powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Budowanie

"Gniewko i Lubinka w krainie liter" w reż. Karoliny Miłkowskiej-Prorok i Kamili Pietrzak-Polakiewicz w Teatrze im. Osterwy w Gorzowie Wlkp. Pisze Andrzej Lis, członek Komisji Artystycznej 26. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Od starannej ceremonii wszystko się zaczęło. Jeszcze przed przedstawieniem. Najmniejsze naj naje odświętnie wystrojone, z należytą uwagą i starannością, ale też ze sporą niepewności umościły się na poduszkach leżących na podłodze. Starsze maluchy, dużo bardziej bywałe tu i tam, dość pewnie zajęły miejsca na pufach i kontynuowały przerwany dialog. Za tą widownią - najwłaściwszą dla przedstawienia - zasiedli rodzice, opiekunowie, albo dużo starsze rodzeństwo. Starszyzna zajęła miejsca na krzesłach pod ścianą. Gdyby jednak odsunąć, zlikwidować ścianę za siedzącą widownią, co często się latem zdarza, wówczas okazałoby się, że wszyscy zajęli miejsca na scenie. W miejscu, które zimą nazywa się Salą Kameralną, a latem Teatrem Letnim, gdzie potrafi zgromadzić się znacznie większa widownia, siedząca często pod płóciennym dachem.

Gdy już cała publiczność zajęła miejsca, a najbardziej aktywne maluchy trochę się uspokoiły, wówczas okazało się, że w tej przestrzeni jest także miejsce na scenę. A na niej stały liczne sześciany, czyli duże klocki, na których namalowano rozmaite obrazki. Były więc wśród nich wymyślne linie, kółka, kwiatki, zwierzątka, najrozmaitsze rzeczy, które nie od razu dawało się rozpoznać. I najważniejsze: literki i przedmioty na te literki się zaczynające. Na sześcianie z S był smok, a na N nożyczki! Wszystkie klocki z literkami i obrazkami ułożone były w słupki i piramidki. Na tle białej, czystej przestrzeni.

Z takiej scenograficznej mozaiki jeszcze nic nie wynikało. Kiedy jednak na scenie pojawili się bohaterowie przedstawienia, para przyjaciół: Gniewko i Lubinka (Kamila Pietrzak-Polakiewicz i Karolina Miłkowska-Prorok) to wszystko co dotąd było porozrzucane i niezrozumiałe, zaczęło się najpierw sensownie wyjaśniać, a potem także tworzyć coraz to bardziej złożone układanki. Z kresek, brzuszków, pętelek, z literek, które oznaczały czasem emocje, a czasem po prostu początek jakiegoś słowa. Wprawdzie na początku Lubinkę trapiła wątpliwość, że : "Niby to takie proste, ale zupełnie nie wiem, jak te wszystkie kreski, brzuszki, pętelki i zygzaki mogą coś oznaczać. Gdzie ty to widzisz, Gniewko? Ja patrzę, patrzę i nic." "Nie martw się, Lubinko - odpowiedział Gniewko. Masz rację, litery wyglądają jak kreski i kółka. Dopiero połączone - tworzą razem słowa." Para przyjaciół ładnie się różniła. Lubinka - dziewczynka, lubiła bardziej przygody, niespodzianki, przyjemności; Gniewko - też dziewczynka z męskim imieniem; miał/a więcej pomysłów i determinacji, aby dojść do krainy zrozumienia. Czyli do rozpoznania znaczenia poszczególnych literek w wielkim dziele budowania słów. I zdań. A może jeszcze czegoś więcej?

Bo jak śpiewają bohaterki: "Literki są jak klocki, można z nich budować. Dokładać i przestawiać, dodawać i odejmować. Gdy je łączymy, budujemy mosty i drogi, Po których chodziłyby słowa, gdyby miały nogi." Największą nagrodą jest możliwość przeczytania czegoś, czyli odkrycia jakieś tajemnicy. Bo w słowach i zdaniach jest jeszcze wciąż wiele tajemnic wartych odkrycia!

Zanim dzisiejsi bohaterowie w towarzystwie życzliwej widowni wybrali się do Abecadlikowa, czyli do krainy liter; trzy lata wcześniej w 2017 roku na tej samej Scenie Kameralnej także jako para przyjaciół Gniewko i Lubinka próbowali opowiedzieć o tym co to jest radość, smutek, szczęście. Może tamto zadanie było nawet trudniejsze, bo kto zna drogę do szczęścia? Ale najwyraźniej było to przedstawienie było na tyle ciekawe i pamiętane, że autorka i aktorki zdecydowały się na kontynuację.

Iwona Kusiak znana dobrze gorzowskiej publiczności jako autorka licznych sztuk, między innymi "Żegnaj książę" czy "Zapach żużla" - opowieści poświęconej pamięci Edwarda Jancarza, wybitnego żużlowca gorzowskiej Stali - doszła najwyraźniej do wniosku, że warto kontynuować przygody Gniewka i Lubinki. Mało jest rzeczy przyjemniejszych, niż wspólne poznawanie, przez wędrowanie.

Obie aktorki także wyreżyserowały przedstawienie. Ładnie zróżnicowały charaktery postaci. Jedna - Gniewko - powściągliwa, trochę refleksyjna, opanowana, bardziej skupiona, konkretna w działaniach; druga - Lubinka - bardziej rozmarzona, trochę rozkojarzona, fantazjująca, bardziej flegmatyczna, a może na swój sposób chcąca przeżywać istniejąca chwilę, niż wyobrażać sobie nieznaną i niepewną przyszłość. Obie pełne dobrej energii i zaraźliwego entuzjazmu. Te dwie cechy okazały się szczególnie cenne w tym przedstawieniu. Najmłodsza widownia czuje bowiem lepiej niż ktokolwiek dobrą energię i entuzjazm przekazywane ze sceny. Male dzieci najwyraźniej były tym napełniane z minuty na minutę.

Kiedy przedstawienie się skończyło wielu najmłodszych widzów postanowiło, że sami pobawią się klockami. Że sami spróbują ułożyć jakieś słowa z literek porozrzucanych na scenie. Może komuś jakiś się udało złożyć jakąś ALĘ, albo ASA z nieco innej opowieści. A rodzice i opiekunowie rozglądali się wtedy bacznie dookoła, bo idea budowania w gorzowskim teatrze jest im zapewne dobrze znana. Od osiemnastu lat, od czasu kiedy dyrektorem tego teatru jest Jan Tomaszewicz bez przerwy się tu coś buduje, rozbudowuje, dobudowuje, odnawia. Choćby właśnie ta Scena Kameralna, odrestaurowana i rozbudowana starannie i pięknie na początku lat dwutysięcznych. Gdyby opuszczający teatr goście zatrzymali się w odnowionej Dużej Scenie im. Ireny i Tadeusza Byrskich, to zauważyliby zapewne, że podczas wielkiego niedawnego remontu odkryto ciekawe, zabawne, wartościowe malowidła nad bocznymi lożami, pochodzące prawdopodobnie z końca XIX wieku. Z początków tego gmachu teatralnego. Pieczołowicie odnowiono także plafon teatru z figuratywnymi scenami przepełnionymi alegoriami. Odkryciom konserwatorzy przywrócili pierwotny blask podczas prac renowacyjnych. Odnowiono też park maszynowy, oświetlenie. Gruntownie wyremontowano garderoby, pracownie, sale prób. Wewnątrz teatralnych terenów ma powstać unikalny ogród. To przed nami. Można to nazwać zagospodarowaniem terenu, ale jestem pewny, że to będzie coś więcej, co warto będzie obejrzeć. Łatwo sobie można wyobrazić, że u początku tych wieloletnich, pozytywistycznych prac budowlanych i remontowych w teatrze i wokół niego były literki, słowa zdania i zapewne bardzo, bardzo dużo cyfr. I wielka wola i determinacja, aby ulepszać, zmieniać, przebudowywać.

A za nami życzliwe wszystkim przedstawienie z którego tak wyraziście i ciepło promieniowała idea budowania.