powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Danuta Stenka: W Polsce brakuje jej świeżego powietrza

Danuta Stenka, aktorka filmowa i wielka dama polskiego teatru, wciela się w główną bohaterkę "Wiśniowego sadu" w teatrze Schauspielhaus w Zurychu - pisze Alexandra Kedves w Tagesanzeiger.

"Skręcenia karku i połamania nóg?"[1] powtarza Danuta Stenka z pełnym niedowierzania uśmiechem, młodym i ożywczym jak ona sama. "U nas życzy się tylko połamania nóg. To wystarczy".

Tak czy inaczej, szczypta teatralnych zabobonów tuż przed premierą jest niezbędna jeśli się jest takim zwierzęciem scenicznym, jakim jest Polka, która należy do nowego zespołu teatru Schauspielhaus w Zurychu i otrzymała główną rolę w pierwszym tutejszym spektaklu reżyserki tej instytucji Yany Ross. Poza tym Stenka ma respekt przed występowaniem na żywo dla niemieckojęzycznej publiczności - do realizacji "Wiśniowego sadu" Antoniego Czechowa aktorka nauczyła się nawet trochę języka niemieckiego.

Podczas prób czuje się nieco jak nie w swojej bajce. Tak jakby o krok od głównej ścieżki - podobnie jak w dzisiejszej Polsce, gdzie w październiku podczas wyborów parlamentarnych ponownie wybrano prawicę. "Takie są prawa demokracji", mówi Danuta Stenka, która życzyła sobie innych wyników głosowania. "Najsmutniejszy jest przy tym podział społeczeństwa. Powstał głęboki Rów Mariański i ten dzieli nasze rodziny, związki, przyjaźnie. Stajemy się coraz bardziej uprzedzeni, coraz mniej słuchamy siebie nawzajem" - z ożywieniem rysuje linię podziału w powietrzu.

Wierzy w wewnętrzny głos rozsądku

Po upadku komunizmu był krótki czas na oddech. Jednak gdy tylko przyzwyczajono się do nowej wolności - dla Danuty Stenki z rocznika 1961, długo było czymś normalnym posiadanie czasowego paszportu - kraj ogarnął nowy duch światopoglądowej dyktatury, którym również prawa kobiet zostały objęte. "Nie chcę wyrokować, to dla mnie jasne, że można mieć odmienny punkt widzenia na różne sprawy", podkreśla. "Ale martwi mnie to, że kiedyś można było swobodnie oddychać, teraz czasem brakuje świeżego powietrza. Mimo to wierzę w wewnętrzny głos rozsądku wszystkich ludzi". Ale nie tych polityków, którzy obojętnie z której opcji politycznej, niczym konie z klepkami na oczach patrzą tylko przed siebie, w stronę kolejnych wyborów. Raczej na indywidualistów, którzy musieli się sami orientować w chaosie własnej walki o egzystencję.

Drobna aktorka w swoich rolach z siłą i finezją odgrywa ludzką wielowarstwowość. Znużoną pracą i samotnością czterdziestolatkę w "Koncercie życzeń" - inscenizacji urodzonej w 1973 roku, dojrzewającej na Łotwie reżyserki Ross, Stenka gra wymownie bez słów poprzez perfekcyjne mrugnięcia powiekami, tak, że aż zapiera dech w piersi. Technicznie jest to naprawdę niemy, zimny podmuch zwalający z nóg.

Wielokrotnie nagradzana aktorka ma bez wątpienia niesamowitą prezencję, nawet wówczas, gdy siedzi w zupełnie ciemnym kącie kawiarni z herbatą imbirową. Będąc od prawie dwudziestu lat aktorką zespołu Teatru Narodowego w Warszawie, znana jest międzynarodowej publiczności dzięki rolom filmowym, takim jak na przykład George Sand w "Chopinie" Jerzego Antczaka czy w "Katyniu" Andrzeja Wajdy.

Borowanie dziur w betonie

Stenka ma wysokie wymagania względem samej siebie i swojego artystycznego dopasowywania się. W związku z tym obawia się nieco premiery w Zurychu. Wielokrotnie chciała już pakować walizkę i wyjechać - zdradza. W związku z próbami do "Wiśniowego sadu" mieszka w Szwajcarii od końca października i przekroczenie bariery językowej nie jest dla niej łatwe. Stenka grała już wprawdzie w różnych filmach, ale na scenie nie ma żadnych cięć i powtórek.

"To tak, jakbym stała na betonie i próbowała wywiercić w nim maleńkie dziurki dla nasion moich kwestii, aby ogród tej roli mógł rozkwitnąć", opisuje swoją sytuację po angielsku. "Zmieniony akcent, mała zamiana w szyku zdania - mogą kompletnie odwrócić jego znaczenie; a dla takich subtelnych zmian i możliwości przesunięć mój niemiecki jest jeszcze zbyt kulawy".

Stąd ćwiczenia: Stenka pokazuje figlarnie gimnastykę ust. Aby język niemiecki brzmiał w miarę dobrze, żuchwa musi najpierw tak, a potem trzeba tak Każdy, kto choć raz borykał się z nieznanym sobie brzmieniem języka obcego może sobie wyobrazić, z czym zmaga się ta skromna aktorka. A reżyserka Yana Ross pracuje wyjątkowo skrupulatnie i precyzyjnie, każdy szczegół musi pasować - dodaje Stenka.

Zgadza się. Ale to poczucie wyobcowania jest dozwolone! I pasuje do tekstu Czechowa, który reżyserka Ross wraz z ogrodem przeniosła do dzisiejszego Zurychu. Artystka chce dopasować sztukę teatralną do beznamiętnej, pozbawionej fantazji metropolii. Dla dodania sobie otuchy, aktorka z fryzurą pixy i elegancją chłopczycy (u niej to możliwe!) zabrała ze sobą zdjęcie rodziny: prezent pożegnalny od obu córek w wieku 22 i 27 lat, a także od męża, również aktora. Będą oni podczas premiery, podobnie jak część polskiej społeczności, która w Szwajcarii liczy około 30 tysięcy osób.

Bez trudu można sobie wyobrazić, jak będąc dzieckiem, aktorka dorastała na kaszubskiej wsi zamieszkiwanej przez kilka tysięcy dusz: w Sierakowicach, gdzie czuła się szczęśliwa i o reszcie świata słyszała niewiele. Marzyła o tym, by podobnie jak podziwiana przez nią mama, zostać tam nauczycielką w szkole podstawowej. W liceum Stenka skupiała się jednak na naukach przyrodniczych.

Nie miała pojęcia o swoim nieodpartym uroku na deskach teatralnych. To nauczycielka starszych klas licealnych odkryła w niej talent. Zaciągnęła swoją uczennicę na konkurs recytatorski, a także na przesłuchanie do szkoły teatralnej w Gdańsku. "To zmieniło wszystko", mówi Stenka. "To przesłuchanie było największym prezentem w moim życiu". Również nieoczekiwanie wygraną dla teatru w Zurychu, gdzie w "Wiśniowym sadzie", w realiach XXI wieku, aktorka wciela się w postać polskiej emigrantki, która dzięki małżeństwu stała się posiadaczką nieruchomości.

***

[1] Z niem. "Hals- und Beinbruch" to życzenie komuś szczęścia, powodzenia, wyrażenie oznaczające dosłownie: "skręcenia karku i połamania nóg", o znaczeniu podobnym jak w języku polskim życzenie komuś "połamania nóg".