powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Kapitan Żbik i żółty saturator

"Kapitan Żbik i żółty saturator" na podstawie serii komiksów "Kapitan Żbik" w reż. Wojciecha Kościelniaka w Teatrze Syrena w Warszawie. Pisze Roman Soroczyński w portalu Warszawa.pl.

Najnowszy spektakl Teatru Syrena nawiązuje do komiksu z lat siedemdziesiątych. Na widowni był Roman Soroczyński.

Pokolenie, które przeżyło dzieciństwo lub młodość w latach siedemdziesiątych XX wieku, zapewne pamięta kapitana Żbika. Seria komiksów autorstwa Władysława Krupki ukazywała się w latach 1968-1982. Warto jednak pamiętać, że kapitan Milicji Obywatelskiej Jan Żbik pokazał się publicznie po raz pierwszy już w grudniu 1967 roku - w komiksie "Pięć błękitnych goździków", opublikowanym na łamach "Kuriera Szczecińskiego".

Do przygód dzielnego kapitana nawiązuje "Kapitan Żbik i żółty saturator" - najnowszy musical Teatru Syrena. Autor, a zarazem reżyser, Wojciech Kościelniak, przywołał w nim - w zachodnim stylu - wspomnienia tamtych lat, bawiąc się jednocześnie formą i treścią. Ruch sceniczny przypomina sytuacje z obrazków zamieszczanych w komiksach. Widać, że autorka choreografii, Ewelina Adamska-Porczyk, bacznie przyglądała się ilustracjom ówczesnych, znakomitych rysowników: Grzegorza Rosińskiego i Jerzego Wróblewskiego.

Ilustracją form graficznych i mody sprzed czterdziestu lat jest również scenografia Anny Chadaj. Któż z tego pokolenia nie pamięta szerokich nogawek spodni (słynne "szwedy") czy kołnierzyków koszul (najczęściej non iron), których kołnierzyki wyciągano na marynarki?

Nie będę zdradzać treści spektaklu.

Nadmienię jednak, że w tej parodii intryg kryminalno-szpiegowskich istotną rolę odgrywa... tytułowy saturator. Z rodzinnego doświadczenia wiem, że młodszym Czytelnikom trzeba wyjaśnić, iż saturator był to specjalny wózek, z którego oferowano wodę sodową, czasem nawet z sokiem. Właśnie ów sok - zmieszany z tajemniczą, halucynogenną miksturą, ukrytą przez hitlerowskiego pogrobowca, Manfreda Steifa - wywołuje w mieście wielkie zamieszanie. A może wywołać jeszcze większe, sięgające do ówczesnych władz kraju.

I tu zjawia się przystojny kapitan Żbik ze swoją koleżanką, porucznik Olą, którzy podejmują próbę przeciwdziałania zagrożeniu Nie muszę chyba dodawać, że pani porucznik pała gorącym, niespełnionym uczuciem do kapitana.

Wątków miłosnych jest więcej. Wszystko toczy się przy świetnej muzyce Mariusza Obijalskiego, który stworzył kompozycje nawiązujące do dyskotekowo-funkowej muzyki lat siedemdziesiątych. Oczywiście, teksty piosenek przypominają prywatki oraz nazwiska i nazwy ówczesnych gwiazd muzycznych.

Żeby jednak młody widz nie pomyślał, że wszystko w tamtych czasach było idealne, na scenie pojawia się harcerka Barbara, która podczas zbiórki makulatury znajduje książkę "Folwark zwierzęcy" George'a Orwella, po czym wygłasza monolog oparty na jej treści. Autor wyraźnie daje do zrozumienia, że rzeczywistość, w której władza dostarczała społeczeństwu taką rozrywkę, jak komiks z kapitanem Żbikiem, była jednak inna i należałoby się zastanowić, czy warto obdarzać ją wielkim sentymentem.

Tylko czy w dobie kultury obrazkowej dużo osób zastanowi się nad tym? Spektakl muzyczny powinien sprawiać widzom - niezależnie, czy należą do pokolenia 50+, czy są ich dziećmi - przyjemność. Moim zdaniem, "Kapitan Żbik i żółty saturator" w Teatrze Syrena wywiązuje się z tego zadania znakomicie.