powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Czardasz na Nowy Rok

Węgierska operetka "Księżniczka czardasza" okazała się sukcesem gdańskiej Fundacji Kultura.Teraz!. Widzowie wychodzą z pieśnią na ustach, muzyka czardasza pozostaje w głowie jeszcze na długo - o spektaklu w reżyserii Anny Fedyniak-Kołodziej i Piotra Grzegorza Kołodzieja pisze Paulina Janas z Nowej Siły Krytycznej.

Fabuła, jak to w operetce, jest lekka, zabawna - świetnie nadaje się do świętowania Nowego Roku i karnawału, jak miało to miejsce osiemnaście lat temu w Operze Bałtyckiej, kiedy to Grzegorz Piotr Kołodziej - solista i współreżyser tegorocznego spektaklu - po raz pierwszy wcielił się w postać hrabiego Boniego Kancsianu.

Edwin (Przemysław Radziszewski), zakochany w tytułowej "księżniczce czardasza", Sylvie Varescu (Barbara Lewicka), zapomina na śmierć o dawnych zaręczynach z kuzynką, hrabianką Stasi (Magdalena Chmielecka). Rodzice sprzeciwiają się gorącemu uczuciu syna do pięknej artystki z budapeszteńskiego variété Orfeum. Choć Edwin przysięga nowej wybrance ślub i wspólne życie, musi powrócić w rodzinne strony. Sprawy komplikują się, gdy Sylva dowiaduje się od ich wspólnego przyjaciela Boniego o dawnych zaręczynach Edwina. Zdruzgotana, wyjeżdża w trasę do Ameryki. Powróciwszy, postanawia wejść w rolę żony Boniego i odwiedzić dom Edwina, by pogratulować młodej parze zaręczyn. Boni bardzo szybko zakochuje się w Stasi, co okazuje się rewelacyjnym rozwiązaniem dla wszystkich. Miłosne komplikacje i zawiłości uczuciowe rozwiązują się pod koniec aktu III, gdy ojciec Edwina, Leopold Maria von Lippert-Weylersheim (Maciej Konopiński), dowiaduje się przypadkiem, że jego żona (Anna Kociarz-Konopińska) w młodości również była szansonistką. Scena ta jest punktem kulminacyjnym, od tego momentu pary zakochanych mogą się połączyć - Sylva z Edwinem, a Stasi z Bonim Kancsianu.

Atmosfera gdańskiego przedstawienia jest bardzo luźna i - jak to w operetce - przepełniona żartami. Nie tylko soliści, ale też dyrygentka (Sylwia Janiak-Kobylińska) oraz orkiestra uczestniczą w akcji, gdy na przykład Hrabia Feri von Kerekes (Marcin Miloch) prosi skrzypka Romana Niczyparuka, by z taką siłą zagrał czardasza, żeby przekonać Sylvę Varescu do powrotu na scenę.

Tancerze Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Gdańskiego "Jantar" otworzyli spektakl czardaszem w tradycyjnych strojach węgierskich, następnie kobiety przebrały się w sukienki z lat trzydziestych XX wieku, zamieniając się w artystki teatru Orfeum. Cały zespół świetnie odnalazł się w klimacie tamtych lat.

Sopranistka Magdalena Chmielecka zachwyca głosem. Dobrze na scenie sprawdza się też młody absolwent Akademii Muzycznej w Gdańsku, Paweł Janota. Choć jego partia (Porucznik von Rohnsdorf) jest mówiona, wykreował jedną z ciekawszych postaci. W spektaklu bierze też udział dwoje aktorów Teatru Wybrzeże, wcielają się w role rodziców Edwina. Anna Kociarz-Konopińska i Maciej Konopiński świetnie oddają komizm postaci.

Aranżacja Kamila Cieślika dla dwudziestoosobowej orkiestry wypadła interesująco, pojawiły się w niej perkusja i saksofony. Już po wejściu do budynku zaczynają dobiegać publiczność dźwięki czardasza. To pianistka (Grażyna Troć) wprowadza widzów w klimat wieczoru, grając w korytarzu,

Nie obyło się bez wpadek, które jednak nie raziły a dodawały humoru widowisku. Taka sytuacja miała miejsce na przykład, gdy jeden z muzyków miał zareagować na niespodziewane dla bohaterów słowa Sylvy, ale jego reakcja była szybsza od jej wieści. W operetce jest miejsce na dystans i z takimi sytuacjami aktorzy poradzili sobie dobrze.

***

Paulina Janas - absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (specjalizacja teatrologiczna i edytorska). Studentka III roku śpiewu solowego w Akademii Muzycznej w Gdańsku.