powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Pół na pół

"Boska komedia" Krzysztofa Garbaczewskiego jest intrygująca w zamyśle, ale wprawia w zakłopotanie realizacją - o spektaklu w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Katarzyna Bekielewska z Nowej Siły Krytycznej.

Gdy wkraczamy na widownię Teatru Powszechnego w Warszawie, przez scenę przemykają dziwne stwory, jakby zupełnie nie z tego świata, wyposażone w nowoczesny sprzęt pozwalający znaleźć się w niefizycznym świecie. Postaci z okularami VR to duchy, towarzyszą nam podczas spektaklu Krzysztofa Garbaczewskiego, jak towarzyszyły na kartach "Boskiej komedii" wędrówce Dantego i Wergiliusza. Ich ruchy są niedbałe, jeśli przemieszczają się (nieznacznie), to powoli, niepewnie. Niczym echo powtarzają słowa gości melancholijnym, nieco jękliwym szeptem, co po pewnym czasie staje się irytujące.

Istoty te odbywają również swoją wędrówkę. Znajdując się w Piekle, nie dostaną nic poza wieczną karą i niekończącą się tułaczką, natomiast jeśli miejscem ich pobytu jest Czyściec, podążają drogą cierpień, aby na jej końcu odnaleźć odkupienie. Ich podróż obserwujemy równolegle na podłużnym ekranie, zawieszonym u góry sceny. Monitor ukazuje je jako jednakowe ciemne figury pozbawione ubioru, bądź jako dziwaczne stwory z wieloma kończynami, bez określonej płci. Zostały tak pomyślane, by kontrastowały z kostiumami pozostałych bohaterów, Sławomir Blaszewski utrzymał je w dominującym, beżowym kolorze, co bardzo dobrze wkomponowue się w scenografię Aleksandry Wasilkowskiej. Kostiumy VR-owców nasuwają skojarzenia z kosmosem a nie pielgrzymką średniowiecznego filozofa.

Dekoracja przywodzi na myśl przestrzeń pozaziemską, ale nie w sferze sacrum. Być może jest to pozostałość po pierwotnym, porzuconym, zamyśle reżysera, by wykorzystać w spektaklu powieści "Neuromancer" Wiliama Gibsona i "Homodeus" Yuvala Noaha Harariego. Szkoda że częściej nie są wykorzystywane stroboskopy, idealnie uzupełniłyby sferyczny klimat. Gra świateł - fioletu z domieszką różu, niebieskiego, chłodnej zieleni i żółci - wprowadza atmosferę medytacyjną, idealnie łączącą się ze scenografią, której centralnym elementem jest konstrukcja zbudowana na kształt góry z prostopadłościanów i sześcianów. To część instalacji "Aporia. Miasto jest miastem" Aleksandry Wasilkowskiej i Krzysztofa Garbaczewskiego przygotowanej na Praskie Quadriennale w 2019 roku (aporia z greki "bezdroże").

Dante i Wergiliusz wspinają się po konstrukcji, której płaska, tylna ściana pokryta jest białą tkaniną, naznaczoną strugami czerwonej farby - krwi. Po kolejnym obrocie widzimy coś na kształt rusztowania, między szczeblami którego umieszczono monitor transmitujący obraz z ukrytej kamery. Działa efekt podglądania, publiczność podąża za rozgrywającymi się na scenie działaniami aktorów. Te prawie niezauważalne chwyty angażują widza w sytuację sceniczną. Niestety, efekt jest krótkotrwały. Konstrukcję wieńczy dużych rozmiarów dłoń, po jej przeciwnej stronie znajduje się w dół skierowany palec. Nasuwa to skojarzenie z obecnością instancji wyższej - może Boga, może Beatrycze - która opiekuje się Dantem i Wergiliuszem, wskazuje kierunek podczas trudnej wyprawy.

Sami sobie również stanowią wsparcie, przy czym ten drugi bardziej przypomina instruktora niż współpodróżnika. Radzi, by stawiać kroki ostrożnie, pokazuje na horyzoncie obiekty, które filozof musi dostrzec, by lepiej przejść duchową przemianę. Ich zażyłość zaprezentowano przez dwuznaczne objęcie, połączenie w pocałunku. Ta scena również próbuje wyciągnąć widza ze strefy komfortu, by za moment znów wtrącić go w senną atmosferę. Jedyne, co zostaje w głowie, to lekkie zdziwienie i pytanie, co chciał osiągnąć reżyser uciekając się do takiej interpretacji.

Dante i Wergiliusz nikną w masie otaczających postaci, ale paradoksalnie uwypukla wspólnotę - mocną strona tej teatralnej medytacji. Nie ma jednostki, która przyćmiewa innych. Nawet mocno niepokojący prolog wygłoszony przez Sandrę Korzeniak nie przesądza o randze jej bohaterki. W specyficznym sposobie mówienia aktorki, rozedrganym ruchu, ukrywa się pozorny spokój, zupełnie tak, jakby postać nie mogła sobie znaleźć miejsca. Siada, wstaje, znów siada, przemieszcza się po skrawku sceny. Później przekonamy się, że w "Boskiej Komedii" każda z postaci błąka się sama w sobie, jest rozbita na kawałki. Dlatego orientowanie się, czy jeszcze jesteśmy w Piekle, czy może zdążyliśmy razem z Dantem i Wergiliuszem przejść przez Czyściec, jest dość trudne. Bohaterowie nie dają nam jasnych wskazówek i bez dobrej znajomości poematu trudno będzie rozpoznać kontekst działań scenicznych i powiązać je w całość. Klasycznie rozumianej akcji brak, jednak czeka się na jakiś przełom...

Na stronie internetowej teatru czytamy, że jest to "Medytacja teatralna inspirowana średniowiecznym poematem włoskiego pisarza i filozofa Dantego Alighieri. Boska komedia jest niewyczerpanym źródłem opowieści, przesłania i nauki. Jej bohaterowie, należący do minionych epok, przemawiają do współczesnych pragnieniem wiedzy, lękami, ale przede wszystkim pożądaniem wyniesienia się ku boskiemu pięknu". W spektaklu Krzysztofa Garbaczewskiego nie dostrzegłam pragnienia bohaterów, by zbliżyć się do Boga, nie weszłam w dialog z postaciami, medytacja przerodziła się w zasypianie. Zabrakło "życia", przedstawienie dłużyło się w nieskończoność. Jednym z niewielu urozmaiceń w ciągu stu trzydziestu pięciu minut jego trwania był raper Bartuś 194. Pojawiał się kilkakrotnie, zmieniając tempo spektaklu, wykrzykując odczytywane z kratki słowa pełne pretensji i żalu. Towarzyszyła mu mocna"piekielna" muzyka, pełna uderzeń, widz z niemałą dezorientacją na moment budził się z letargu. Tak mocnego efektu w tej hibernacji nic nie zwiastuje.

"Boska komedia" Krzysztofa Garbaczewskiego jest intrygująca w zamyśle, ale wprawia w zakłopotanie realizacją. Wiele elementów, jak chociażby scenografia, czy muzyka Jana Duszyńskiego. jest mistrzowsko pomyślanych i zrealizowanych, jednak brak im spójności. Coś nie gra tak, jak powinno i trudno jest stwierdzić, co to właściwie jest.

***

Katarzyna Bekielewska - studentka V roku polonistyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, studiuje specjalizację teatrologiczną.