powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Dyplom idealny

"Przybysz" wg scenariusza i w reż. Wojciecha Kościelniaka, spektakl dyplomowy studentów kierunku Aktorstwo Teatru Muzycznego, w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie. Pisze Łukasz Maciejewski w tygodniku Wprost.

Spektakle dyplomowe są zapowiedzią przyszłych talentów aktorskich, coraz częściej też - to właśnie przypadek "Przybysza" w Akademii Teatralnej - udają się o wiele bardziej od regularnych przedstawień w renomowanych teatrach. Wojciech Kościelniak, reżyser "Przybysza", stał się nieomal monopolistą spektakli muzycznych w Polsce. Niektórych to drażni, ale jeżeli efekty są tak dobre jak w "Przybyszu", trudno narzekać. Znakomite rezultaty reżyser osiąga, pracując ze studentami, tym razem roku dyplomowego o specjalności aktorstwo i wokalistyka. Sięgnął po powieść graficzną "Przybysz" Shauna Tana. Wątła fabułka jest pretekstem. Tytułowy przybysz wyrusza z Europy do Ameryki.

Początek XX w., ale problemy znajome. Nieprzystosowanie, kłopoty z aklimatyzacją, status kogoś w rodzaju uchodźcy. Bardzo ciekawa jest jednak stylistyka tej opowieści. Zamiast realizmu - fantasmagoria, zamiast interwencji - śmieszna i smutna ballada. Atrakcyjna, słodko-gorzka tonacja. Świetna realizacja. I niczym w dyplomie idealnym Kościelniakowi udało się pokazać osobowościowe i aktorskie cechy siedmiorga studentów. Patrycja Grzywińska - mnóstwo wdzięku, ciekawa uroda, i - oby - kariera w filmie; Natalia Kujawa - głos jak dzwon, osobowość, temperament; Małgorzata Majerska - już ze sporym doświadczeniem telewizyjnym i filmowym; Dominik Bobryk - wyglądający poważnie, ciekawy, świetny wokalnie; Filip Karaś - bardzo potrzebne (i deficytowe) warunki w kinie i teatrze, sympatia od pierwszego spojrzenia; Michał Juraszek - tytułowy "Przybysz", lider nienachalny, ale godny zapamiętania; wreszcie Jakub Szyperski - uroda, wdzięk, młodość, błysk w oku.

Śpiewają o tęsknocie, marzeniach, nowym świecie, który musi okazać się lepszy. Będzie jednak trudniejszy, bardziej skomplikowany, konkurencyjny. Studenci jeżeli nawet jeszcze o tym nie wiedzą, już podejrzewają. Śpiewają w końcu również o sobie. Za chwilę oni także wyfruną ze szkoły poszukać kolejnego adresu. A potem jeszcze następnego i następnego. I tak mija życie...