powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Dyplom

"Inni ludzie" Doroty Masłowskiej w reż. Pawła Miśkiewicz, spektakl dyplomowy studentów Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Pisze Andrzej Lis, członek Komisji Artystycznej Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Zrobiło się ciasno na Scenie 210. Zjawił się komplet publiczności, w tym zadziwiająco dużo widzów starszych. Jakby Dorota Masłowska była ulubioną autorką dzisiejszych seniorów. Znam takich! W rogu sceny zawieszono szeroki, rozwinięty od sufitu do podłogi zwój papieru, przypominający jakieś wielki papier do wycierania naczyń albo niespotykanych rozmiarów papier toaletowy. Z nadrukami zmiksowanych obrazków z Warszawy. Pojawili się najważniejsi uczestnicy tego zdarzenia: studentki i studenci IV roku Wydziału Aktorskiego AST w Krakowie, właściwi bohaterowie tego spektaklu dyplomowego. Poznajmy te nazwiska: Weronika Malik, Monika Pawlicka, Monika Rachwalak, Alicja Wojnowska, Michał Balicki, Paweł Charyton, Aleksander Kurzak, Szymon Majchrzak, Kamil Piotrowski i Jakub Suwiński.

Paweł Miśkiewicz, autor adaptacji, skorzystał przede wszystkim z Innych ludzi Doroty Masłowskiej wydanej dwa lata temu przez Wydawnictwo Literackie, ale winkrustował w tę powieść drobne fragmenty "Pawia królowej", "Dwojga biednych Rumunów mówiących po polsku" i "Między nami dobrze jest". Te fragmenty innych utworów, funkcjonujące często jako rozpoznawalne cytaty autorki "Innych ludzi", okazały się o tyle ważne, o ile dawały szanse na rozbudowanie zwielokrotnionej postaci Kamila. Jedno z fundamentalnych pytań bohatera w tej adaptacji typu: "Co zrobić ze swoim życiem nie wiedział, znasz tę chwilę jak na zgliszczach siedzisz, dłonią rzeczywistości zepsutych odłamków dotykasz, myślisz, czy da się skleić z powrotem w całość to wszystko." - pochodzi z "Pawia królowej". Zwielokrotniony Kamil to w pierwszej kolejności oczywiście zadanie dyplomowe, aktorskie. W każdej scenie może być inny Kamil, grany przez innego z czterech studentów, o innym temperamencie, emocjach, energii czy wrażliwości. To wszystko jest bardzo praktyczne, zrozumiałe i ważne. Ale równie ważne, jak zwielokrotnienie postaci ze wszystkimi tego konsekwencjami jest to, że możemy myśleć o pewnym portrecie pokolenia. Powiedzmy pokolenia trochę młodszego od Kamila Janika, ale podobnie jak on stawiającego sobie więcej pytań, niż znającego na nie odpowiedzi.

Włączenie innych utworów do scenariusza "Innych ludzi", wydaje się zabiegiem logicznym i sensownym. Paweł Miśkiewicz i jego studenci słusznie uważają, że utwory Doroty Masłowskiej w jakiś sposób się łączą. Że jest to swoista kronika pokolenia, które dojrzewa wraz autorką. Że bohaterowie jedynie zmieniają imiona i nazwiska - dzisiejszy Kamil mógł być wczorajszym Silnym z debiutanckiej powieści "Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną" sprzed osiemnastu lat. Dzisiejsza Iwona mogła być wczorajszą Kobietą z "Dwojga biednych Rumunów mówiących po polsku". A trochę autystyczna Justa może wydawać się spokrewniona z Małą Metalową Dziewczynką z "Między nami dobrze jest". W sztukach i w prozie Masłowskiej pojawia się wielu bohaterów, w których można by dopatrzeć się pokrewieństwa - tworzą dość rozległą wspólnotę, wokół której zawsze zostają jacyś inni. Wspólnotę, w której często czujemy się samotni ze sobą, ze swoimi nigdy niezrealizowanymi planami, ambicjami i marzeniami.

Podcięte skrzydła, wiecznie przekładane plany, bycie nie dość dobrym - młodzi adepci aktorstwa z Krakowa (podobnie jak adepci innych kierunków aktorstwa w całej Polsce) wydają się boleśnie świadomi niepewnej przyszłości, jaka czeka ich w wybranym przez siebie zawodzie. Być może dlatego artykułowane przez nich na scenie wyraziste "my" jeszcze mocniej wybrzmiewa jako głos pokolenia, którego są częścią. Jakby chcieli przekazać coś w rodzaju wołania: oto jesteśmy! Jesteśmy coś warci! Potrafimy coś! Być może brzmi to przesadnie dramatycznie, ale być może tak właśnie brzmieć powinno - jako wyraz buntu i niezgody na podcinanie skrzydeł zanim jeszcze zabrali się do lotu.

Dyplom krakowskich studentów dodaje temu utworowi jeszcze inne cechy, niż te, o których pisano i mówiono przy okazji ukazania się książki i poprzednich realizacji "Innych ludzi": Grzegorza Jarzyny w TR Warszawa i Macieja Stuhra w filii wrocławskiej AST. Od prapremierowej wersji z TR-u różni się diametralnie. Tamten był rozbudowaną medialną suitą. Ten jest kameralnym studium aktorskim, dopracowanym w najmniejszych szczegółach. Ładnie zagranym, miejscami też zaśpiewanym, z zabawną choreografią. Zgrabnie bawiącym się językiem Masłowskiej, jego strukturą i właściwościami, które nie tylko wyrażają pewną rzeczywistość, ale też ją kreują. Można słuchać rymów i rytmów "innych ludzi" i zastanawiać się czy jest w nich emocja, albo energia współbrzmiąca ze znanym doświadczeniem. Można się zastanawiać nad tym na ile dramaturgia "tworzywa", czyli języka autorki zmienia się, albo nie zmienia, jak układają się jej kolejne warstwy, jakie otwierają możliwości. Krakowscy studenci odnaleźli w charakterystycznym i przecież nie takim łatwym języku Masłowskiej partnera - jak chociażby w scenie "Śmierci Matki", toczącej się w rytm frazy: "Gdy patrzę na ciebie, patrzę w twoją twarz tak jasną,/ myślę, ile było chwil tych, gdy tuliłaś mnie, bym zasnął./ Dziś ty śpisz na mych rękach i na zawsze dla mnie twoja twarz jest piękna, choć złapana już w sieć zmarszczek". Czy w scenach "Wywiadówka", "Przyjaciółki" czy "Panorama Warszawy", którą finalizuje drapieżny, wspólnie zaśpiewany song: "Dla jednych poezja, dla innych proza życia. Dla jednych poezja, dla jeszcze innych dramat". Po tej ostatniej scenie Kamil rzucił się w rozwinięty zwój papieru, jakby chciał skoczyć w przepaść; skończyło się jedynie na podarciu papieru.

I chociaż świat bohaterów Masłowskiej nie zostawia zbyt wiele nadziei, to, jakby na przekór, krakowscy studenci pokazują, że są gotowi stanąć do walki o swoją przyszłość. Że są pracowici i cierpliwi w pracy nad przedstawieniem. Że doskonale zdają sobie sprawę z tego, że tylko systematyczne próby, ćwiczenia mogą na scenie potwierdzać ich talent. Wykorzystali starannie szczególne zadanie tego dyplomu jakim była praca zbiorowa. Nie tylko nad kluczowymi dla tej adaptacji postaciami takimi jak Kamil, Iwona czy Maciej - granymi odpowiednio przez cztery, trzy i dwie osoby, ale także nad kilkoma innymi, którzy czasem pojawiają się na chwilę i powinni być także zapamiętani. Te inne postacie, Matka, Sandra, Aneta, Justa, Leonek i inni, pojawiały się często najpierw w relacji zmieniającego się często narratora. W tym przedstawieniu zadanie przechodzenia aktorów z toku "zbiorowej" narracji do dialogu było kolejnym warsztatowym wyzwaniem. Z tą bardzo staranną pracą zbiorową, kontrastowały pięknie zagrane sceny kameralne, dialogowe. Z charakterem, ze skupieniem, a jednocześnie z autentycznymi emocjami i niekończącą się energią. Studenci występujący w tym dyplomie mają uzasadnione prawo być zadowoleni.

Czasem naprawdę się udaje. I nie tylko dzięki innym ludziom.