powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Silna rodzina, silne państwo?

"Nasza Pani" Agnieszki Charkot w reż. Marii Baładżanow w Teatrze Czwarta Scena w Katowicach. Pisze Katarzyna Lemańska, członkini Komisji Artystycznej 26. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

29 marca 1926 roku Sejm Śląski urzędujący w Katowicach uchwalił kontrowersyjną ustawę zwaną "celibatową". Na jej mocy szkoły rozwiązywały umowy z nauczycielkami, które weszły w związek małżeński. Posłowie decyzję argumentowali tym, że w obliczu bezrobocia wśród nauczycieli należy przydzielać miejsca pracy przede wszystkim osobom samotnym, które nie są na niczyim utrzymaniu. Politycy zwracali uwagę na posłanniczy charakter pracy wychowawczej, który trudno pogodzić z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Kilka lat później, w 1933 roku, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki w efekcie ustępstw wobec Ślązaków zatwierdził ustawę celibatową i między innymi zwiększył liczbę lekcji religii. Zanim obejrzałam przedstawienie "Nasza Pani" Teatru Czwarta Scena w Katowicach, czytałam o ustawie celibatowej na wystawie Muzeum Śląskiego poświęconej historii tego regionu. Uderzyły mnie dwie rzeczy. Dokument podpisali posłowie lokalnego parlamentu, którego obrady inaugurowała jedna z pierwszych w Europie kobiet zasiadająca na stanowisku marszałka. Ustawa obowiązywała jedynie kobiety.

W spektaklu tak rażąca dyskryminacja zamężnych kobiet umacniana przez ustawę celibatową spotyka się z przyzwoleniem rodowitych Ślązaczek. Zdanie większości kobiet reprezentuje wścibskie trio sąsiadek mieszkających w tej samej kamienicy, co główna bohaterka: Naftalina (Anna Bączek-Lieber), Pani Walewska (Anna Wysocka-Jaworska) i Endoproteza (Aleksandra Fielek). Kobietami dyryguje jedyny na scenie mężczyzna - spersonifikowany pod postacią Sejmu Śląskiego "mistrz ceremonii" i komentator wydarzeń społecznych (Radosław Lis). Jego poglądom przeciwstawia się jedynie Halina (Katarzyna Dudek), z wykształcenia nauczycielka, która przyjechała na Górny Śląsk za pracą i zdaniem sąsiadek "nie wygląda jak nasza". Główna bohaterka występuje w "trzech stanach skupienia" czy raczej w trzech wersjach siebie samej: z lat 1915, 1926 i 1989. Za sprawą konfrontacji różnych epok autorka scenariusza, Agnieszka Charkot, podejmuje kwestię umacniania praw obywatelskich kobiet, między innymi prawa do posiadania własnego majątku (w 1926 roku należy on wyłącznie do męża), uczestniczenia w olimpiadach sportowych, prawa wyborczego czy do aborcji.

Spektakl wyreżyserowała Maria Baładżanow, osobiście witająca widzów w roli bileterki w Galerii Teatru Korez, notabene mieszczącej się na placu Sejmu Śląskiego. To już czwarte przedstawienie w jej reżyserii wystawiane przez Teatr Czwarta Scena - po między innymi "Nigdzie tak nie wieje, jak tutaj" i "Rozczarowaniu" według tekstów Zuzanny Bojdy. Marię Baładżanow widziałam wcześniej w udanej roli aktorskiej w spektaklu "Baby" Fundacji Szafa Gra, którego twórczynie poruszyły temat kobiecej solidarności zderzonej z patriarchalnym wychowaniem mieszkanek Górnego Śląska. To nie przypadek, że reżyserka współpracuje z działającym od 2015 roku Teatrem Czwarta Scena, założonym przez studentów i absolwentów Szkoły Aktorskiej Teatru Śląskiego w Katowicach. Zespół reprezentuje mocną na Górnym Śląsku scenę offową i jedną z jego misji jest komentowanie zmian społeczno-kulturowych, polityczno-obywatelskich i ekonomiczno-zawodowych dotyczących kobiety z tego regionu.

Scenografia i kostiumy Marii Baładżanow zachowane są w estetyce "kicz party", co kontrastuje z tradycyjnym wystrojem śląskiego mieszkania na początku XX wieku (o śląskiej mentalności mowa w pierwszej scenie zatytułowanej "Ogromna betonowa wieś"). Proste rekwizyty dostosowano do potrzeb zespołu nieposiadającego własnej sceny. Na białej podłodze baletowej znajdują się jedynie ozdobiona balonami kurtyna-zasłona ze złotej lamety i zaścielony materac, na którym siedzi Halina. Jej prosty warkocz i luźny ubiór - ma na sobie wyciągnięty czerwony sweter i spodnie z szerokimi nogawkami - kontrastują ze skąpymi strojami Sejmu Śląskiego i sąsiadek. Przykładowo Radosław Lis ubrany jest w obcisły biały podkoszulek bez rękawków i w złote skąpe majtki, na nogach ma długie piłkarskie skarpety, a w brodzie zaplecione trzy warkoczyki.

Główną narrację prowadzi dwudziestoletnia Halina. Poznajemy ją jako niezależną kobietę, swoim stylem bycia przełamującą rutynę egzystencjalną panującą na Górnym Śląsku - wyznaczaną przez pracę, niedziele i święta kościelne oraz uroczystości rodzinne. Niedawno wprowadzone przepisy ograniczające nauczycielki, nieudane związki (świetna scena z trzema Mietkami) i panująca wokół napięta atmosfera (podgrzewana przez sąsiadki, na przykład w scenie wizyty Naftaliny u Haliny) wpłynęły na nastrój bohaterki i wpędziły ją w stan, który współcześnie diagnozuje się jako depresję. Halina radziła sobie z nią po swojemu - zajadając się pączkami z marmoladą i lukrem. W wyniku trawienia "złości, niepokoju i ustawy celibatowej" cierpiała na nadwagę i zespół jelita drażliwego. Od lekarza dostała zalecenie przyjmowania potrójnej dawki witaminy K (Kinder, Küche, Kirche), ale zamiast zastosować się do zaleceń głośno jako pierwsza kobieta sprzeciwiła się obowiązującemu prawu w (sic!) wywiadzie telewizyjnym. W scenie "Top Woman. Jedna na dziesięć" twórcy parodiują programy publicystyczne, w których prezenterzy nie dają dojść do słowa zaproszonym prelegentkom i celowo przeinaczają ich argumenty. Halina próbuje po raz drugi dojść do głosu już jako osiemdziesięciopięciolatka, ale zostaje ponownie zagłuszona przez tłum.

Na styl "Naszej Pani" składają się proste, urywane zdania, cięte riposty oraz liczne, wpadające w ucho powiedzonka (jak "pif-paf" powtarzane przez jedenastoletnią Halinę). Ważny z uwagi na swoje polityczne zaangażowanie, tekst Agnieszki Charkot pełen jest inteligentnego humoru i pozbawiony nachalnej dydaktyki. W spektaklu zabawne gry słowne obudowane są komizmem sytuacyjnym, na przykład padają liczne uwagi o otyłości Haliny, którą gra szczupła, filigranowa Katarzyna Dudek. Subtelne efekty komediowe twórcy budują za pomocą prostych środków scenicznych. Aktorka ogrywa "ciążę gospodarczą" Haliny, wkładając pod koszulkę balon. Artyści często znikają za złotą kurtyną, by potem dorzucić coś ad hoc, wychylając jedynie głowę zza zasłony. Jednak to nie lekki i niepretensjonalny komizm utrzymuje napięcie w spektaklu, ale silny rozdźwięk między nacechowanym żartobliwie językiem postaci a portretem depresji i ideowego osamotnienia Haliny. Katarzyna Dudek, budując rolę na dystansie i podkreśleniu skromności swojej bohaterki, stworzyła silną postać sceniczną. Mimo że aktorka, absolwentka Szkoły Aktorskiej Teatru Śląskiego, swoją charyzmą i warsztatem aktorskim wyróżnia się na tle zespołu (warto też podkreślić rolę Radosława Lisa), to udało się jej nie zdominować przedstawienia.

Kwestia śląska w "Naszej Pani" stanowi pretekst, aby skomentować współczesne nastroje społeczne. Jednym z największych problemów Górnego Śląska w latach dwudziestych XX wieku były konflikty między ludnością miejscową a napływową, czyli w większości przedstawicielami inteligencji zdobywającymi stanowiska nauczycieli, lekarzy i urzędników. Wielopokoleniowa i wielodzietna rodzina oraz etos pracy (przy jednoczesnej dyskryminacji zawodowej kobiet) jako najważniejsze wartości wyznawane w tym regionie przed drugą wojną światową współbrzmią z dominującym współcześnie w Polsce dyskursem politycznym dotyczącym tożsamości i roli społecznej kobiet. Dzisiejsze podziały i niepokoje, wynikające z braku integracji narodu, ujawniają się między innymi w wynikach wyborów parlamentarnych czy podczas protestów, takich jak masowe strajki kobiet. Za twórcami można zapytać: "Tylko czy to na pewno działo się wtedy, a nie teraz?".