powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Akrobatyka ontologiczna

Istnienie teatru wydaje się być czymś oczywistym - trudno dziś sobie wyobrazić duże europejskie miasto bez przynajmniej jednego budynku teatralnego znajdującego się gdzieś w jego centrum - pisze Jarosław Cymerman w kolejnym felietonie z cyklu "Zbiegowisko", w którym przypomina myśli Zbigniewa Raszewskiego.

Zbigniew Raszewski przyglądając się narodzinom teatru stwierdził najpierw dość ogólnie, że "powstał, a raczej powstawał on w warunkach szczególnych, wyjątkowych", po czym konstatował:

"Weźmy jeszcze raz przykład klasycznej Grecji. Jej oswojenie z myślą o metamorfozie zapewne przyczyniło się do powstania teatru. Wiemy jednak, że podobna sytuacja panowała i w innych krajach o wysokiej cywilizacji, np. w Egipcie, który był wypełniony, by tak rzec, myślą o przemianie, a teatru nie wytworzył. (Choć miał rozwinięty świat widowisk.) A więc potrzebny jest jeszcze jakiś inny czynnik do powstania teatru? Może trzeba go upatrywać w społecznej aprobacie dla tej akrobatyki ontologicznej, która najzwięźlej da się określić formułą >>niby jestem księciem duńskim, a niby nie jestem<<? Taka aprobata na pewno pojawia się na szczeblu pewnego wyrafinowania. Reszta wydaje mi się niejasna. Tyle wiem, że w historii wielkich cywilizacji teatr pojawia się stosunkowo rzadko i z reguły bardzo późno".

Istnienie teatru wydaje się być czymś oczywistym - trudno dziś sobie wyobrazić duże europejskie miasto bez przynajmniej jednego (często okazałego) budynku teatralnego znajdującego się gdzieś w jego centrum. Raszewski przypuszcza, że jednym z czynników wpływających na rozwój sztuki teatru była "społeczna aprobata dla akrobatyki ontologicznej", czyli powszechne rozumienie teatralnej konwencji i wynikające z tego nieutożsamianie aktora z graną przez niego postacią. To "niby jestem, niby nie jestem" na scenie sprawia, że wszystko, co zostanie umieszczone w obrębie spektaklu nabiera podwójnego znaczenia, poszczególne sytuacje czy rekwizyty tracą dosłowność i nabierają siły metafory.

To wszystko dla przeciętnego bywalca teatralnego jest bardziej niż oczywiste. A jednak powszechną świadomość tych cech sztuki teatru Raszewski określił jako "warunki szczególne", a nawet "wyjątkowe", które na dodatek pojawiają "rzadko i z reguły bardzo późno" w historii wielkich cywilizacji. To właśnie dojrzałość formacji kulturowych sprawia, że w teatrze można więcej, także w wymiarze społecznym i politycznym. Dodatkowo historyczny kostium bądź egzotyczna sceneria ułatwia mówienie ze sceny tego, co trudne do przyjęcia. Co więcej, pozwala na to, by krytyczna ocena rzeczywistości nabrała większego wyrafinowania i uniwersalności.

Ostatnio można odnieść wrażenie, że akceptacja dla tej szczególnej odmiany akrobatyki wyraźnie się zmniejsza. I nie mam tu na myśli wyłącznie skandali wywoływanych przez widzów oburzonych tym, co oglądają na scenie. Także po drugiej stronie rampy aktorzy coraz częściej dają świadectwo, nauczają, agitują - innymi słowy - odgrywają role społeczne, a nie teatralne. Zdają się przy tym zapominać, że siłą teatru jest nie tyle nośność i słuszność podnoszonych spraw, ale to, że "niby jest, niby nie jest".