powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Siła bliskości

"Ile żab waży księżyc" Maliny Prześlugi w reż. Agaty Kucińskiej we Wrocławskim Teatrze Lalek. Pisze Sabina Zygmanowska, członkini Komisji Artystycznej Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

"Jaki kolor mają przytulaski?", "Czy słońce smakuje jak cytryna?", tytułowe "Ile żab waży księżyc?", te i inne na pozór absurdalne pytania zadaje blondwłosy Chłopiec - bohater spektaklu Agaty Kucińskiej we Wrocławskim Teatrze Lalek. Autorką tekstu jest Malina Prześluga. To kolejna po "Może morze" inscenizacja jej utworu we Wrocławskim Teatrze Lalek. Tutaj, podobnie jak w rozbrajającej historii o przyjaźni Marchewki z Bałwanem, uczymy się doceniać najdrobniejsze chwile i wartość bliskich relacji.

"Ile żab waży księżyc" opowiada o pewnym królu (Radosław Kasiukiewicz), na którego dworze niespodziewanie zjawia się dziwny Chłopiec (Agata Cejba). Chłopiec nie wie, skąd się wziął, choć przypuszcza, że nie jest jednym z poddanych zapracowanego władcy. Ciekawy świata zadaje mnóstwo pytań, nie odstępując mężczyzny na krok. Dorosłego, zajętego rządzeniem i widzącego tylko czubek własnego nosa, doprowadza to do szału. Wielokrotnie próbuje pozbyć się Chłopca, aż w końcu zaczyna go cenić - jego bezpośredniość, humor, ciekawość świata. Lecą nawet razem na księżyc. To Chłopiec uświadamia Królowi, że jego strażnicy są beznadziejnie nudni i fałszywi, gdy na wszystko mu automatycznie przytakują ("A skoczycie za mną w ogień?", "Tak, panie", "A podrapiecie mnie w tyłek?", "Tak, panie"). Pokazuje też władcy, że mu się tylko zdaje, iż jego poddani wszystko mu na każdym kroku zawdzięczają. Mają swoje talenty i potrafią działać samodzielnie. Rola poddanych w spektaklu przypada widzom.

Poruszający i jednocześnie zabawny spektakl, pobudza nie tylko dziecięcą wyobraźnię za sprawą przepięknej scenografii (Agata Kucińska) i autorskiej techniki "malowania światłem", stworzonej przez wrocławską grupę Cloud Theater. Teatr w Chmurze został założony przez Teo Dumskiego w 2016 roku, jego twórcy na co dzień zajmują się różnymi dziedzinami sztuki i mediów. Ich pierwszy spektakl "Krótki zarys wszystkiego" opowiadał o początkach i rozwoju świata od wielkiego wybuchu. Jego głównym założeniem było połączenie rysunku i gry aktorów na podłodze. Była ona filmowana na bieżąco przez kamerę umieszczoną na suficie, a obraz z niej wyświetlano na ścianie. Te dwa plany w połączeniu z żywym aktorem dawały rzeczywistość na żywo tworzoną przez rysownika. Stąd określenie scenografa live.

We wrocławskim spektaklu aktor - rysownik (Sebastian Siepietowski) na żywo maluje elementy świata na komputerze, tworząc multimedialną scenografię. Malowanie światłem pozwala bohaterom poruszać się po podziemiach królestwa, tworzyć warzywa z dźwięków, a nawet wyruszyć rakietą w kosmiczną podróż. Obrazy pojawiają się błyskawicznie, w niespodziewanych momentach, żeby za chwilę zniknąć. Niesamowite efekty nie przyćmiewają sensu samego tekstu, zwielokrotniają tylko perspektywę odczuwania przestrzeni i dodają spektaklowi magii.

Kucińska efektownie żongluje zmiennością planów: młodzi widzowie z zadziwieniem śledzą jak sceny lalkowe w mgnieniu oka przechodzą w plan aktorski: jeszcze przed chwilą Król-aktor zasiadał przed nimi na tronie z nieodłącznym telefonem komórkowym w ręku, a już jako Król-lalka przemierza rysowane korytarze swojego pałacu. I młodych, i starszych widzów może też rozśmieszyć obraz władzy monarszej. Król jako dorosły władca, zawsze musi mieć pełne ręce roboty, prowadzi więc liczne rozmowy telefoniczne z Czarnoksiężnikiem, Królową i Smokiem, które w gruncie rzeczy nie mają najmniejszego sensu. Opisując życie urzędnicze Malina Prześluga bawi się słówkami, mamy posiedzenie z koniem (końferencję), z szympansem (szympozjum), a królową zebrań jest oczywiście Zebra, czyli para aktorów w odpowiednim kostiumie w paski. Zebra na zebraniu stoi i milczy, od czasu do czasu wierzgając kopytem, bo ani jej obecność, ani samo zebranie kompletnie niczemu nie służy.

Dzieciom, którymi na co dzień władają nowe technologie, snapchat, messenger i inne komunikatory wirtualne, bliska i zrozumiała jest postać Króla, który nie może oderwać się od telefonu (skądinąd w dobie koronawirusa, to jedyna słuszna droga kontaktu niestety). Ale sam teatr ze swoją magią młodych od ekranu odrywa, a rodzicom pozwala zastanowić się, jak ważny jest bezpośredni kontakt z dzieckiem. "Ile żab waży księżyc", to piękna opowieść o tym, co nawzajem mogą dać sobie dorośli i dzieci. O tym, jak ważne jest bycie otwartym na relację z drugim człowiekiem. I jeśli znajdujemy dla kogoś czas na rozmowę czy bliskość, to przytulaski mogą być nawet niebieskie.