powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Straszne baśnie wskazują drogę

Asmussen opisuje, jak jest. Podaje suche słowa będące zapisem suchych faktów. To, co w dialogach, to części przeszłości i bardzo prawdopodobnej przyszłości. Owa elementarność dosyć często spotyka się z niezrozumieniem - o książce "Śmierć jest innym gatunkiem muzyki. Dramaty wybrane" Petera Asmussena pisze Karol Mroziński w Teatrze dla Wszystkich.

Kontrola nad losem to żmudna praca. Postęp niby nam w tym pomaga, ale mimo starań naukowców zawsze zostanie jakaś pustka, którą tylko dramatopisarze umieją wypełnić. Obroty ciał niebieskich nie pomagają ani nie przeszkadzają ludziom żyjącym tu na ziemi, mimo że wielu tak właśnie twierdzi, zaglądając raz zarazem w horoskopy. Niektórzy zamiast do wróżki idą do przychodni i to też im pomaga, może nawet w większym stopniu. Jedyne, co jest stałe w drodze w czasie i przestrzeni, to poczucie, iż człowiek zawsze będzie potrzebował pomocy. Od niego samego zależy tylko, do kogo się o nią zwróci.

To bardzo proste, wszyscy potrzebujemy jedzenia, snu, wierzymy w siły nadprzyrodzone, ufamy nauce. Te dwie sfery wiary cały czas się przenikają. Duński dramatopisarz Peter Asmussen tak właśnie widzi relacje międzyludzkie. Przygnębiające, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, jak cienka potrafi być granica między społecznościami, jak wielką siłę może dawać gniew i strach między nimi. Każdy krok do przodu jest równie istotny, czy to w sensie techniki, czy w sztuce i kulturze. Artyści, podobnie jak dziedziny naukowe czy historie idei, również ulegają pewnemu rozwojowi, swojemu własnemu, a przez to wyjątkowemu. Asmussen zaprasza widzów i czytelników w uważną podróż w przeszłość, by to, co niezmienne, dawało nam obraz świata. Tylko dzięki niemu jesteśmy w stanie przetrwać, zarówno jako jednostka, jak i uczestnicy tłumu.

Pielęgnację swojej ponurej filozofii Asmussen rozpoczął już w czasach szkoły podstawowej. Wybierając się na długie samotne spacery, rozmyślał nad stanem obserwowanego świata. Rzeczywistość jest absurdalna, zasady rządzące grupami ludzkimi nieuczciwe. Czy naprawdę liczy się tyko chwila obecna?

I tu, w zależności z jakiej części Europy jesteśmy, możemy przyrównać do tej postawy dwie postaci. Zachód widzi Żelaznego Drwala, który bez serca nie jest w stanie odnaleźć krainy Oz, spodziewanej na zakończenie każdej opowieści na dobranoc. Słowiańska fantazja natomiast odsyła do jedynego absolwenta Akademii Pana Kleksa, pozbawionego siły twórczej dziecięcego umysłu.

Szukając odpowiedzi Asmussen obserwował, a z biegiem czasu również czytał, i to dużo: Kafkę, Pintera czy naszego rodzimego Kantora. Akcja jako zjawisko literackie zbytnio go nie interesowała. W centrum uwagi umieścił coś, co można było nazwać przepisem na wieczny bestseller. Kraje znikają i pojawiają się, polityka zależna jest od siwiejących główek w garniturach. Jedyne, co ma jakiekolwiek sens, to drżenie serca, obawy przed fatum nadchodzącej śmierci. Wszystko inne "jest bez znaczenia", jak przyznaje po latach w wywiadzie z Pawłem Partyką, reżyserem swoich sztuk.

Ciekawe, a przecież w szkole uczono nas, że to Szekspir rozpisał scenariusze na wszystkie emocje, które targają człowiekiem. Pewnie tak jest, ale angielski mistrz był romantycznym optymistą, zawsze zostawiał jakąś nadzieję. Asmussen opisuje, jak jest. Podaje suche słowa będące zapisem suchych faktów. To, co w dialogach, to części przeszłości i bardzo prawdopodobnej przyszłości. Owa elementarność dosyć często spotyka się z niezrozumieniem. Co autor chciał przedstawić? Kto wie, może nie chodziło o przekaz, a pobudzenie do myślenia, przecież jak mawiał Szekspir "za słowami kryją się inne słowa", a umiejętność słuchania to nie tylko uszy, lecz także to, co się kotłuje między nimi. W 1997 r. Asmussen pisał sztukę na zamówienie. Podczas pracy w małym gronie aktorów padło pytanie: "Czy jesteś w stanie napisać coś, co daje nadzieję?". Myślę, że nadzieja w wydaniu duńskim to nie podręcznik do spokoju typu "Hygge". To branie we własne ręce tego, co nam potrzeba z przeszłości, by przydało się nam w przyszłości. Prawdziwe jak wpływ Danii na Szwecję Henryka Ibsena i Norwegię Jona Fosse'a, i prawdziwe jak zakończenie "Małej Syrenki" u Andersena. Tylko na taką nadzieję, nadzieję przestrogi, stać Petera Asmussena.