powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Chciałaby dusza...

"Boża krówka" Sławomira Narlocha i Ewy Mikuły w reż. Sławomira Narlocha w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, w ramach XI Festiwalu Nowe Epifanie. Pisze Kamila Łapicka, członkini Komisji Artystycznej Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

W czasie XX Jarmarku św. Dominika 2019 można było zobaczyć skecz "Czym jest nowicjat?". Jeden z braci grał rolę diabełka, drugi aniołka. Ten pierwszy straszył: nowicjat to życie według morderczego rytmu, nieustająca harówa oraz tortury psychiczne: obowiązkowe milczenie i comiesięczne przesłuchania. Ten drugi zachęcał: nowicjat to uregulowany tryb życia, co rano zamówiona pobudka i spotkanie w kaplicy z umiłowanymi braćmi. Jak na wczasach all inclusive: zapewnione sprzątanie, gotowanie, profesjonalna obsługa.

Bracia z dużą gracją wykpili stereotypowe wyobrażenia o życiu zakonnym, ale pod spodem dźwięczało poważne pytanie: czym jest powołanie kapłańskie? W liście "Przypatrzmy sie, bracia, powołaniu naszemu" Jan Paweł II pisał, że powołanie nie jest statyczną rzeczywistością. Ma swoją własną dynamikę. Jest nieustającym czuwaniem. Powołanie należy więc urzeczywistniać, potwierdzać swoją posługą jego autentyczność. Z tym właśnie zmaga się bohater sztuki "Boża krówka", napisanej przez Ewę Mikułę i Sławomira Narlocha. W centrum uwagi autorów nie znalazło się jednak to, co księdza czyni księdzem, tylko raczej to, co ma on wspólnego z innymi ludźmi.

"Boża krówka" została zaprezentowana podczas Festiwalu Nowe Epifanie 2020. Spektakl narodził się dzięki warsztatom Laboratorium Nowych Epifanii, które odbyły się latem 2019 w Ośrodku Szkoleniowo-Wypoczynkowym "Wiatraki" koło Olsztynka. Wzięło w nich udział dziesięć kolektywów twórczych (dramatopisarze, aktorzy, reżyserzy) i zaproszeni eksperci. Razem czytali i analizowali źródłowe teksty. Motywem przewodnim była postać Marii Magdaleny. "Po tych wykładach i po tym wyjeździe trochę zmieniłem swoje postrzeganie Marii Magdaleny. Obecnie jest dla mnie symbolem kobiety w kościele" - powiedział aktor Jakub Gawlik po zakończeniu warsztatów. Ich formułą była wolność. Improwizacje wymyślane na kajaku lub hamaku były spisywane przez dramatopisarzy i mogły stać się zaczątkiem pełnowymiarowych sztuk. Na youtubowym kanale warszawskiego Teatru Dramatycznego można obejrzeć improwizacje, które poprzedziły powstanie "Bożej krówki". Jedna z nich nosi tytuł "Konfesjonał. Jezus" i przypomina ostatnią scenę spektaklu, gdy dochodzi do epifanii.

Tegoroczne hasło Festiwalu brzmiało: "Nie dotykaj mnie". Dotyka ludzka dłoń, ale dotykają także emocje. W spektaklu Sławomira Narlocha padają słowa: "nikt mnie nie dotyka". Wypowiada je w tonie skargi Młoda Kobieta, która pragnie czułości i bliskości, zrzucając ich brak na niedostatek urody. Ten problem jest przedmiotem jej spowiedzi. Zarzuca Bogu zły gust, za który go nienawidzi. Wikary imieniem Tomasz - główny bohater sztuki - udziela jej rozgrzeszenia, dostrzegając w niej piękno. Wcześniej wymienia się z nią intuicjami na temat wyglądu i zwyczajów Najwyższego ("Myślisz, że on ma brązowe oczy?", "Rozczesuje włosy ręką?", "Ulubiony owoc", "Chód"). Zwykle nie pozwalamy sobie na dywagacje, które uwypuklają ludzką naturę Chrystusa, więc to zaskakująca, ale urodziwa scena. Zakończona powodu zbytniego zaangażowania emocjonalnego Księdza, sugerowanego przyspieszonym oddechem.

Z podobnego, cielesnego porządku pochodzą słowa Dziewczynki: "Moja mama każe mi zamykać oczy, jak się ludzie dotykają ustami. Pewnie dlatego, że na ustach żyją zarazki i można się zarazić". Rozmowy Dziewczynki, bielanki-zasadniczki i Chłopca, który na gwałt potrzebuje grzechów, aby miał co wyznać w czasie pierwszej spowiedzi świętej, to dialogi stylizowane na dziecięcą mowę. Nieco naiwne, choć dobrze uchwycone pod względem melodii i kształtu frazy. Trochę mnie tylko zadziwił soczysty całus, jakim młodociani bohaterowie obdarzyli się na koniec. I nie chodzi tutaj nawet o sprzeniewierzenie się zaleceniom sanitarnym, lecz o namiętność dziewięciolatków! Dodajmy dla uspokojenia, że role te grają dorośli aktorzy - Michał Pawlik i Natalia Kaja Chmielewska, studentka V roku krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych. Chmielewska występuje także w roli rozgoryczonej parafianki i w obu wcieleniach jest bardzo przekonująca. Przyjemnie patrzeć, jak jednym ruchem ręki rozpuszcza kucyk i z radosnej dziewczynki staje się poważną kobietą.

W "Bożej krówce" spotykamy korowód postaci, które przychodzą do spowiedzi, lecz tak naprawdę to ksiądz jest tym, który się spowiada. Przyznaje, że czasami ma dosyć proboszcza, w trakcie mszy myśli o piłce nożnej, zdarza mu się wypić za dużo piwa. Można dostrzec, że stopniowo traci wiarę, narastają w nim pytania i wątpliwości. Autorzy zagłuszają je automatycznym "bo tak" ("To po co ksiądz jest księdzem?" "Bo tak"). Jestem pewna, że zamiast tego wytrychu mogliby użyć bardziej subtelnego klucza, bo widać, że nie brakuje im wrażliwości potrzebnej, aby ukazać złożoność kondycji kapłana. Jednocześnie można przypuszczać, że autorom scenariusza chodziło tu o podkreślenie tajemnicy, jaką jest powołanie kapłańskie. Przeznaczenie, które może nie być łatwe, ani nawet w pełni zrozumiałe. Maciej Zuchowicz, absolwent warszawskiej Akademii Teatralnej (2017), dobrze oddał zagubienie swego bohatera. Grał naturalnie, z łobuzerskim zacięciem. Taka postawa, pozbawiona dystansu i pompy, na pewno pomogła zjednać jego postaci zaufanie parafian. Widz odnotował jedynie, że ksiądz jest człowiekiem i podlega ograniczeniom ludzkiej natury. Nie chodzi tylko o cielesność czy nałogi. Mowa także o powtarzalności grzechu, o trudnej drodze do poprawy, o samotności wieczorów i poranków.

"Biedroneczko leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba". Dziecięcy wierszyk znamy wszyscy, więc w kontekście tytułu sztuki warto przypomnieć, że biedronka, czyli "boża krówka", symbolizowała w kulturze ludowej dar zesłany przez Boga ludziom. Miała przynosić szczęście. Na Scenie Przodownik biedronka pojawia się w czasie spowiedzi bezgrzesznego Chłopca. Ksiądz podaje mu ją gestem z fresku Michała Anioła "Stworzenia Adama", a następnie doradza zabić na poczet pierwszego grzechu. Potem tym samym gestem Bóg przekazuje biedronkę Księdzu. Jak już wspomniałam, Objawienie Pańskie ma miejsce w finale spektaklu. Pan Bóg nosi kolorowy dres, jest bezpośredni i pełen zrozumienia dla sportowych zamiłowań swego sługi. W tej roli występuje Jakub Gawlik, kompozytor muzyki do spektaklu, który gra na żywo na akordeonie. W składzie "orkiestry piłkarskiej" znajdują się również Patryk Makowski (puzon), Kamil Pasikowski (puzon) oraz Kajetan Skoneczny (wibrafon, kotły). Talenty muzyków wybrzmiewają tuż przed finałowym pas, gdy akcja sceniczna ulega zatrzymaniu i widzowie skupiają się wyłącznie na warstwie muzycznej.

Anne Ubersfeld w "Czytaniu teatru I" pisze, że miejsce sceniczne jest przestrzenią, którą należy skonstruować, aby tekst znalazł w niej oparcie i swój konkretny sposób istnienia. Jest zbudowane z elementów tekstu, a jednocześnie odtwarza jakieś rzeczywiste miejsce, mając na uwadze konwencje epoki i kraju. Nadto struktury przestrzenne są odbiciem wyobrażeń ludzi o stosunkach społecznych. Spróbujmy spojrzeć w tym duchu na "Bożą krówkę". Centralnym elementem scenografii Aleksandry Gąsior jest konfesjonał. Wiemy o tym, choć nie wygląda on jak klasyczny mebel kościelny. Został zbudowany z jasnego drewna na kształt letniej altany. Umieszczono go na niewielkim półkolistym podeście-scence. Jego wystrój cechuje prostota. W środku krzesło dla księdza, na zewnątrz zydelek dla grzesznika, na jednej ze ścian święty obraz. Konfesjonał przywodzi na myśl konkretny sposób zachowania. Przynależą do niego statyczność, skupienie, ściszony głos. Znaczenie ma także klęcząca postawa wiernego i wypowiadanie ściśle określonej formuły spowiedzi. Nie ma miejsca na swobodne pogaduszki i zawieranie barterowych umów w rodzaju "Jeden łyczek, jeden grzech". Rozumiemy więc, że jeśli takie zachowanie odbywa się na teatralnej scenie, jest to przekroczenie granicy między sacrum a profanum.

Podobne przekroczenia także są przedmiotem Nowych Epifanii. Festiwal pod dyrekcją Pawła Dobrowolskiego ma poruszać, wywoływać dialog. Łączy różne dyscypliny sztuki i ludzi o rozmaitych poglądach. W przypadku "Bożej krówki" równie ważny wydaje mi się efekt, co droga, jaka do niego doprowadziła. Młodzi artyści uczestniczący w warsztatowym Laboratorium podkreślali poczucie wspólnotowości, przyjazną atmosferę, brak konkurencji. Każdy pomysł był równie dobry i nie musiał przy tym prowadzić do konkretnego celu. Taki twórczy raj w przyrodzie raczej nie występuje, więc tym większa jego wartość. Jakże chciałaby tam dusza w czasie akcji #zostańwdomu.