Hotelowa schadzka wiceministra, czyli... Seksafera w ekipie premiera

"Hotel Westminster" w reż. Witolda Mazurkiewicza w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Pisze zn w Kronice Beskidzkiej.

«W bielskim Teatrze Polskim - kolejna farsa. Tym razem można się pośmiać z głupawych polityków. Angielskich.

Wydawać się mogło, że wystawiona z powodzeniem pod koniec grudnia farsa "Pensjonat Pana Bielańskiego" połączona z koncertem włoskich przebojów wszech czasów "Viva Italia!" to atrakcja wystarczająca na cały na karnawał. Ale" dyrektor TP Witold Mazurkiewicz na tym nie poprzestał. Poszedł za ciosem i oto zwolennicy widowisk lekkich, łatwych i przyjemnych mają kolejną okazję do niezłej zabawy. Jest nią farsa "Hotel Westminster" angielskiego mistrza tego gatunku Raya Cooneya, którego sztuki od lat święcą triumfy na całym świecie, w tym na bielskiej scenie. Ta co prawda należy do słabszych, trochę niedopracowanych - Cooney napisał ją na początku lat 80. ubiegłego wieku, przed swoim największym hitem "Mayday", a po latach poprawił, czego efektem jest farsa "Okno na parlament" (grana na bielskiej scenie ćwierć wieku temu) - ale zwolennikom komedii to najwyraźniej nie przeszkadza. Bilety na bielską wersję "Hotelu Westminster" wykupiono do końca marca, i to w ciemno, jeszcze przed premierą! Magnesem sztuk Cooneya są bowiem kpiny z podwójnej moralności (a to temat ponadczasowy) i naszpikowana żartami słownymi akcja budowana z zabawnych, coraz bardziej zaskakujących, wręcz absurdalnych sytuacji.

W londyńskim hotelu o nazwie Westminster rozpętuje się piekło, gdy przebywający tam (z żoną) na czas obrad parlamentu głupawy wiceminister spraw wewnętrznych (w tej roli Piotr Gajos) zamiast o zwalczaniu pornografii (co jest tematem obrad) myśli o schadzce z ponętną sekretarką premiera. Prosty z pozoru plan oczywiście komplikuje się i rusza lawina nieporozumień. Na scenie brylują piękne panie, na czele z Wiktorią Węgrzyn-Lichosyt w roli żony wiceministra i Orianą Soiką, jego niedoszłą kochanką oraz Michał Czadema - pechowy sekretarz wiceministra. W epizodach wyraziście wypadli Flaunnette Mafa, jako ognista hiszpańska recepcjonistka i Kazimierz Czapla w roli niezdarnego chińskiego kelnera. A pojawiający się w finale Jerzy Dziedzic zapamięta tę rólkę z powodu całej serii upadków, jakie musiał wykonać, co mu się chyba do tej pory w bogatej karierze aktorskiej nie przydarzyło.

Przed premierą pytano Witolda Mazurkiewicza, reżysera tego widowiska, czy nie lepiej byłoby przerobić tę sztukę wprowadzając polskie realia. Odrzucił ten pomysł, tłumacząc, że robienie z hotelu Westminster hotelu sejmowego byłoby zbyt dosadne czy wręcz prostackie. Uznał, że lepiej pozostawić widzom pole do wyobraźni...»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego