powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Kapitan Żbik i żółty saturator

"Kapitan Żbik i żółty saturator" na podstawie serii komiksów "Kapitan Żbik" w reż. Wojciecha Kościelniaka w Teatrze Syrena w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

Największym atutem tego przedstawienia jest muzyka (Mariusz Obijalski). Zresztą - dość paradoksalnie, bo społeczeństwo oczekuje od musicalu szlagierów wpadających w ucho, a w Żbiku takie hiciory są może dwa, gdy tymczasem całość, może nienachalnie przebojowa, jest po prostu znakomita. Kompozytor wyszedł poza skalę dur-moll - zauważył kształcony muzycznie mój Social Media Manager. Atutem nr 2 są scenografia i kostiumy Anny Chadaj, która bajecznym rozmachem i barwami przypomina publiczności, że to bajka, bo mimo wszystko w szalonych latach 70-tych tak kolorowo w PRL nie było. Trzeci atut - to znakomita, dopracowana choreografia Eweliny Adamskiej-Porczyk, sceny zbiorowe - i brawurowe i - jak to w tym tandemie bywa - zostały dopracowane co do milimetra i setnej sekundy. Czapka z głowy.

A uwagę mam do Żbika właściwie jedną - jest nią Żbik (w moim przebiegu grał Maciej Maciejewski, dublura z Łukaszem Szczepanikiem). Po to, żeby publiczność, może szczególnie młodsza, nie pomyślała, że gloryfikujemy działania MO czy też PRL w ogóle, dlatego że to komiks, a w ogóle - przecież teatr - całość tej historii powinna być wzięta w duży cudzysłów, i oczywiście wzięta została. Z wyjątkiem jednak głównego bohatera, który jest sieriozny, pozbawiony dystansu wobec siebie i świata, nieco przypominał mi porucznika Zubka z 07, podczas gdy pozostałe postacie z lekkością i wdziękiem bawią się swoimi rolami i w ogóle swoją obecnością na scenie, zwracam uwagę na świetnego Tomasza Więcka w roli Steifa, czy - Karolinę Gwóźdź w roli Kasi.

Ergo, bardzo fajne, ale mogłoby być jeszcze fajniejsze.