powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Skoro i tak zginiemy w zupie...

"Ja, Bałwan" Maliny Prześlugi w reż. Artura Romańskiego w Teatrze Animacji w Poznaniu. Pisze Katarzyna Lemańska, członkini Komisji Artystycznej 26. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Głównymi tematami dramatu Maliny Prześlugi Ja, Bałwan są wartości egzystencjalno-filozoficzne: świadomość przemijania, odkrywanie życiowego celu i związana z tym epikurejska postawa carpe diem, a także - co nie jest częste w teatrze - męska przyjaźń. Bohaterowie utworu to trzykulkowy Bałwan i ten (uwaga: w rodzaju męskim) Marchewka. Połączył ich splot przypadków, w wyniku których Marchewka, zamiast wylądować w rosole, został nosem śniegowej postaci. W zabawnym i pełnym niedomówień dialogu rozpoznają swoje położenie i odtąd są już ze sobą związani na zawsze. Bałwan jeszcze wprawdzie wydmucha z siebie warzywo, uwalniając Marchewkę, ale osamotniony i tak będzie "podążał za swoim nosem". W salad barze, gdzie Marchewka spędza większość czasu, dowie się nad kubkiem parującej herbaty, że za kilka godzin nieuchronnie stopnieje podczas odwilży. I że herbata mu nie służy.

Postaci nakreślone zostały na zasadzie opozycji. Butny i pewny siebie Marchewka (Igor Fijałkowski), z kowbojską chustką wokół szyi w kolorze marchewkowym, jest nieco rozgoryczony faktem, że jako warzywo żyje krótko. Entuzjastyczny i obdarzony dziecięcą wyobraźnią Bałwan (Artur Romański, także reżyser spektaklu), choć zaskoczony perspektywą rychłej śmierci, chce zrealizować swoje marzenia, poznać i doświadczyć jak najwięcej. Celów jest kilka: zobaczyć "cały świat" z punktu widokowego, pójść nad morze, zapytać ludzi, dlaczego tańczą nocą na dworze, uratować rannego gołębia. I najważniejszy: odpędzić samotność. Marchewka, nie mając "nic ciekawszego do roboty", oprowadza Bałwana po mieście. W miarę kolejnych przygód rodzi się między nimi coraz silniejsza więź. Marchewka chce uratować przyjaciela i wrócić z nim do lodówki, chociaż czeka go tam pewna śmierć w zupie. Pobocznym wątkiem jest nieodwzajemnione uczucie Sałatki Greckiej (Aleksandra Leszczyńska) do Marchewki. Ostatecznie to Sałatka wymyśli, jak uratować Bałwana.

Spektakl powstał według koncepcji wizualnej Artura Romańskiego, który zaprosił do współpracy inżynierkę papieru Martę Marię Madej. Scenografia i lalki powstały w technice pop up artu, wykorzystującej sztuki składania i cięcia papieru, czyli origami i kirigami. Składane dekoracje "ukryte są" w formie rozkładanych książeczek. To niewielkich rozmiarów, trójwymiarowe makiety z ruchowymi elementami. Przypominają przedmioty wykorzystywane w metodzie nauczania Montessori: młodzi widzowie podpatrują, że z kawałka papieru można stworzyć pomoce do zabawy. Marta Maria Madej każdy z papierowych elementów wykonała z wielką starannością o szczegóły. Za sprawą kamery i rzutników wyświetlona na trzech ekranach scenografia - na dodatek wprawiona w ruch - zmienia się w rzeczywistych rozmiarów salon fryzjerski (gdzie Marchewka opowiada fryzjerowi Fredowi historię o Bałwanie), salad bar, rynek i ulice miasteczka czy wzburzone morze. To ostatnie wykonano na dwa sposoby: jako papierową makietę i jako szklaną kulę napełnioną niebieskim płynem, w której światło, odbijając się, tworzy efekt zderzających się fal. Aktorzy zwracają się wprost do kamery (sterowanej przez aktorkę Magdalenę Dehr) lub poruszają na tle wyświetlanych na ekranie scenerii, na przykład w scenie latania, gdy kręcą się wokół własnej osi na tle zmniejszających się budynków. Lalkarze animują także swoje papierowe pierwowzory wewnątrz makiet. Zmieniające się scenerie nadają spektaklowi żywe tempo i pozwalają małym widzom zanurzyć się w przygodzie. Emocje bohaterów oddaje także nastrojowa muzyka Tomasza Lewandowskiego.

Lekki i świadczący o dobrym warsztacie pisarskim tekst Prześlugi zawiera dowcipne piosenki ("I wariat dzisiaj tańczy" do muzyki Seweryna Krajewskiego), pełen jest też niedopowiedzeń i gier słownych. Bałwan zabawia Gołębicę Laurę (papierową postać animuje Marta Berthold) docinaniem Marchewce, że "zadziera nosa", ma "wieczne muchy w nosie", chodzi "z nosem na kwintę". Dwuznaczny jest także tytuł spektaklu "Ja, Bałwan" (dramat Prześlugi napisany w 2015 roku grany był już we Wrocławiu jako "Może morze", a w Toruniu jako "A morze nie"). Czy słowo "bałwan", padające w rozmowie zakochanej Sałatki Greckiej i przebranego za kowboja korzenia, oznacza przyjaciela stojącego za oknem czy jednak samego Marchewkę? Zabawnie brzmi, gdy warzywo z pełną powagą instruuje Gołębicę na temat zasad bezpieczeństwa w powietrzu: "Co każde trzy godziny lotu należy odpocząć, są na to przepisy. Nawet taki kilkusekundowy sen może...". W spektaklu padają, zabarwione dowcipem, głębokie pytania egzystencjalne: o długość życia ("Data ważności"), o cechy antropomorficzne bohaterów ("Chyba jestem jakimś wyjątkowym bałwanem, skoro potrafię chodzić"). O wiedzę na temat świata ("Mam dwie godziny. I kompletnie nie wiem, co zrobić ze swoim życiem"; "Jesteś marchewką, nie wiesz wszystkiego"). O umieranie wreszcie ("Nie chciałbym, żeby na końcu bolało. Chcę, żeby było tak wspaniale do samego końca!", "Rozpłyniesz się. Staniesz się morzem"; "Morze jest nieskończone. Będę nieskończony"). Zarażeni pozytywną energią Bałwana bohaterowie, mimo niewesołej sytuacji, przyjmują afirmatywną postawę wobec życia.

W opublikowanym tekście Maliny Prześlugi Bałwan z Marchewką mieli lecieć za morze na Biegun Północny. W dobie globalnego ocieplenia nie byłoby to najlepszym rozwiązaniem - nie wiadomo, jak długo Bałwan przetrwałby na biegunie, skoro w zimie w ubiegłym roku w Arktyce najwyższa temperatura wynosiła nawet ponad 0 stopni Celsjusza. Wątek ekologiczny, funkcjonujący w przedstawieniu w formie niedomówienia nadpisanego przez rzeczywistość, zmienia zakończenie. Przyjaciele wyruszają w nieznane, uciekając przed odwilżą. Czy im się uda? Opinie są podzielone. Wymowa spektaklu jest jednak optymistyczna: należy czerpać z życia jak najwięcej i cokolwiek by się działo, na przyjaciołach zawsze można polegać.

Chociaż tematy egzystencjalne podejmowane w spektaklu wydają się niekiedy za trudne dla młodego widza, "Ja, Bałwan" to propozycja dla odbiorców w każdym wieku, którzy lubią historie przygodowe, fantastyczne, opowieści o miłości, przyjaźni, także o nauce latania. Po prostu tchnące nadzieją. To świetna propozycja na spędzenie czasu w teatrze w okresie świątecznym. I nie tylko.