Czułe oczy. Reżyserki i reżyserzy światła

Coraz częściej wydobywa się z cienia osoby, które po cichu wkładają ogromny trud w stwarzanie teatralnych światów. Śmielej i obszerniej mówi się o scenografii, muzyce, choreografii i kostiumach. Ale w gąszczu teatralnych (cudo)twórców są także oni i one: artyści i artystki światła - pisze Marcelina Obarska w portalu culture.pl.

«Na samo światło patrzy się dziś także inaczej. W żargonie teatralnym mówi się, że jakiś spektakl jest pięknie lub dobrze "poświecony". Co to właściwie znaczy? Światło nie jest przecież jedynie mechanicznym, funkcjonalnym elementem - tak jak scenografia od dawna nie jest postrzegana jako "dekoracja". Reżyseria światła to w zasadzie sztuka wspierania narracji, a niekiedy tworzenia wyrazistej, autonomicznej instalacji. Światłem można opowiadać historię. Nie wystarczy więc zapamiętać, który przycisk ożywia który reflektor.

Początki tego zawodu (jako wyodrębnionej i zauważanej sztuki - nie tylko rzemiosła) sięgają w Polsce lat 90. Wieloletni współpracownik m.in. Jerzego Grzegorzewskiego czy Jerzego Jarockiego, Mirosław Poznański zauważył, że to właśnie w połowie lat 90. w zawieranych przez niego umowach i na afiszach przy jego nazwisku zaczęło pojawiać się określenie "reżyseria światła". W Culture.pl przedstawiamy wybrane sylwetki tych, dzięki którym polski teatr błyszczy.

Katarzyna Borkowska

Znana jest przede wszystkim jako wielokrotnie nagradzana autorka pełnych rozmachu opraw scenograficznych do spektakli Mai Kleczewskiej czy Eweliny Marciniak. Zajmuje się jednak także światłem (często łącząc to zadanie z projektowaniem scenografii), choć w wywiadzie dla Dwutygodnik.com przyznawała, że to dla niej "ogromny wysiłek": - Trzeba wejść w tworzący się świat i przewidywać konkretne efekty w tempie nieludzkim, a z powodu braku czasu to właściwie nierealne.

W tej samej rozmowie użyła pojęcia "dramaturgia światła", mówiąc o przedstawieniu teatralnym jako o spójnej całości, w której poszczególne elementy pracują na siebie nawzajem. I rzeczywiście - w wysmakowanych, niezwykle precyzyjnych estetycznie scenografiach Borkowskiej światło sprawia wrażenie integralnie wkomponowanego elementu wspierającego sceniczny świat, nie zaś odrębnej instalacji. Artystka w jednej z rozmów przyznała, że światło jest dla niej być może nawet ważniejsze niż sama scenografia. Współtworzyła głośne spektakle Eweliny Marciniak, m.in. "Śmierć i dziewczynę" z Teatru Polskiego we Wrocławiu, spektakl wzbudzający kontrowersje jeszcze przed premierą z uwagi na planowane przez reżyserkę zaangażowanie do jednej ze scen czeskich aktorów porno. Oprawa świetlna (wespół ze scenografią i kostiumami) autorstwa Borkowskiej została nagrodzona na XXXVI Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Artystka współpracowała także m.in. z Tomaszem Węgorzewskim (przy jego fantazyjnym "Listopadzie" oraz "Wampirze"), Michałem Borczuchem (m.in. przy "Hansie, Dorze i Wilku", przedstawieniu inspirowanym pismami Freuda) i Robertem Talarczykiem (przy "Himalajach" i "Drachu" na podstawie prozy Szczepana Twardocha).

Paulina Góral

W świetlny świat wprowadziła ją Felice Ross, amerykańska artystka, autorka wielu opraw do spektakli Krzysztofa Warlikowskiego, Mariusza Trelińskiego i Grzegorza Jarzyny. Góral, od kilku lat asystentka Ross, jest absolwentką warszawskiej Akademii Teatralnej na kierunku wiedza o teatrze. Jako samodzielna reżyserka światła pracowała m.in. nad "Cząstkami kobiety", spektaklu w reżyserii Kornéla Mundruczó nagrodzonego Grand Prix Boskiej Komedii w 2019 roku; "Holzwege" Katarzyny Kalwat czy "Kartoteką rozrzuconą" i "Imieniem Róży" w reżyserii Radka Rychcika. Współpracuje także z Jędrzejem Piaskowskim - oświetliła nie tylko jego poznańskiego "Króla Leara", ale także spektakl skierowany do młodego widza - "Historię naturalną czyli o niezwykłych żyjątkach" zrealizowaną w lubelskim Teatrze Andersena. Artystka jest otwarta także na współdziałanie z twórczyniami i twórcami nowej choreografii: opracowała światło do "le journal secret", solowego spektaklu Izy Szostak premierowo pokazanego w ramach Festiwalu Ciało/Umysł w 2019 roku. Efekty jej pracy oglądać mogli także widzowie m.in. Teatru Polonia, Starego Teatru, Łaźni Nowej i Teatru Ludowego w Krakowie, Teatru im. Solskiego w Tarnowie czy Teatru Żeromskiego w Kielcach.

Katarzyna Łuszczyk

Innego zdania jest Katarzyna Łuszczyk, która twierdzi, że to aktor - a nie przestrzeń czy ogólna atmosfera - jest w jej pracy najważniejszy: - Jestem z tej starej, mimo 39 lat, szkoły świecenia, która lubi widzieć aktora, jego twarz, oczy. [...] O każdym aktorze myślę indywidualnie, analizuję twarze, sylwetki, a na etapie prób - role. Kolory, faktury, kształty światła biorę "z aktora".

Początkowo sama marzyła o aktorstwie, jednak ostatecznie ukończyła Wiedzę o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej oraz polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2002 roku jest stałą asystentką Krzysztofa Warlikowskiego (asystowała m.in. przy "Aniołach w Ameryce", "(A)pollonii" czy "Francuzach"). Równolegle tworzy światła do przedstawień, dotychczas zrealizowała ponad 40 opraw - m.in. do spektakli Agaty Dudy-Gracz, Krystyny Jandy, Jacka Poniedziałka i Marcina Libera. Reżyserowała światło w hitowej "Apokalipsie" w reżyserii Michała Borczucha - jednym z najlepiej przyjętych i najgłośniejszych przedstawień tego reżysera. Mimo że światło traktuje dosyć pragmatycznie - jako narzędzie służące aktorom i aktorkom, podkreśla, że w swojej pracy kieruje się przede wszystkim intuicją. W swoim fachu dostrzega możliwość innego, niż w przypadku "klasycznej" reżyserii, sposobu na poprowadzenie aktorów i akcji. W rozmowie z Justyną Rabską mówiła: - Oglądając przebieg spektaklu w świetle roboczym, czerpię ze stanów, z emocji aktorów i potem z tego maluję ich świat. Prowadzę aktorów światłem.

Bartosz Nalazek

Z wykształcenia jest operatorem i fotografem, był m.in. autorem zdjęć do głośnego serialu telewizyjnego "Artyści" duetu Strzępka/Demirski. Początkowo nie myślał o pracy w teatrze - jego postrzeganie tej dziedziny zmieniła wycieczka do Wrocławia, gdzie - w tamtejszym Teatrze Polskim - miał możliwość przyjrzeć się pracy nad "Snem nocy letniej" w reżyserii Moniki Pęcikiewicz. "Chyba wtedy po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, ile możliwości dla reżysera światła daje teatr", mówił w rozmowie dla Dwutygodnik.com. Pierwszą teatralną współpracą było dla Nalazka spotkanie z Krzysztofem Garbaczewskim zainicjowane przez Wojciecha Pusia odpowiedzialnego za światło w jego "Biesach" z 2010 roku. Nalazek był wówczas autorem live video w spektaklu. Jak przyznaje, na początku drogi inspirował się właśnie Pusiem, ale także Jacqueline Sobiszewski i Felice Ross. "Biesy" były przyczynkiem do zawiązania wieloletniej współpracy Nalazka z Garbaczewskim. Ta zaś przyniosła mu dwa istotne laury: w 2014 roku podczas festiwalu Boska Komedia otrzymał nagrodę (razem z Robertem Mleczko) za najlepszą oprawę wizualną za spektakl "Kronos", a w 2017 roku - wyróżnienie za oprawę plastyczną do "Roberta Robura" [na zdjęciu] na 23. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

"Świecił" także w spektaklach Mai Kleczewskiej, Łukasza Twarkowskiego, Natalii Korczakowskiej czy Barbary Wysockiej. Był także autorem oprawy świetlnej w operach "Czarodziejska góra" i "Carmen" w reżyserii Andrzeja Chyry. Ciekawi go sytuacja, w której światło staje się "osobnym bohaterem", a nie jest traktowane jedynie jako narzędzie służebne wobec aktora/aktorki czy sytuacji. W 2015 roku w wywiadzie poprowadzonym przez Mateusza Węgrzyna zaznaczał także, że rola reżyserii światła jest w teatrze wciąż niedostrzegana i niedoceniana: - Ludzie często nie zauważają skali tej pracy, wchodzą do teatru i wydaje im się, że światło powstało razem ze scenografią albo że przychodzi pan, który włącza pstryczek i wszystko nagle działa.

Robert Mleczko

Film i teatr to dla niego dwie równie ważne przygody. Pracował jako operator przy kilkudziesięciu produkcjach (współpracował m.in. z Joanną Rajkowską, Arturem Żmijewskim i nowojorską The Wooster Group; jest także autorem zdjęć filmowego debiutu Michała Borczucha pt. "Warany z Komodo"), a od 2014 roku współtworzy Pracownię Filmu Eksperymentalnego na Wydziale Malarstwa i Nowych Mediów Akademii Sztuki w Szczecinie. W drugiej z dziedzin odpowiedzialny był dotąd za scenografię, kostiumy, projekcje wideo. Wielokrotnie tworzył także oprawy świetlne. Pracuje w pełnym tego słowa znaczeniu interdyscyplinarnie, tworząc wielowymiarowe anturaże dla spektakli. Od czasu głośnej "Balladyny" Krzysztofa Garbaczewskiego (2013) jest stałym współpracownikiem reżysera (nie tylko jako autor światła, ale także scenografii i wideo). Mleczko - jako reżyser światła - współtworzył najważniejsze przedstawienia Garbaczewskiego ostatnich lat: "Burzę" w Teatrze Polskim we Wrocławiu czy "Hamleta" w krakowskim Narodowym Starym Teatrze. Na koncie ma także współpracę z Grzegorzem Jarzyną, Natalią Korczakowską, Moniką Strzępką, Agnieszką Olsten, Ewą Wyskoczyl i Wojtkiem Blecharzem. Artysta ważne źródło scenicznego światła widzi w samych materiałach wideo, które - jak mówił w rozmowie dla Dwutygodnik.com - mogą "zmieniać przestrzeń okna sceny".

Aleksandr Prowaliński

Białoruski artysta o polskich korzeniach ukończył Wydział Malarstwa w Mińsku oraz grafikę na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Pierwszą asystenturę przy tworzeniu światła do spektaklu zaproponowała mu Jacqueline Sobiszewski (był to musical "Nine" w reżyserii Pii Partum). Jak mówił w wywiadzie dla polskiej edycji "Vogue'a", to właśnie Sobiszewski "wciągnęła go do teatru" - asystował artystce także przy scenografii do "Projektu P" Michała Borczucha. Jego pierwszą samodzielną pracą w teatrze był "Grind/r" Piotra Trojana w TR Warszawa, wówczas Prowaliński odpowiadał zarówno za światło, jak i scenografię. Dziś ma na koncie bez mała dwadzieścia autorskich realizacji. W podsumowaniu 2018 roku redakcja Dwutygodnik.com umieściła go w gronie highlightów. Jak pisano, Prowaliński "zjawia się na próbach, ustawia reflektory - i nagle wszystko ożywa". Młody artysta doskonale wyczuwa specyfikę nowej choreografii i performansu: "oświetlał" prace takich artystek jak Marta Ziółek, Wojciech Grudziński czy Hana Umeda. Doskonale odnajduje się także w eksperymentalnych spektaklach teatralnych: jest współautorem m.in. przerażającego świata w "Strachu" Gosi Wdowik czy plenerowych "Narkotykach" Oskara Sadowskiego. Mimo że pracę w teatrze rozpoczął stosunkowo niedawno, ma w swoim CV nazwiska topowych reżyserów i reżyserek polskiego teatru: Jędrzeja Piaskowskiego, Grzegorza Jarzyny czy Kuby Skrzywanka. W czerwcu 2019 roku oświetlił nawet sam Pałac Kultury - przy okazji reżyserowanego przez Natalię Korczakowską przedstawienia "Madama Butterfly" wystawionego na Placu Defilad.

- Stałem przed pałacem z telefonem w ręku i mówiłem do pana odpowiedzialnego za sterowanie światłami: "Poproszę kolor czerwony". I za chwilę Pałac Kultury stawał się czerwony. Niesamowite uczucie posiadać tak wielką władzę. - mówił Mike'owi Urbaniakowi.

Wojciech Puś

To kolejny operator filmowy w gronie artystów i artystek pracujących przy oprawach świetlnych w teatrze. W swojej dziedzinie uzyskał doktorat, nad którym pracował pod okiem Józefa Robakowskiego. Jest autorem filmów, scenografii, instalacji i prac wideo. Jak sam mówi, światło jest podstawowym tworzywem jego pracy: - [To] materia, którą przekształcam [...] i przy pomocy której zaczynam wchodzić w nastrój i znaczenie obrazu. Filmowego, teatralnego, instalacyjnego. Każdego.

Wszechstronny artysta w teatrze współpracował z całą reżyserską plejadą, m.in. z Agnieszką Olsten, Markiem Fiedorem, Pawłem Miśkiewiczem, Mają Kleczewską, Natalią Korczakowską czy Łukaszem Twarkowskim. Pracował też przy teatralnym debiucie Wojciecha Smarzowskiego, czyli spektaklu "Kraksa" zrealizowanym w 2005 roku w Narodowym Starym Teatrze, a także przy jednym z pierwszych ważnych przedstawień Krzysztofa Garbaczewskiego - wrocławskiej "Nirvanie" (2009). Kilkanaście razy jego światło towarzyszyło monumentalnym przedstawieniom operowym (jednym z nich był "Orfeusz i Eurydyka" w reżyserii Mariusza Trelińskiego). Puś światło postrzega instalacyjnie: jako odrębny, autonomiczny obiekt a nie cichy kontrapunkt. Dlatego też traktuje swoją pracę jako autorską artystyczną praktykę, w której nie ma miejsca na dominację reżysera: - Z reżyserami, którzy kazali mi >>ustawiać<< światło, więcej nie pracowałem. Ważne jest, by spotkać się z reżyserem, który widzi w nas nie tylko wykonawców, ale też artystów - mówił w wywiadzie dla miesięcznika "Teatr".

Zarówno Puś, jak i Nalazek podkreślali w rozmowach, że to, czy aktorzy i aktorki są dobrze widoczni na scenie, nie jest dla nich najważniejsze. "Ważne, żeby obraz sceniczny miał napięcie wizualne", mówił Puś.

Jacqueline Sobiszewski

O swojej roli mówi, że jest niczym teatralny odpowiednik operatora filmowego: wymaga technicznej precyzji i czułego oka. Jest więc połączeniem twardych umiejętności z artystycznym zmysłem. Sobiszewski to wszystko ma - urodzona w Holandii artystka jest z wykształcenia operatorką po łódzkiej Filmówce, choć w zawodzie praktycznie nie pracowała. Traf chciał, że uniemożliwił jej to wypadek. Zaczęła, jeszcze nieśmiało, u Redbada Klynstry (przy spektaklu "Gry" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym w 2003 roku). Dziś znana jest przede wszystkim z wielokrotnej współpracy z Grzegorzem Jarzyną, Agnieszką Glińską czy Michałem Borczuchem. Swoją pracę traktuje niezwykle serio i jest przekonana o interpretacyjnych walorach oprawy świetlnej. Jak mówiła w rozmowie dla Gazety.pl:

- Jeśli reżyser uważa, że przyjdę ostatniego dnia na próbę, a on mi powie: "Proszę zrobić coś pięknego", i to się uda, jest w błędzie.

Dotychczas "świeciła" w ponad 80 (!) spektaklach, m.in. w jednym z ważniejszych przedstawień Grzegorza Jarzyny "T.E.O.R.E.M.A.T." (za tę pracę otrzymała wyróżnienie festiwalu Boska Komedia), nagradzanego "Wszystko o mojej matce" Michała Borczucha czy do sensacyjnej dla polskiego teatru "Klątwy" chorwackiego reżysera Olivera Frjlicia. Za oprawę do "mede:i", spektaklu zrealizowanego przez Jarzynę w wiedeńskim Burgtheater, otrzymała nagrodę 15. International Small Scene Theatre Festival w chorwackiej Rijece. Jest też współtwórczynią teledysków, spektakli telewizyjnych i wideoinstalacji (pracowała m.in. z Krzysztofem Skoniecznym, reżyserem "Hardkor Disko" i "Ślepnąc od świateł"; wspólnie zrealizowali wideoklip "Limbs of Sun" do muzyki Mikołaja Laskowskiego).

**

Marcelina Obarska

Absolwentka teatrologii UJ. W Culture.pl redaguje dział Teatr i Taniec. Uczestniczka projektów dramaturgicznych i performatywnych w Polsce i za granicą. Jest autorką kilku tekstów dla teatru.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego