powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Zstępni Racheli w Bagateli

"Żyd z Wesela. Wycieczka krajoznawcza" wg Romana Brandsteattera i Stanisława Wyspiańskiego w reż. Klaudii Hartung-Wójciak w Teatrze Bagatela w Krakowie. Pisze Kamila Łapicka, członkini Komisji Artystycznej 26. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Jako rodowita warszawianka spektakl Klaudii Hartung-Wójciak określiłabym jako "krakowski" i nie ma w tym cienia międzymiastowych animozji. Jest on po prostu zanurzony w krakowskim życiu literacko-teatralnym, pełen charakterystycznych nazw miejsc i ulic, przesycony atmosferą sentymentalną. Jest to jednak drogi sentymentalizm, gdyby za jego wyznacznik przyjąć wygląd czworga aktorów, ubranych w stylu glamour w garnitury spod igły Louisa Vuittona. Jego krakowskim wcieleniem jest Marcin Wojciechowski i bardzo mi się spodobał jego kostiumograficzny żart. Nadto przestrzeń Sali Stiukowej Sceny na Sarego 7, czyli biel i złoto, tworzy w tym przypadku idealny krajobraz. Coś mi podpowiada, że mityczne żydowskie bogactwo także nie jest tu bez znaczenia.

Spektakl jest rodzajem scenicznej "księgi pamięci" dotyczącej trzech kwestii: bytności Żydów w Krakowie, narodzin Wesela Wyspiańskiego i historii Teatru Bagatela. Kluczową postacią, a jednocześnie wielką nieobecną jest Józefa "Pepa" Singer. Córka karczmarza z Bronowic Małych, Hersza Singera, weszła wraz z ojcem do literatury dzięki Weselu Wyspiańskiego, choć ów Hersz wcale nie był takim obrotem spraw zachwycony: "Po co ja mam wchodzic do literatury? Co porzadny Zyd ma robic w literaturze?" - pytał w opowiadaniu Romana Brandstaettera Ja jestem Żyd z "Wesela" z roku 1972. Brandstaetter przedstawił w nim punkt widzenia Singera, który żalił się, że postacie napisane przez Wyspiańskiego zawładnęły życiem jego familii. Nie nazywano go bowiem inaczej niż "Żydem z Wesela", zaś ukochana córka Pepka na dobre zmieniła się w Rachelę.

Bohaterami przedstawienia w Teatrze Bagatela są zaginieni potomkowie "Racheli": obieżyświatka Helena Singer (Natalia Hodurek), bedąca owocem romansu z Piłsudskim Izabela Izraela Singer (Izabela Kubrak), rabin z Poznania Jacoob Ben Sajur Singer (Maciej Sajur) i aktor z Bagateli Piotr Rosenbaum vel Piotr Rozanski. Jest w tym zestawie postaci coś z ducha Wyspiańskiego, który na afiszu Wesela miał zamiar umieścić "po imieniu i nazwisku zywe, działajace osoby", jak niesie Plotka. W swoich kwestiach-wizytówkach każde z domniemanych dzieci nazywa matkę innym imieniem, wyróżniając w ten sposób etapy jej życia: anonimowy (Pepa, Perel), literacki i post-literacki (Rachela) oraz związany z konwersją (Józefa).

Istotnym elementem inscenizacji jest warstwa muzyczna. Za wokalne przygotowanie aktorów, wykonujących między innymi utwór Sunrise, Sunset ze Skrzypka na dachu, była odpowiedzialna Natalia Hodurek, młodziutka absolwentka krakowskiej AST obdarzona pięknym mezzosopranem. Wykonawcy nie tylko śpiewali, ale także grali na instrumentach, tworząc zespół klezmerski o nazwie "Bękarty Racheli" - to określenie pochodzi z Facebookowego profilu Witolda Mrozka, krytyka teatralnego, który zadebiutował w teatrze repertuarowym jako współautor tekstu (razem z Klaudią Hartung-Wójciak) i dramaturg spektaklu. Szczególnie poruszająco wybrzmiała piosenka Kinderjorn (jid. Dziecięce lata) autorstwa ludowego barda Mordechaja Gebirtiga, który spędził swój żywot na Kazimierzu i zginął wraz z rodziną w trakcie akcji wysiedleńczej w 1942 roku.

W wywiadzie dla Radia Kraków Mrozek powiedział, że spektakl był "zadaniem z Bagateli". Autorzy wypełnili to zadanie, tworząc kolaż scen o zróżnicowanej strukturze, w którym dialogi oryginalne oraz sceny przepisane (z Wyspiańskiego, z Brandstaettera, czy z Legend o krwi Joanny Tokarskiej-Bakir, gdzie mowa jest o genezie uprzedzeń antyżydowskich) łączą się z piosenkami i głosem wycieczkowego przewodnika. Ze sceny słychać trzy języki - polski, jidysz i hebrajski, zaś sztuka zawiera niemniej kontekstów i nawiązań niż kutia ziaren maku. Przyjemnie było oddzielać te ziarenka i szukać coraz głębiej - sięgnąć do źródeł inspiracji twórców, wypisanych skrupulatnie na stronie internetowej spektaklu. Z historii Bagateli zaczerpnięto informację o zdarzeniach z roku 1923, gdy gościnnie wystąpiła tam Trupa Wileńska z pokazem Dybuka w jidysz. Doszło wówczas do protestów środowisk narodowych, nięchętnych rozprzestrzenianiu się "żargonu" w literaturze i powtórzeniu spektaklu. Pisze o tym Anna Kuligowska-Korzeniewska w książce Polska "Szulamis". Studia o teatrze polskim i żydowskim. W tonie pół żartem, pół serio przypomniano także historie rekwizytów z Bagateli. Piotr Różański przytoczył na przykład losy koszyka, który razem z nim jako Gospodarzem zagrał w Co się komu w duszy gra według Wesela w reżyserii Anny Polony (1992), a potem pełen bajgli pojawił się w Skrzypku na dachu w inscenizacji Jana Szurmieja (2003).

Wypada jeszcze wyjaśnić, czym jest owa "wycieczka krajoznawcza", zaanonsowana w tytule. Miałam myśl, że może będzie to coś w rodzaju wędrówki teatralnymi zakamarkami, którą odbyłam w czasie Rabacji w krakowskim Teatrze im. Słowackiego, ale tym razem jedynymi wędrowcami byli aktorzy. Krążąc po Sali Stiukowej, z której być może w XIX wieku korzystała paramasońska loża Schlaraffia, podziwiali cherubiny, Drabinę Jakubową i popiersie krytyka Mojzesza Kanfera. W trakcie oglądanego przeze mnie, premierowego spektaklu, podziwiali popiersie krytyka Wojciecha Balucha, który zaangażowany spontanicznie do akcji scenicznej, sprawdził się w roli Kanfera rewelacyjnie, zachowując kamienną twarz.

Klaudia Hartung-Wójciak, młoda reżyserka, która swoją zawodową drogę rozpoczęła w 2016 roku, ma teraz świetną passę. Zdobywa nagrody (Grand Prix Festiwalu Korczak 2019 dla spektaklu Dziki), wygrywa konkursy, by móc podejmować kolejne wyzwania ("Placówka", "Polowanie na motyle"). Dzięki pierwszemu z nich w Instytucie Teatralnym zostanie zrealizowany projekt Maszyna choreograficzna. "Święto wiosny" na aturi i mimozy wstydliwe z udziałem instrumentalistów i performerów, ale przede wszystkim niezwykłych i czułych roślin zapisanych w tytule, zaś owocem drugiego będzie inscenizacja Solaris Stanisława Lema na scenie Teatru Ochoty w Warszawie (ponownie w duecie z Witoldem Mrozkiem). Charakter pisma Klaudii Hartung-Wójciak wciąż się kształtuje, ale na razie można powiedzieć, że jest to eklektyczny styl, w którym mieszają się porządki - wysokie z niskim, przetworzenia z oryginalną myślą. Nad wszystkim unosi się pasja i młodzieńczas energia, co bez wątpienia łączy Warszawę, Kraków i każde inne dowolnie wybrane miasto na teatralnej mapie Polski.