powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Wszystko, co najlepsze

"Wszystko, co najlepsze" Duncana Macmillana i Jonny'ego Donahoe'a w reż. Piotra Złotorowicza w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

Mówiąc najkrócej - o depresji, na którą lekarstwem, może lepiej powiedzieć - sposobem - w przypadku naszego bohatera jest lista rzeczy, dla których warto żyć. Zaczął ją tworzyć jako dzieciak po nieudanej próbie samobójczej matki, już jako dorosły, po przejściach, dopisuje na niej pozycję nr 1000000. Na niej znajdziemy oczywistości, których - przez ich właśnie oczywistość - nie dostrzegamy (jak np. lody waniliowe) po znacznie, znacznie bardziej wyrafinowane.

Miło słucha się historii naszego bohatera, granego przez Rafała Mohra. I właściwie to jest moje jedyne zastrzeżenie do tego spektaklu, że jest "miło", podczas gdy wolałbym chyba być tym tekstem poruszony, walnięty wręcz, albo - z drugiej strony - odreagować rechotem - jak to jest w wersji amerykańskiej, Jonny Donahoe jest komikiem. Tak, chciałbym coś więcej, mocniej, bardziej. Tymczasem było po prostu... miło.

Nie doczytałem w opisie i siedziałem jak na szpilkach, że p. Rafał mnie wywoła na scenę, czego po prostu nie cierpię, na szczęście nie siedziałem za blisko i tylko odczytałem swoja karteczkę. Uprzedzam zatem, to teatr "angażujący".