powiększwersja do drukupoleć znajomemu

"Dziady" w Gombrowiczu

Premiera "Dziadów" zbiegła się z rocznicą sześćdziesięciolecia działalności Teatru im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. Wziął w niej udział niemal cały zespół aktorski, a reżyserował dyrektor Krzysztof Babicki. Dostajemy świetną adaptację wszystkich części arcydramatu Adama Mickiewicza, którą reżyser przygotował bez uwspółcześnień, z szacunkiem dla ducha i litery klasycznego tekstu - pisze Paulina Janas z Nowej Siły Krytycznej.

Rozbudowana przez scenografa Marka Brauna scena pozwala wchodzić aktorom także z różnych stron widowni. Podest z przodu wykorzystany jest na przykład w wejściu Pani Rollison (Monika Babicka) i Kmitowej (Marta Kadłub). Przestrzeń w tyle sceny zamyka dwukondygnacyjna konstrukcja, podzielona przeszklonymi drzwiami. W pierwszej części spektaklu wychodzą z nich wywołane na Dziady duchy. W scenie więziennej na dole stoją Diabły (pada na nie czerwone światło, a ich ruchy są spowolnione), na górze znajdują się Anioły. Przypomina to średniowieczną scenę mansjonową z równoległym rozplanowaniem akcji i jednocześnie teatr misteryjny, w którym Dobro i Zło ma swoje miejsce.

Akcja rozpoczyna się w pracowni malarskiej. Guślarza (Grzegorz Wolf) zajmuje malowanie obrazu Polski, o jakiej marzy. Na scenie stoją sztalugi, Guślarz ma w ręku pędzel, którym przyzywa dusze na Dziady. Wolf dobrze prowadzi zbiorowe sceny, dzięki czemu kolejne sekwencje budują napięcie, ciekawość następnych. Guślarz wywołuje ducha Zosi (Weronika Nawieśniak). Hanna Wójcikowska-Szymczak ubierając aktorkę w prześwitującą suknię, podkreśliła frywolność dziewczyny za życia. Pojawiają się dzieci - nic nie odpowiadają Guślarzowi, przechodzą tylko z zabawkami przez scenę. Gustaw (Piotr Michalski) nie odpowiada na pytania, kim jest, skąd przychodzi, rozpoznanie miłosnej historii bohatera, jego duchowych rozterek, dokonuje się w domu Księdza, do którego przychodzi z przyjacielem - gałęzią.

Druga część przedstawienia zaczyna się od balu u Senatora, Szymon Sędrowski udanie oddaje okrucieństwo przypisane Nowosilcowowi. Jedyny zgrzyt w tej scenie to damy ubrane w sukienki z lat dwudziestych XX wieku. Piękne, ale dlaczego takie, skoro spektakl pozbawiony jest stylizacji na ten czas? Lament matki Rollisona (Monika Babicka) przyprawia o prawdziwe wzruszenie. W Wielkiej Improwizacji niełatwo skupić się na przekazie, gdy w tle słychać muzykę. Kompozycje Marka Kuczyńskiego bardzo dobrze wypadają natomiast w innych scenach. Pieśń Żegoty (Jacek Bała) podczas więziennej Wigilii - "Nie uwierzę, że nam sprzyja/ Jezus Maryja" - brzmi niezwykle buntowniczo (przygotowanie wokalne: Barbara Czarkowska).

W przedpremierowych zapowiedziach reżyser przedstawiał "Dziady" jako tekst, "który mówi o tym, jak nieznośne, a w końcu niebezpieczne jest rozczłonkowanie społeczeństwa. Z ust jednej z postaci padają słowa: podzieleni zginiemy marnie". Unikając ilustracyjnego uwspółcześniania Krzysztof Babicki opowiedział o dzisiejszej Polsce. Jego intencja - "Żeby to pytanie, które zadaje księdzu Diabeł ustami Konrada: A wiesz ty, co to będzie z Polską za lat dwieście?, w każdym momencie tego spektaklu, gdzieś widzom towarzyszyło" - ziściła się. W tym wypadku wielki tekst przedstawiony w prosty sposób to recepta na sukces.

---

Paulina Janas - absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (specjalizacja teatrologiczna i edytorska). Studentka III roku śpiewu solowego w Akademii Muzycznej w Gdańsku.