyło się w muzyce

Główne czeskie portale poinformowały o śmierci Krzysztofa Pendereckiego. Telewizja przypomniała wizyty Mistrza, a kanał radia publicznego poświęcony kulturze Vltava wyemitował symfonię "Siedem bram Jerozolimy" pod batutą jej autora z festiwalu Praska Wiosna w 2017 r.

Radiowy komentator i znawca muzyki klasycznej Libor Drzeviskovsky przypomniał Pendereckiego, cytując słowa Mistrza "pochłonąłem wszystko, co się wydarzyło w muzyce". Drzeviskovsky napisał, że zmarły kompozytor od połowy lat 70 zwrócił się do postromantycznemu symfonizmowi i w tym duchu tworzył muzykę. - 7 symfonia, utwór z podtytułem "Siedem Bram Jerozolimy", powstała na uroczystości 3000 lat Jerozolimy jako stolicy Państwa Żydowskiego - przypomniała Vltava podkreślając, że Penderecki dyrygował wówczas orkiestrą symfoniczną Czeskiego Radia.

Czeska TV przypomniała, że koncert finałowy najważniejszego czeskiego festiwalu muzycznego Praska Wiosna Penderecki zadedykował zmarłemu w czerwcu 2017 r. dyrygentowi Jirziemu Bielohlavkowi. Wspomniano, że przed minutą ciszy i pierwszymi dźwiękami monumentalnej muzyki, polski kompozytor i dyrygent mówił o wielkiej stracie dla czeskiej i światowej muzyki, jaką była śmierć wybitnego dyrygenta.

Penderecki zawitał też do Czech we wrześniu 2018 roku i w Ołomuńcu w Kościele Panny Marii Śnieżnej poprowadził zespół Filharmonii Krakowskiej oraz chóry mieszany i chłopięcy wykonujące "Credo". Koncert inaugurował festiwal Muzyki Sakralnej, a Mistrz świętował wówczas 85 urodziny, jego przyjazd do Czech organizowały Instytut Adama Mickiewicza oraz Instytut Polski w Pradze. Festiwalowi towarzyszyła wystawa w Muzeum " Ołomuńcu "Przerwany Czas 1908-1928. Awangarda w Europie Środkowej". Przy kolejnym pobycie w Czechach jesienią 2019 Penderecki temu właśnie muzeum podarował część oryginału partytury "Credo".

W listopadzie 2019 r. Krzysztof Penderecki przyjechał do Pragi, by uświetnić 30. rocznicę zmian w Europie Środkowej i Wschodniej. Dał monumentalny koncert w praskiej katedrze św. Wita, Wojciecha i Wacława na wzgórzu zamkowym (Hradczany). Nieprzypadkowo też wybrano dzień koncertu - 25 listopada, w 30. rocznicę dnia, w którym prymas Franciszek Tomaszek koncelebrował w katedrze mszę dziękczynną za kanonizację przez Jana Pawła II Św. Agnieszki Czeskiej. W koncercie uczestniczyli soliści - Iwona Hoss, Karol Sikora, Anna Lubańska, Adam Zdunikowski i Piotr Nowacki.

Uroczyste święto muzyki zorganizowano m.in. pod patronatem arcybiskupa praskiego, prymasa Czech kardynała Dominika Duki. Prymas Czech, który jest na prewencyjnej kwarantannie, napisał w niedzielę w internecie: "Niech mu Chrystus Dobry Pasterz odwdzięczy się życiem wiecznym i radością".

***

Maciej Żółtowski o muzyce Krzysztofa Pendereckiego: piękno nie umiera

Dyrektor Muzyczny Catskill Symphony Orchestra w stanie Nowy Jork i prezes Polskiego Towarzystwa Muzyki Współczesnej Maciej Żółtowski ocenia, że muzyka Krzysztofa Pendereckiego będzie nam towarzyszyć zawsze. Piękno nie umiera - stwierdza.

- Jego muzyka towarzyszyła mi od dziecka. Chyba pierwszy koncert retransmitowany w telewizji, który pamiętam, to zapis "Pasji z Filharmonii Narodowej. Profesor Krzysztof Penderecki był dla wszystkich młodych kompozytorów ikoną, przede wszystkim z racji swojego nonkonformizmu, a także szczególnego daru opowiadania historii w każdym utworze - powiedział PAP Żółtowski.

Podkreślił, że marzył, żeby się z nim spotkać. Nastąpiło to w roku 1994 w Lusławicach podczas spotkania uczestników organizowanych przez Polskie Towarzystwo Muzyki Współczesnej Wakacyjnych Kursów dla Młodych Kompozytorów.

- Myślę, że każdy, kto odwiedził lusławickie arboretum, zabrał ze sobą także cząstkę tej drugiej z Jego wielkich pasji - miłości do natury - dodał Żółtowski.

Przypomniał, że kiedy w Radomiu powierzono mu misję tworzenia Radomskiej Orkiestry Kameralnej, pojawił się pomysł nadania imienia profesora sali koncertowej w nowo wybudowanej szkole muzycznej.

- Za namową Pawła Dychta z kancelarii ówczesnego prezydenta miasta, Andrzeja Kosztowniaka, zyskaliśmy nie tylko patrona dla skądinąd cudownej akustycznie sali, gdzie później nagraliśmy monograficzną płytę z jego utworami na orkiestrę kameralną, ale i jurora jedynego w kraju konkursu kompozytorskiego o unikalnej formule, w której sam profesor oceniał wykonywane publicznie utwory finalistów. Konkurs ten nazwałem na cześć mistrza - Arboretum - zaznaczył szef Catskill Symphony Orchestra.

W nawiązaniu do wizyty Pendereckiego podczas nagrywania jego koncertu altówkowego w wersji wiolonczelowej z Rafałem Kwiatkowskim, Żółtowski zwrócił uwagę, że zapytał go, ile powinien trwać pewien dość swobodnie zapisany fragment: "Odpowiedział z właściwym sobie humorem: tak długo, aż nie zacznie się nudzić".

Żółtowski akcentował, że ilekroć ma okazję dyrygować utworami Pendereckiego, przypomina sobie jego słowa o głębokich powiązaniach muzyki, sztuki, literatury i religii. - Profesor był człowiekiem wielkiego formatu, ale też osobą niezwykle ciepłą i bezpośrednią. Jestem przekonany, że jego muzyka będzie nam towarzyszyć zawsze. Piękno nie umiera - konkludował prezes Polskiego Towarzystwa Muzyki Współczesnej.