powiększwersja do drukupoleć znajomemu

2019 - Rok Stanisława Moniuszki. Mam bombę, nie powiem!

- Zaproszenie przez władze Kudowy Zdroju i Zarząd Województwa Dolnośląskiego do objęcia stanowiska - był to jubileuszowy, 50. Festiwal Moniuszkowski - poważnie zmieniło moje życie zawodowe - mówi Stanisław Rybarczyk, dyrygent, animator kultury, menadżer, pedagog, dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Moniuszkowskiego w Kudowie-Zdroju.

KATARZYNA KORCZAK Kiedy po raz pierwszy zetknął się pan z twórczo-ścią Stanisława Moniuszki?

STANISŁAW RYBARCZYK Jako słuchacz - bardzo wcześnie. Rodzice chodzili ze mną do teatrów, do opery, na koncerty, miałem cztery czy pięć lat, kiedy po raz pierwszy słyszałem Halkę i Straszny dwór w Operze Wrocławskiej. Jako wykonawca - chyba w średniej szkole muzycznej, kiedy profesorka zaprosiła mnie do współpracy ze śpiewakiem. Na studiach w Poznaniu i Wrocławiu brałem na warsztat jego utwory chóralne. Już jako dyrygent orkiestrowy prowadziłem "Halkę" i "Straszny dwór". Współpracowałem z Antonim Wicherkiem, wyrazistą osobowością; w tempach - świetnych! - miał coś ze swojego nazwiska. Premiery mo-niuszkowskie wystawiałem z Markiem Traczem, także obdarzonym wicherkowym temperamentem, jeżeli nie większym. Moniuszko od dziecka we mnie był.

Z kolei Maria Fołtyn, która miała szalenie wyrazistą osobowość, delikatnie terroryzowała otoczenie. Zawsze chciała wszystko przeprowadzić najdoskonalej. Mocno podkreślała swoją wizję "Halki", tradycyjną, bez pretensji do odkrywania świata. A moim zdaniem, opery dobrze wyreżyserowane w sposób klasyczny najczęściej sprawiają radość. Eksperymenty, czasami wątpliwe, nie raz maskują nieporadność realizatorów. Z Marią Fołtyn lubiliśmy się, utrzymywaliśmy kontakt, także kiedy mieszkała w Domu Artysty Weterana w Skolimowie.

KK W 2012 roku objął pan kierownictwo artystyczne Festiwalu Moniuszkowskiego, który Maria Fołtyn prowadziła przez 20 lat.

SR Zaproszenie przez władze Kudowy Zdroju i Zarząd Województwa Dolnośląskiego do objęcia stanowiska - był to jubileuszowy, 50. Festiwal Moniuszkowski - poważnie zmieniło moje życie zawodowe. Przed inauguracją zaproponowałem Marii Fołtyn, że zabiorę ją do Kudowy Zdroju, lecz lekarze nie zgodzili się, nawet na samolot. Żałowałem. Ale wkrótce zadzwoniła i powiedziała: - Panie Stanisławie, jestem bardzo szczęśliwa, że pan objął festiwal, mogę spokojnie umrzeć. - Zresztą wkrótce zmarła.

Przygotowując programy festiwalowe z trudem wynajdywałem świetnych artystów z ciekawym repertuarem. Wtedy nie było tak, jak za czasów Marii Fołtyn, kiedy pierwszy sekretarz mówił - No, towarzysze, jedziecie do Kudowy - zespoły się zjeżdżały i przez parę dni dawano Moniuszkę. Dzisiaj za każdym przyjazdem kryją się poważne kwoty, a Międzynarodowy Festiwal Moniuszkowski nie jest dotowany w systemie stałym. Musimy zabiegać o dofinansowania. Sięgnąłem do pewnych wzorców: musiało być sporo Moniuszki i jego współczesnych, w dobrym wykonaniu, ale też na jazzowo, na hip-hopowo, po klezmersku - i. te paralele jednak ściągały ludzi.

KK Jak rozpoczął pan pracę nad przywracaniem do życia mniej znanych dzieł Moniuszki?

SR Gdy objąłem kierownictwo festiwalu, wiedziałem, że Moniuszkowska spuścizna jest w dużej mierze zapomniana. Posługujemy się kilkoma tytułami, operujemy stereotypami. Żeby więcej dowiedzieć się na ten temat wypytywałem znakomitości, artystów, muzykologów, redaktorów. Wtedy zorientowałem się, że mniej więcej siedemdziesiąt procent twórczości Moniuszki leży nie wiadomo gdzie, nie zawsze po bibliotekach. Natomiast wszechwiedząca grupa muzykologów twierdzi, że ta twórczość jest taka sobie, powątpiewają, czy to utwory nadają do wykonywania. Z zażenowaniem słuchałem tych opinii sprzed lat, bo jak można wartościować dzieła, których się nie zna.

KK A zwrotny punkt?

SR Remigiusz Lenczyk zachęcił mnie do współpracy z reżyserem Roberto Skolmowskim: on z koncepcjami, ja miałem pomysły realizacyjne, zaczęliśmy szukać współpracowników, patronów, osób, które nas wesprą, by wspólnie niewykonywane utwory Moniuszki przywrócić do życia. Pierwszy nasz projekt - przyjęty entuzjastycznie! - leży do dzisiaj w bardzo ważnej szufladzie. Tymczasem, wraz ze Skolmowskim, nawiązaliśmy kontakt z Emilianem Madeym, pianistą i dyrygentem, sekretarzem Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego im. Stanisława Moniuszki i z muzykologiem dr. Grzegorzem Zieziulą. Postanowiliśmy dotrzeć do źródeł, zredagować materiały w sposób krytyczny - nie na półkę, lecz jako gotowe do wykonania. Na początek poszła krotochwila "Nowy Don Kiszot, czyli sto szaleństw", do libretta Fredry.

KK Jak wyglądała praca?

SR Opracowania materiałów muzycznych podjęli się dr Andrzej Wolański i dr Grzegorz Wierzba. A ja z Roberto Skolmowskim, już etatowym wykładowcą w Akademii Muzycznej we Wrocławiu, stworzyliśmy zespół, trochę wzorowany na trupie śpiewaczo-aktorsko-muzycznej Wilhelma Schmidkoffa z czasów Moniuszki. Wstąpili do niej studenci i absolwenci uczelni, wsparli nas profesorowie Piotr Łykowski i Bogdan Makal, Warszawskie Towarzystwo Muzyczne imienia Moniuszki, parę innych stowarzyszeń i instytucji. I w sierpniu 2017 roku na 55. Międzynarodowym Festiwalu Moniuszkowskim w Kudowie Zdroju doszło do prapremierowego wykonania Nowego Don Kiszota w wersji, jaką stworzył kompozytor. Wyszło fantastycznie! A później, z Emilianem Madeyem, przekonaliśmy Alicję Węgorzewską-Whiskerd, dyrektorkę Warszawskiej Opery Kameralnej, że warto na jej scenie wystawić to nie istniejące w obiegu publicznym dzieło. I tak kolejna premiera odbyła się w maju 2018 roku, z udziałem zespołu instrumentów dawnych Musicale Antique Collegium Varsoviense. Śpiewacy byli od nas.

KK A potem kolejne dzieło

SR Nadal szukaliśmy nowych utworów. Po rozmowie z muzykologiem, badaczką życia i dorobku kompozytorskiego Stanisława Moniuszki, organistką, dr Swiatleną Niemahaj z białoruskiego Mińska i dyskusjach z dr. Grzegorzem Zieziulą, sięgnęliśmy po komediooperę "Karmaniol, czyli Francuzi lubią żartować" z librettem Oskara Korwina Milewskiego. Powiedziała, że natrafimy na wiele niespodzianek w warstwie muzycznej, i to była prawda. Nawiązaliśmy współpracę z Maciejem Prochaską, rekonstruktorem oryginalnej partytury Moniuszkowskich Widm. Z kolei Roberto Skolmowski i współpracownicy pojechali do Włoch, żeby zobaczyć, jak Marengo wygląda, kuźnia nie jest już kuźnią, ale budynek stoi; wystarczyło by powstały multimedia do przedstawienia. Pierwsze - od czasów wileńskiej prapremiery - przedstawienie "Karmaniol, czyli Francuzi lubią żartować" odbyło się podczas 56. Międzynarodowego Festiwalu Moniuszkowskim w Kudowie Zdroju, w sierpniu 2018 roku. Publiczność bawiła się, na widowni salwy śmiechu; okazało się, że tekst nie jest martwy, utwór przetrwał próbę czasu. Wykonawcami nadal byli członkowie zespołu studencko-absolwenckiego Akademii Muzycznej we Wrocławiu oraz orkiestra festiwalowa. Wiosną 2019 roku komedioopera - z bogatszą dekoracją i kostiumami - zagościła na scenie Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu.

KK Między Karmaniolem w Warszawie i we Wrocławiu światło dzienne ujrzały jeszcze dwie moniuszkowskie perełki...

SR We współpracy z Warszawską Operą Kameralną zrealizowaliśmy jesienią 2018 roku nigdy nie wykonywaną niemieckojęzyczną operę komiczną "Szwajcarska chatka" (Die Schweizerhütte) i - w tym samym przedstawieniu - jednoaktową operetkę "Nocleg w Apeninach". Obsadę skompletowaliśmy poprzez casting, zgłosiło się około stu młodych śpiewaków! Maciej Prochaska zorkiestrował "Szwajcarską chatkę" orkiestrację bardzo ciekawie. 22-letni Moniuszko był już dojrzałym twórcą, świadczą o tym świetne zwroty harmoniczne, napięcia, doskonale koresponduje scena z orkiestrą. Utwór stworzył podczas studiów w Berlinie, gdzie słyszał znakomite zespoły śpiewaków. Chcąc zbliżyć się do Fredry, autora "Noclegu w Apeninach", musiał inaczej napisać ten utwór, przeznaczyć go dla śpiewających aktorów, a nie markujących aktorstwo śpiewaków. Partytura jest lekka, zawiera mniej muzyki, więc Mo-niuszko mógł się pokusić o zagranie tej sztuki z grupą Schmidkoffa.

Przedstawienia zaprezentowaliśmy w 2019 roku: w maju na Festiwalu Moniuszkowskim w Warszawskiej Operze Kameralnej, w sierpniu - na 57. Międzynarodowym Festiwalu Moniuszkowskim w Kudowie-Zdroju.

KK Podczas tej samej edycji festiwalu pojawił się "Ideał, czyli Nowa Precjoza".

SR Prapremiera wodewilu miała miejsce w 1841 roku w Wilnie. Mówiono, że ten utwór nie istnieje, Okazało się, że jest, trzeba było tylko przetrząsnąć archiwa. Szczęście dopisało Maciejowi Prochasce. Grasując po zbiorach bibliotecznych Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego im. Stanisława Moniuszki, natknął się na nieznany rękopis, z jednej strony było na nim coś innego, z drugiej - okazało się, że Ideał ! Moniuszko - na szczęście - napisał tak partyturę (zabrakło podpisanego tekstu), że w dużej mierze można się było domyślić, gdzie przypadają sylaby, melizmaty, powtórki, podłożyć tekst. Odczytanie zapisu wymagało mnóstwo trudu; być może pośpiech towarzyszył przy pracy Moniuszce, dzieło zostało przywrócone.

Ideał jest kapitalnym utworem. W libretcie Oskara Korwina Milewskiego połączone są światy realny i fikcyjny, występuje polska szlachta i Cyganie, zderzenie kulturowe, komiczna historia jak z bajki, świetnie napisana. I do tego bardzo ciekawa partytura, w której pojawiają się znakomite arie, chóry. W tej partyturze jest na przykład sławny mazur z "Halki", zupełnie inaczej napisany, bo zaczyna się chórem a cappella, męskim! Potem dochodzi do tego głos solowy, żeński, wysoki, dopiero później, powoli, włącza się orkiestra, na zakończenie rozbrzmiewa pełna orkiestra i zespół śpiewaczy. Pokusiliśmy się na pewne eksperymenty, jedne z największych oklasków odebrał zabytkowy samochód, użyczony nam przez właściciela kolekcji starych aut pod Wrocławiem, którym Cyganie wjechali na scenę.

O tych utworach mówi się - operetki, ale lepiej tego słowa nie używać, bo ludziom się w głowie miesza, one nie mają nic wspólnego z kompozycjami Straussa, czy Offenbacha, odznaczają się zupełnie inną konstrukcją.

KK Czy melomani, którzy nie byli na festiwalu mają szansę zapoznać się z tymi spektaklami?

SR Nagrania czterech pozycji, o których rozmawiamy, obejrzeć można w Internecie, niektóre dostępne są na DVD. Ideał, także zarejestrowano; trwa postprodukcja, to przedstawienie też trafi do publiczności.

KK Wielka, pięknie wykonywana, pożyteczna dla kultury, praca.

SR Być może Moniuszko nam dopomógł z góry, może i Maria Fołtyn nad nami czuwa. To nie było proste, niemniej zapał realizatorów i wykonawców, wsparcie ze strony dyrekcji Warszawskiej Opery Kameralnej, Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego im. Stanisława Moniuszki, współpraca z Biblioteką Narodową, przyniosły rezultaty. Nie wszystko jest zrobione idealnie, przy rekonstrukcjach zawsze pojawiają się znaki zapytania. Ale w sensie artystycznym te małe opery przyniosły wielka satysfakcję wykonawcom i publiczności. Mam w pamięci Ideał, na którym dostaliśmy owacje, zachwyt wzbudziła już uwertura, a graliśmy w plenerze, mógł przyjść każdy. To znaczy, że muzyka, libretto, wszystko, co jest w tych pięciu spektaklach, wytrzymało próbę czasu.

KK Przepis na sukces?

SR Najważniejsze dla nas jest to, żeby dzieło - obojętnie, czy to Moniuszko wczesny, czy dojrzały - żyło w warstwie oryginalnej i by wykonywane było przez zafascynowanych muzyką śpiewaków, orkiestry, chóry, dyrygentów, bo wtedy dopiero wykonanie ma zupełnie inny wymiar. Na 56. Międzynarodowym Festiwalu Moniuszkowskim w Kudowie Zdroju w 2018 roku, zwycięzca w kategorii głosów męskich VII Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki w Warszawie w 2010 roku, znakomity tenor, Jurij Horodecki, z Mińska na Białorusi, zaprezentował recital religijnych pieśni Moniuszki, przy akompaniamencie na organach Swiatleny Niemahaj, w kościele św. Katarzyny. Fenomen idiomu Moniuszkowskiego, dysponujący cudnym głosem, nie mający problemów z niczym, interpretował muzykę w sposób nadzwyczaj głęboki, emocjonalny, i wszyscy słuchali z osłupieniem!

KK "Karmaniol, czyli Francuzi lubią żartować", z nowym librettem Joanny Kulmowej, w opracowaniu muzycznym Jerzego Dobrzańskiego, pod tytułem "Karmaniola, czyli od Sasa do Lasa", zrealizowano po wojnie kilka razy.

SR Zdecydowanie nie podoba mi się, że nie funkcjonującą twórczość Moniuszki się przerabia. Trzeba najpierw znać to, co jest w oryginale. Realizacje "Karmaniola", o których wiem, nie miały nic wspólnego z oryginałem; ani z librettem Oskara Korwina Milewskiego, a też niewiele wspólnego w warstwie muzycznej. Kulmowa napisała swobodną parafrazę, osadzoną podczas Rewolucji Francuskiej, kiedy gładzono arystokratów, była gilotyna, łby się po scenie sypały. To było naginanie Moniuszki.

Jak wspominałem, około siedemdziesięciu procent dorobku Moniuszki nie odnaleziono, nie opracowano, nie wydano, nie wykonywano, więc należy obchodzić się z jego twórczością delikatnie, nie ingerować w tekst i partyturę, co może spowodować fałszywy ogląd. Nawet dzisiaj dwie jego najbardziej znane opery - "Straszny dwór" i "Halka" - grane są według nieoryginalnych partytur. Trzeba dokonywać prac redakcyjnych, by wrócić do tego, w jaki sposób ta muzyka została napisana. Brońmy się przed pokazywaniem rzeczy, które mają niewiele wspólnego z pierwopisem. Nie chodzi o to, żeby utwory Moniuszki wykonywać na kolanach, ale żeby poprawiacze zachowali granice ingerencji w jego dzieło.

KK Ale przerabianie, dopisywanie, przearanżowywanie Moniuszki odbywa się z coraz większą swobodą.

SR Granice tych działań kiedyś wyznaczały najważniejsze dwa elementy. Z jednej strony - krytycy, którzy obecnie są w zaniku, bo nie ma na nich zapotrzebowania w mediach. Gdzieś tam w globosferze istnieją osoby, które o muzyce piszą, niekiedy znakomicie, ale czy zawsze kompetencje piszących budzą zaufanie? Z drugiej strony - granicą jest dobrze przygotowana do odbioru dzieła muzycznego - czy w ogóle artystycznego - sama publiczność. Ze zgrozą mówię, że dzisiaj to wygląda czasem przedziwnie. Na przykład koncert moniuszkowski, parafialny - przy całym szacunku dla parafii - z udziałem osób, które kiepsko śpiewają i grają; i ten koncert się kończy się owacja na stojąco, mało tego, okrzykami: brawo maestro! Kiedyś nie do pomyślenia.

KK Do odbioru sztuki trzeba ludzi przygotować.

SR Dzisiaj łatwo dochodzą do głosu i forsują swoje racje ci, co głośniej wrzeszczą, są bardziej nachalni, brutalni. Stąd często pokazuje się teraz sztukę, która epatuje przemocą, seksem, wulgaryzmami - i to się spotyka z aplauzem Miałem szczęście urodzić się we Wrocławiu i zetknąć się chociażby z teatrem Grotowskiego. Dla mnie nie jest sensacją jeśli na scenie ktoś spółkuje z chlebem - a taka scena była w "Apocalypsis cum figuris", i miała głęboki sens. Dzisiaj, gdy ktoś nie wie co zrobić, rozbiera wszystkich artystów, maluje po skórze, każe wrzeszczeć i, proszę państwa, jest sztuka! Często takie środki nijak się mają do zawartości intelektualnej utworu. Do dramatów Wyspiańskiego, Goethego, Mickiewicza, dopisuje się najswobodniej co się chce, zupełnie bezkarnie. Obrzydliwe jest posługiwanie się czyimś dorobkiem, i to ludzi wielkich, przez osoby mające niewiele do powiedzenia.

KK Zobaczymy kolejne dzieła Stanisława Moniuszki?

SR Mam bombę, nie powiem. Dostałem nagranie, o którym w Polsce nikt nie miał pojęcia. W głowie się nie mieści co ten człowiek napisał! Mam partyturę i pomysł na kolejny spektakl. Wierzę, że wesprze nas Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, władze miasta Wrocławia, i gmina, Urząd Marszałkowski, że nie poskąpią też pieniędzy i życzliwości sponsorzy. Jeżeli tak będzie, to w 2020 roku w Kudowie-Zdroju publiczność będzie mogła zapoznać się z nową odsłoną twórczości Stanisława Moniuszki.