Boimy się siebie nawzajem

Teatr Miejski w Gliwicach przygotowuje kolejną premierę - "Wpuść mnie. Dokądkolwiek pójdziemy, będzie szedł za nami". Pierwszy pokaz jutro. O spektaklu rozmawiamy z jego reżyserką i autorką scenariusza Agatą Biziuk.

«Marta Odziomek: Z plakatu promującego spektakl spogląda na nas dość dziwna postać. Kto to taki?

Agata Biziuk: Dobre pytanie, właśnie w spektaklu szukamy na nie odpowiedzi! Bazową z przewijających się przez niego postaci jest wampir, w kulturze słowiańskiej zwany upiorem. Jednak czym lub kim jest wampir? Zastanawia nas, skąd się wziął, skąd w społeczeństwie potrzeba kreacji potworów i gdzie zaczyna się ich historia. Ogólnie mówiąc, postać ta jest wielką tajemnicą, dreszczem wykreowanym przez człowieka. W spektaklu pozwoli nam nazwać nasze lęki, a personifikować go będzie Mateusz Trzmiel, aktor gościnny, znany już widzom Teatru Miejskiego, ponieważ grał na jego deskach wraz z zespołem Papahema.

Spektakl powstaje na bazie pani autorskiego tekstu. Czym się pani inspirowała, pisząc go?

- Miejscem akcji są Gliwice - miasto, w którym zaledwie kilka lat temu odnalezione zostały tzw. atypowe groby, czyli groby ludzi pochowanych w niekonwencjonalny sposób. W Polsce i na świecie wydarzenie to odbiło się dość szerokim echem. Sama interesowałam się tą sprawą. Media "reklamowały" te pochówki jako "cmentarzysko gliwickich wampirów". Był on odnaleziony przy okazji budowy kolejnego odcinka DTŚ. Nie był znaczony na żadnych mapach, ponieważ jak się okazało, byli na nim pochowani ludzie społecznie odrzuceni - samobójcy, skazańcy, kobiety po poronieniach, chorzy, generalnie osoby uznane za "nienormatywne". Pochówki atypowe często miały za zadanie chronić społeczeństwo przed powrotem zmarłego na ziemię, stąd odcięte głowy, klatki piersiowe przygniecione kamieniami czy spętane dłonie.

Temat ten służy nam do zastanowienia się nad tym, czy my sami nie używamy terminu "wampir" po to, by nazwać inność, spersonifikować lęki, niewygodę zdemonizować, odtrącić i tym samym ułatwić sobie życie, pozbywając się jej.

Poruszymy też różne historie z okolic Gliwic. Wspomniana zostaje figura Wampira z Zagłębia - mordercy kobiet w czasach PRL-u, którego proces śledziła cała Polska, oraz wątek budowania DTŚ. Kto interesuje się lokalnymi historiami, znajdzie u nas wiele tropów. Niemniej będzie to spektakl o wydźwięku uniwersalnym.

Kim są jego bohaterowie?

- Przedstawiamy historię pięciu osób, które - w obawie przed powrotem nieumarłych - chowają się w schronie. Tym samym izolują się od świata. Dlaczego każda z tych osób znalazła się w tym miejscu - to powoli odsłaniamy w trakcie spektaklu.

Schron jest tu pewnego rodzaju metaforą zamknięcia się na świat, potrzebą ukrycia się przed innością. Żyjemy w XXI wieku - wieku technokracji, w którym coraz częściej trudno spotkać się z człowiekiem twarzą w twarz. Każdy poniekąd żyje w ukryciu, często kreując rzeczywistość w sieci. Czas wspólny najczęściej spędzany jest przed ekranem komputera, smartfona, telewizora. Zaczęliśmy bać się siebie nawzajem, społeczeństwa. Dlaczego?

Z drugiej strony chowanie się to nasz odruch naturalny, zwłaszcza kiedy wokół nas jest tak dużo bodźców. Żyjemy w czasach, które dostarczają nam ich bez przerwy, powodując emocjonalny rollercoaster. Wzbudzają w nas niechęć, złość, nienawiść, powodują ostracyzm społeczny, są przyczyną trollingu. Sytuacje ze sceny społeczno-politycznej nacechowane są skrajnymi emocjami. Takie stany wywołują właśnie nowe media. Internet sprawił, że nasza empatia została upośledzona. Dobrze jest więc czasem od tego uciec.

Czy wampir ze spektaklu będzie jakoś odnosił się do wizerunków, które znamy np. z filmów?

- Oczywiście! Ignorancją byłoby, gdybyśmy z nich nie skorzystali. Wampir jest chyba najbardziej uniwersalnym z potworów. W spektaklu zostaje podjęty wątek wampira i jego przemian w historii wizerunku. Zaczniemy od upiora, a przejdziemy też przez amanta o błyszczącej cerze. Swoją drogą ciekawe, że to, co było kiedyś odrzucane i wstrętne, z czasem zamieniło się w symbol niemal erotyczny.

Posiłkować się będziemy twórczością Aleksandra Dumasa, wizerunkowymi cytatami filmowymi - "Wywiadem z wampirem" Jordana, "Draculą" Stockera, "Anną i wampirem" Kidawy. Droga, jaką przeszedł wizerunek wampira, jest intrygująca. Może dlatego, że także lęk zmienia się wraz ze społeczeństwem.

Kreacja wampira, który zmienia się w takiego, jakim chce go widzieć człowiek w zależności od tego, jak on sam go sobie wyobraża, jest dla aktora dodatkową trudnością, ale i atutem. Mateusz Trzmiel, który go gra, płynnie przechodzi ze świata w świat.

Jak ta historia będzie wyglądała na scenie?

- Autorem scenografii jest Paweł Brajczewski, wideo realizuje Marcin Fisher, kostiumy projektuje Marika Wojciechowska. Mamy mocny zespół realizatorów, jeśli chodzi o plastyczną stronę spektaklu.

Scenografia będzie modułowa, zmienia się wraz ze zmianami nastrojów bohaterów. Budujemy światy z kostek, które ciągle będą w ruchu. Na nich oraz na twarzach aktorów i na ścianach wyświetlane będą obrazy wideo, będące często metaforą wewnętrznych stanów bohaterów. Każdy z nich odgrywać będzie zresztą po kilka postaci. Zespół aktorski Gliwickiego teatru jest naprawdę silną i bardzo otwartą grupą twórczych osób, poprzez swoją wrażliwość tworzą bardzo wzruszający i często zabawny, lekko ironiczny świat.

Jak gatunkowo można by określić spektakl?

- Myślę, że to będzie komediodramat, przesycony współczesnym, ironicznym językiem. Ludzie - mam taką nadzieję - będą ulegać śmiechowi i jednocześnie wzruszeniu. Proponujemy im intensywną formalnie rozrywkę, gdzie zmienia się język opowieści, jest wiele bodźców, a estetyka całości jest mocno współczesna, dynamiczna i zanurzona w onirycznej aurze.

W 2013 roku zrealizowała pani w Poznaniu spektakl "Dr@cula. Vagina dentata". Czy ten gliwicki będzie z niego czerpał?

- Absolutnie nie! Tamten spektakl podejmował tematykę "waginy z zębami" - dziewicy, na którą poluje wampir, utożsamiany z niebezpieczeństwami czyhającymi na niewinność, które z czasem zamieniają ją w wampira. Przez te lata dojrzewał we mnie inny wampir... ten atypowy.

Pracowała pani sporo w teatrze lalek. Korzysta pani z jego konwencji?

- Bardzo dawno nie pracowałam przy klasycznym spektaklu w konwencji lalkowej. Ale korzystam z jego elementów. Możliwość ożywiania formy na scenie daje dodatkowe atuty. W przypadku "Wpuść mnie" nie będziemy korzystać z lalek ani animantów, ale przestrzeń oraz aktor użyty w przestrzeni są dla mnie także czasem rodzajem ożywionej formy. Zatrzymany w ruchu, emocji czy geście.

Ci, którzy są wrażliwi na piękno świata, będą na pewno zadowoleni z tego spektaklu. Będzie interesujący ruch sceniczny przygotowany przez Annę Sawicką-Hodun, będą też pieśni śpiewane na żywo przez Czarka Jabłońskiego przy dźwiękach liry korbowej.

Premiera spektaklu "Wpuść mnie" w Teatrze Miejskim w Gliwicach w sobotę o godz. 19. Kolejne pokazy 1, 6, 7 i 8 marca.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego