powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Kalinowy czar

"Wyspa Kalina" w reż. Agaty Puszcz w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Pisze Sabina Zygmanowska, członkini Komisji Artystycznej 26. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Nie rzucaj słów na wiatr, sprawiaj wrażenie zajętej, nie rób z siebie ofiary, trzymaj ludzi na dystans, mów możliwie mało, nie proś o pomoc kogoś, kto jest w lepszej sytuacji materialnej, angażuj się tylko w sprawy, które przyniosą ci korzyść, nie staraj się być fajna, nigdy przed nikim nie pokazuj, że jesteś wyprowadzona z równowagi, bądź egoistką - oto dekalog (w zmienionej kolejności) Kaliny Jędrusik. Czy żyła w według tych przykazań? Oczywiście nie. Wymyślił je dla niej Stanisław Dygat, autor "Jeziora Bodeńskiego", "Pożegnań", "Disneylandu", mąż starszy od niej o szesnaście lat. Odbiła go jego pierwszej żonie, Władysławie "Dziuni" Nawrockiej.

Skandalistka, śpiewająca aktorka, polska Marylin Monroe, seksbomba PRLu ożywa na deskach Teatru Polskiego w Bielsku-Białej za sprawą Zuzanny Bojdy (tekst) i Agaty Puszcz (reżyseria) w spektaklu "Wyspa Kalina". Każda rola była dla niej niewystarczająca, a te wyniesione z rodzinnego Gnaszyna: bądź posłuszną córką i uległą żoną - odrzucała. Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt mierzy się z różnymi odsłonami Kaliny Jędrusik, wcielając się w rolę legendy niezwykle przekonująco. Zmysłowe spojrzenie spod półprzymkniętych powiek, fryzura z charakterystyczną grzywką, imponujący dekolt, zachrypnięty wokal, kiedy wykonuje pierwszy z utworów "Do Ciebie szłam", żeby przerwać go stekiem wulgaryzmów w stronę oświetleniowca: miało być jak na wyspie tropikalnej, a jest "ch**owo oświetlone". "W tym świetle trzeba wszystko wciągać - brzuch, pośladki, powietrze, siebie. Przecież w tej pozycji nie można ani śpiewać, ani się opalać, ani w ogóle żyć". I na pocieszenie wyciąga kalinóweczkę, kokietując widownię. Cała ona!

Akcja spektaklu faktycznie toczy się na tytułowej wyspie. Kurtyny w odcieniu pudrowego różu otaczają przestrzeń, na środku której znajduje się mała lustrzana scena obrotowa przykryta rozmaitymi pufami i poduchami. Nad sceną góruje neon "Kalina", który co chwilę rozpala się, żeby za moment zgasnąć. Po lewej stronie sceny pianino, przy którym aktorce akompaniuje Piotr Matusik. W dalszej części spektaklu kurtyna odsłania ścianę sztucznych kwiatów podświetlaną ledami, która podkreśla tylko sferę fantazji, okruchów wspomnień, którymi żyje nasza bohaterka. Za scenografię odpowiada Szymon Szewczyk.

W spektaklu słyszymy słynne piosenki Jędrusik w nowych aranżacjach: "Z kim tak ci będzie źle, jak ze mną", "Bo we mnie jest seks", "Na całych jeziorach ty", "Ja nie chcę spać" czy "Romeo, czy jesteś na dole". Powracają znane anegdoty, jak ta, gdy z samego rana w Chałupach poszła do sklepu kupić dwadzieścia butelek szampana, a kobiety w kolejce ją zwymyślały. Albo, jak przygotowywała się do roli Iriny w "Trzech siostrach" w reżyserii Erwina Axera, dyrektora warszawskiego Teatru Współczesnego. W tym teatrze stworzyła jedną ze swoich najważniejszych kreacji teatralnych - Polly w "Operze za trzy grosze" Bertolta Brechta w reżyserii Konrada Swinarskiego (1958). Ale roli Iriny nie dostała, do Czechowa nie pasowała. Zuzanna Bojda dużo uwagi w scenariuszu poświęca relacji z Dygatem. Otwartość ich związku była legendarna, podobno zupełnie jawnie przechowywała pamiątki po niezliczonych kochankach. To Dygat uczynił z niej swoją muzę (zagrała nawet w filmie na motywach jego "Disneylandu") i zrobił z niej symbol seksu, czemu się łatwo podporządkowała. Innym, równie ważnym, jeśli nie najważniejszym mężczyzną był dla niej ojciec. Henryk Jędrusik, pedagog, założyciel nowoczesnej szkoły w Gnaszynie, stosował niekonwencjonalne metody wychowawcze. To on wspierał i podnosił na duchu butną i bezpruderyjną córkę, mówiąc, że natura obdarzyła ją ponadprzeciętną urodą i to ją gubi.

W spektakl wplecione są projekcje pokazujące, co o Kalinie Jędrusik myśleli współcześni. Jak się okazuje dla niektórych miała za mało seksapilu i była za gruba. Z reguły jednak trudno było oprzeć się jej zmysłowości. Mężczyźni jej pożądali, kobiety nienawidziły. Ponoć to nie pierwszy sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka rzucił popielniczką w telewizor, tylko jego żona Zofia, gdy zobaczyła aktorkę wydekoltowaną z krzyżem pomiędzy piersiami. Sceniczna Kalina opowiada o tym pół żartem, pół serio. Ale w gruncie rzeczy musiała być bardzo rozgoryczona i zmęczona ilością ról, w których ją obsadzano, ale nie w filmie czy w teatrze - tu była niedoceniana - tylko w życiu. O tym, że postać Kaliny Jędrusik wciąż fascynuje, świadczą spektakle (monodram Anny Mierzwy "Kalina"w reżyserii Agaty Biziuk z Teatru Nowego w Poznaniu, monodram Katarzyny Figury "Kalina" w reżyserii Małgorzaty Głuchowskiej w Teatrze Polonia w Warszawie), a także wyczekiwany film "Jesienna dziewczyna" w reżyserii Katarzyny Klimkiewicz z Marią Dębską w roli głównej.

"Wyspa Kalina", to propozycja niebanalna, nie tylko dla miłośników gwiazdy Kabaretu Starszych Panów. To nie tylko recital, w którym najważniejszy jest popis wokalnych umiejętności, ale przejmujący portret kobiety, która wyprzedzała swoją epokę. Kobiety, która mimo niegasnącej radości życia, przełknęła gorzką prawdę o sobie - "Kalina, ty będziesz zawsze tylko królową recitalu i cellulitu, chałturzącą po całym kraju - polską Marylin, kobietą stworzoną z żeberka kaloryfera". Miała świadomość, że nie wywołała żadnej rewolucji, a los nigdy nie obdarzył jej wymarzoną rolą - rolą matki. Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt znakomicie oddaje to rozdarcie. W pewnym momencie zdejmuje perukę i wtedy na moment widzimy ją niemal prywatnie, odartą z wszelkich mitów i wyobrażeń na temat swojej bohaterki. To też jakaś gorzka refleksja nad kobiecością, która wymykając się drobnomieszczańskim normom społecznym - i współcześnie byłaby powodem do hejtu i oburzenia.

Zuzanna Bojda WYSPA KALINA. Reżyseria: Agata Puszcz, scenografia: Szymon Szewczyk, kostiumy: Iga Sylwestrzak, aranżacja piosenek: Dawid Sulej Rudnicki. Prapremiera w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej 30 listopada 2019.