powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Sekrety komórek

"Dobrze się kłamie" wg Paolo Genovese w reż. Marcina Hycnara w Teatrze Studio Buffo w Warszawie. Pisze Kamil Stępniak na stronie Warszawska Kulturalna.

Adaptacja, jako sztuka dopasowania konkretnych utworów do innych struktur rodzajowych jest w teatrze zjawiskiem powszechnym, niemal codziennym. Artyści inspirują się literaturą, sztuką, kulturą, czy... filmem. Chociaż wydaje się, że niełatwo jest zrobić spektakl na podstawie filmu, który zachwyci publiczność bardziej, aniżeli wersja referencyjna. Kino dysponuje nie tylko większymi budżetami, ale i chociażby bardziej zaawansowaną technologią. Istnieją jednak wyjątki. Jednym z nich jest sztuka "Dobrze się kłamie", której premiera odbyła się 5 grudnia w Studio Buffo.

Spektakl powstał na podstawie filmu Paolo Genovese pt. "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie". Z polską adaptacją przeboju kinowego mogliśmy zapoznać się we wrześniu 2019 r. Film "(Nie)znajomi" wyreżyserował Tadeusz Śliwa, a zagrali w nim: Maja Ostaszewska, Kasia Smutniak, Aleksandra Domańska, Natalia Jędruś, Tomasz Kot, Łukasz Simlat, Michał Żurawski, oraz Wojciech Żołądkowicz.

Komórki i stół

Fabuła spektaklu (i filmu) jest oparta na niezwykle prostym - lecz jednocześnie - genialnym założeniu. Kilku znajomych spotyka się przy jednym stole podczas kurtuazyjnej wizyty. W tle pojawia się pytanie: jak naprawdę dobrze się znamy? Kim rzeczywiście jesteśmy, a na kogo się kreujemy? W celu weryfikacji tego problemu pada propozycja: wyjmujemy telefony komórkowe na stół. Wszystkie wiadomości odczytujemy na głos, a rozmowy prowadzimy w trybie głośnomówiącym. Niewątpliwie szalony pomysł! Czy przyjaźń, miłość oraz partnerstwo przetrwają taką próbę? Czy rzeczywiście telefon jest "czarną skrzynką", z której można dowiedzieć się o człowieku więcej, aniżeli by się chciało? Jakie będą perturbację powyższej gry, dowiecie się odwiedzając Studio Buffo.

Twórcy z pasją

"Dobrze się kłamie" wyreżyserował Marcin Hycnar. Z resztą zrobił to w sposób mistrzowski, o czym świadczy nie tylko to w jaki sposób aktorzy grają i interpretują swoje role, ale także, a może przede wszystkim to, jak żywiołowo podczas spektaklu reaguje publiczność. Co warto podkreślić, adaptację oraz tłumaczenie przygotował Bartosz Wierzbięta - znany ze stworzenia dowcipnych dialogów m.in. w "Shreku". W spektaklu zdecydowanie czuć rękę tego artysty. Sztuka została wyprodukowana przez Katarzynę Fukacz, Damiana Słoninę, Tito Productions oraz Spektaklove.

Należy stwierdzić, że "Dobrze się kłamie" to zdecydowanie dobrze wykonana praca. Nie tylko reżysera, producentów, scenografa, czy innych twórców, lecz też aktorów. Przecież to finalnie oni odpowiadają za jakość twórczą, z którą bezpośrednio spotyka się widz. A ta stoi na najwyższym poziomie. Można podsumować - bez żadnej kokieterii - że spektakl zdecydowanie wyprzedził klasą film "(Nie)znajomi". Co nie oznacza, że wersja kinowa była słaba. Wręcz przeciwnie!

Salwy braw i wybuchy śmiechu to zasługa fantastycznie odtworzonych ról, które zostały dopasowane do polskich realiów. Między aktorami widać chemię. Oni po prostu doskonale się ze sobą bawią, zapraszając jednocześnie publiczność do swojego świata. Jednak sztuka nie jest pozbawiona nutki gorzkiej refleksji na temat kondycji współczesnego świata. To wszystko sprawia, że rozrywka jest inteligentna i zdecydowanie wciągająca.

Aktorska "Liga Mistrzów"

Przy pisaniu recenzji trudno jest się uchronić od porównań postaci w wersji teatralnej i filmowej. Bilans zaś wychodzi zdecydowanie na korzyść "Dobrze się kłamie".

Anita Sokołowska w roli Evy, ułożonej pani domu, borykającej się z problemami w małżeństwie wyśmienicie odegrała swoją postać. Świetnie rozumiała się z genialnym Marcinem Perchuciem. Ten zaś pokazał cały wachlarz emocji, był niezwykle autentyczny w tym co ukazywał. Para zdecydowanie nie ustępowała swoim odpowiednikom filmowym (Kasia Smutniak/ Tomasz Kot).

Olga Bołądź w roli Biancy - młodej, zakochanej mężatki; nieco szalonej i ekstrawaganckiej, tej która przyszła do grupy przyjaciół z zewnątrz, odegrała swoją postać na piątkę z plusem. To już kolejna kreacja tej aktorki którą mamy okazję podziwiać i każda jest inna i niezwykle dopracowana. Warto obserwować karierę tej osoby. Co więcej, niewątpliwie zdeklasowała Aleksandrę Domańską, która wcielała się w tę postać w filmie. Ta była mdła i bez wyrazu. Olga Bołądź zdecydowanie przełamała ten marazm. To samo można powiedzieć o Wojciechu Zielińskim, który partnerował Biancy. Co prawda w tym wypadku nie było tak dużego dysonansu z filmowym wcieleniem odgrywanym przez Michała Żurawskiego. Niemniej Wojciech Zieliński bardzo udolnie oddał postać zazdrosnego, przedsiębiorczego i nieco ksenofobicznego Cosimo.

Bartłomiej Topa oczarował publiczność swoją dezynwolturą na scenie. Przy czym należy ją traktować zdecydowanie w tym wypadku jako atut. Aktor nadawał tempa akcji, pokazywał swoje różne oblicza, stanowił punkt odniesienia dla Katarzyny Kwiatkowskiej, która przy nim także rozkwitła. To chyba jedna z najlepszych ról scenicznych tej aktorki. Dorównywali filmowemu alter ego w postaci Mai Ostaszewskiej oraz Łukasza Simlata.

Na końcu należy podkreślić rolę Szymona Bobrowskiego, który wcielił się w rolę Pepe. Dystans do odgrywanej postaci oraz do siebie, a także świetny warsztat aktorski, to tylko niektóre z jego atutów. Poprzez swój talent nadał postaci zdecydowanie bardziej komediowy wyraz, niż zrobił to Wojciech Żołądkiewicz w filmie "(Nie)znajomi".

Miał nie wyjść hymn pochwalny

I co prawda można zarzucić tej recenzji, że wyszła z niej laurka pochwalna na cześć twórców spektaklu "Dobrze się kłamie". Jednakże szczerze należy uznać, że sztuka jest stworzona na najwyższym poziomie i to w każdej warstwie. Do współpracy zostali zaproszeni artyści z aktorskiej "Ligi Mistrzów". Świetnie rozumiejący się na scenie. Dopracowanie szczegółów i dopasowanie realiów fabuły do lokalnych realiów i uwarunkowań uczyniły z teatru miejsce, gdzie wszyscy czujemy się zaproszeni do stołu wspólnych przyjaciół. Jedyną wadą przedstawienia jest to, że kończy się ono zdecydowanie za szybko.