powiększwersja do drukupoleć znajomemu

W żywiole demaskowania kobiecej duszy

"Niestety, to nie Ty" wg scenariusza i w reż. Ewy Konstancji Bułhak w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

Dla tych wszystkich, którzy tęsknią za dobrą piosenką aktorską Ewa Konstancja Bułhak, wszechstronnie utalentowana aktorka na co dzień związana z Teatrem Narodowym, przygotowała na Novej Scenie warszawskiej Romy muzyczny monodram, którego tytuł bezpośrednio nawiązuje do popularnej piosenki Jana Pietrzaka i Włodzimierza Korcza z 1975 roku "Niestety, to nie ty", wykonywanej przez Danutę Rinn. Znana z ognistego temperamentu i lubiana również dzięki telewizyjnym rolom artystka postanowiła tym razem opowiedzieć piosenkami i krótkimi tekstami Noemi Słamy historię współczesnej kobiety, stworzyć jej portret pełen humoru, liryzmu, ale i drapieżności, refleksją nie omijający tematów dotyczących przemijania i uciekającego życia. Z bardzo zróżnicowanych utworów, ale starannie dobranych, bo układających się w jedną spójną całość, między innymi Wasowskiego, Małeckiego, Korcza, Wallera, Sondheima, Sławińskiego, udało się Bułhak pokazać na scenie różne odcienie kobiecości, na które spogląda się z niekłamaną przyjemnością i satysfakcją, z racji rewelacyjnych interpretacji wokalno-aktorskich. Jest to o tyle godne podziwu, albowiem wiele w tym monodramie utworów do wykonania wcale niełatwych, skomplikowanych melodycznie i rytmicznie, do tego wymagających niesamowitej sprawności dykcyjnej.

Koncepcja i scenariusz tego muzycznego widowiska napisany przez samą wykonawczynię, obejmują całą paletę kobiecych konterfektów, od tych opiewających jej niezwykłość i tajemniczy urok, do tych konstruowanych poprzez zmienność charakterów, odmiennych sposobów bycia i podejścia do mężczyzn, przyszłych mężów czy kolejnych kochanków. Znajdziemy tu opowieści o kobietach zakochanych i niekochanych, porzuconych, infantylnych i różnie przez los doświadczonych. Z całym tym kalejdoskopem namiętności, uczuć i nastrojów Bułhak radzi sobie doskonale, dzięki ogromnemu skupieniu i koncentracji na sensach poszczególnych utworów ani na moment nie traci wdzięku, kobiecego ciepła, poczucia humoru, a także koniecznej w tego typu spotkaniach z publicznością scenicznej swobody. Każda piosenka w tym programie, za sprawą absolutnego panowania nad jej materiałem muzyczno-tekstowym, ma swój wyraźnie znaczony ruchem, głosem, emocją, ekspresją i gestem koloryt, budowany na półtonach, niuansach odwołujących się do kobiecej natury, a także na dystansie, dowcipie, niekiedy goryczy i sporej dawce drapieżności. Bułhak z niezwykłą biegłością, szczerością i intencjonalną starannością balansuje na wszystkich tych nutach, a posiadanie wyjątkowych umiejętności warsztatowych, również jeśli chodzi o fantastyczną muzykalność, pomaga jej także w podtrzymywaniu ciągłego i bezpośredniego kontaktu z publicznością. Widzowie słuchają jej opowieści jak zahipnotyzowani, choć niejednokrotnie reagują orzeźwiającym śmiechem. W ten sposób rodzi się między aktorką a widownią niczym nie skrępowana więź, która w tego typu kameralnych widowiskach jest szalenie istotna - to ona powoduje, że nie wstydzimy się nie tylko bawić, ale i wzruszać.