powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Szczęśliwa lista

"Wszystko, co najlepsze" Duncana Macmillana i Jonny'ego Donahoe'a w reż. Piotra Złotorowicza w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Kiedy mama po raz pierwszy próbowała popełnić samobójstwo, jej siedmioletni syn zaczął tworzyć listę rzeczy, które mogą przynieść radość i być powodem, że nazajutrz chce się wstać z łóżka. Objaw samoobrony przed spotkaniem ze śmiercią. Pokazał listę mamie, ale nigdy o tym nie rozmawiali. Potem wciąż ją uzupełniał, niszczył, uzupełniał, aż urosła do miliona powodów - od lodów waniliowych po... Szczerze mówiąc, nie zapamiętałem, pozostając w niemym podziwie dla Rafała Mohra, który zapamiętał ich bez mała setkę z rozmaitymi przypisanymi im numerkami, za których pomocą wywoływał widzów do odczytania (z wcześniej rozdanych karteczek) potrzebnych w danej chwili zapisów.

Duncan Macmillan, autor "Wszystkiego, co najlepsze", zdobył już polską publiczność "Tchnieniem" (Teatr Narodowy), a teraz potwierdza swój talent monodramem, który w wykonaniu brytyjskiego komika Jonny'ego Donahoe zyskał rozgłos. W Polonii mierzy się z tym monologiem Rafał Mohr, wciągając publiczność do działania. To wymagająca forma, wiadomo, że widzowie bywają oporni, nie zawsze gotowi do współpracy z aktorem albo nadmiernie kreatywni. Mohr ma jednak dar pozyskiwania sympatii widzów, dzięki czemu tworzy się interesujące wspólnictwo widowni i sceny w snuciu tej niełatwej opowieści o zmaganiach z depresją i pokusą samobójstwa. Jak się okazuje, o tym poważnym problemie można mówić dowcipnie, z czułością i bez nadęcia. Podwójny udany debiut w monodramie: wykonawcy i reżysera.