powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Bytom. Premiera "Napoju miłosnego" w Operze Śląskiej

W sobotę, 14 grudnia zaprezentowana zostanie premiera opery komicznej "Napój miłosny" Gaetano Donizettiego. Kierownictwo muzyczne objął Franck Chastrusse Colombier, a reżyseruje Karolina Sofulak.

Gaetano Donizetti był czołowym reprezentantem twórczości operowej w stylu włoskiego bel canto. Urodził się 222 lata temu - 29 listopada 1797 w Bergamo. Jest twórcą prawie 70 oper. Światowy rozgłos zyskał w 1830 roku mediolańską premierą opery "Anna Bolena". Do jego najpopularniejszych oper należą: powstały dwa lata później "Napój miłosny", "Don Pasquale", a spośród oper seria "Lukrecja Borgia", "Maria Stuarda" oraz "Łucja z Lammermooru".

Prapremiera "Napoju miłosnego" odbyła się w Mediolanie,

w Teatro della Canobbiana, 12 maja 1832. Opera doczekała się entuzjastycznych recenzji i pozostała na afiszu przez 32 wieczory! Premiera polska miała miejsce we Lwowie, w Teatrze Miejskim 10 marca 1838. Współcześnie tytuł ten znajduje się w czołówce najczęściej granych oper na deskach teatrów całego świata. Wśród najbardziej znanych fragmentów muzycznych wymieniana jest m.in. tenorowa aria Nemorino "Una furtiva lagrima" czy monolog Dulcamary "Udite, o rustici!". Utwór jest jednak tak skomponowany, że praktycznie każdy fragment to prawdziwy popis muzyczny - zarówno jeśli chodzi o solistów, jak i chór, który w tej operze odgrywa wyjątkowo ważną rolę.

Na deskach Opery Śląskiej po raz pierwszy operę tę wystawiono 22 czerwca 1951 roku. Po raz drugi, 30 stycznia 1983 roku, a 27 marca 1994 wznowienie na podstawie premiery z roku 1983.

Ubogi, prostolinijny Nemorino, zakochany jest w pięknej Adinie. Mężczyzna ma jednak rywala w postaci przebojowego Belcore. Aby zdobyć względy ukochanej, Nemorino decyduje się skorzystać z pomocy wędrownego, sprytnego znachora Dulcamary, który obiecuje mu, że problem odwzajemnienia uczuć zniknie, dzięki pomocy tajemniczego napoju miłosnegoa może także dzięki innym, "magicznym" metodom?

W wersji, którą zobaczymy na deskach Opery Śląskiej, uważny widz z pewnością znajdzie sporo literackich i filmowych odniesień, które nie są obce współczesnemu odbiorcy kultury - m.in. inspiracje kinem Wesa Andersona, a w szczególności filmem "Grand Budapest Hotel". Będzie hipnotyzująco - w przenośni idosłownie.

Realizatorzy i soliści o spektaklu:

"Napój miłosny" to opera o miłości i opera, w której miłość triumfuje. Biedny Nemorino wydał cały swój majątek na eliksir mając nadzieję, że to pomoże mu oczarować piękną Adinę. Jednak kiedy w końcu znajduje się w jego ramionach, to wcale nie dzięki magicznemu napojowi (który w rzeczywistości jest winem Bordeaux), ale po prostu dlatego, że zrozumiała, iż go kocha. Donizetti zadedykował tę operę wszystkim kobietom Mediolanu. Momenty bardzo poruszające, liryczne, mieszają się tutaj z komediowymi gagami. Orkiestra w perfekcyjny sposób podkreśla zarówno momenty komiczne, jak i te romantyczne - kierownik muzyczny Franck Chastrusse Colombier.

- Są opery, które - mówiąc obrazowo - wołają o to, żeby je umiejscowić we współczesnym świecie, a ich przekaz wciąż jest bezpośrednio aktualny w kontekście społecznym, politycznym czy religijnym. Opera niewątpliwie zawsze była krzywym zwierciadłem, wyolbrzymionym odbiciem tego, co jest dla nas ważne, tak w ujęciu uniwersalnym, jak i w konkretnej chwili w historii, którą to magiczne lustro nam pokazuje. Są też wśród oper eskapistyczne baśnie, które potrzebują jedynie odświeżonego wdzianka, ale działają na nas najlepiej w otoczce szeroko pojętej "przeszłości" - opowieści, które zdają się zaczynać od "byli sobie kiedyś". Takim dziełem jest właśnie "Napój miłosny" - jedna z niewielu nadal zabawnych oper komicznych. Dla mnie jest to tytuł szczególnie atrakcyjny także ze względu na silną centralną postać kobiecą - Karolina Sofulak, reżyserka.

To opera komiczna ze znakomitym librettem, z niezwykle porywającą i atrakcyjną muzyką. Będzie radośniej w przekazie, żywiołowo w muzyce. Oczywiście, opera bel canto dla śpiewaka to wyzwanie. Wspomnę tutaj tylko o legato, czyli rodzaju artykulacji, który wymaga od muzyka płynnego łączenia dźwięków, "przelewania" ich jeden w drugi, co całościowo ma stworzyć jedną piękną frazę. Sporo takich fragmentów w "Napoju", na przykład słynna tenorowa aria "Una furtiva lagrima". Poza muzyką, oczywiście reżyseria Karoliny Sofulak, która przygotowała dla nas sporo zadań aktorskich. Mam nadzieję, że efekt będzie piorunujący, a Państwo będziecie dobrze się z nami bawić - podkreśla Andrzej Lampert, Nemorino.

- Adina ma dwa piękne duety z Dulcamarą. Inne od całości, wprowadzają motyw odmiennego rodzaju relacji damsko-męskich. Dulcamara potrafi ją przejrzeć, jest między nim pewna poufałość. Adina go nawet lubi na pewien sposób, ale też ją drażni, prowokuje, pobudza do przebiegłości. Umacnia w niej takiego niepokornego ducha. Także muzycznie, duet między nimi w II akcie po prostu zachwyca. Oglądając i słuchając, byłam pod jego niesamowitym wrażeniem, jest naprawdę spektakularny - - Gabriela Gołaszewska, Adina

- Adina ma w sobie pewną dozę szaleństwa, ale też jest bardzo stanowcza. Wie, czego chce. Ma świadomość tego, co jej się podoba i bierze to od życia. Wiem, że sporo mogę z tej postaci, tej roli "wycisnąć". Nieczęsto zdarza się, że praca nad operą jest tak żywa. Z jednej strony bawimy się postaciami, a jednocześnie pragniemy dać im z siebie jak najwięcej, pokazać od różnej strony, nadać indywidualne rysy. Bez schematycznego powielania tego, jak zostały pokazane przez librecistę - Adriana Ferfecka, Adina

- Mój bohater, Belcore, jest wojskowym, typowym służbistą. Skupiony na swojej służbie, strategiach, manewrach oraz trofeach wojskowych. I takie samo podejście charakteryzuje jego stosunek do kobiet, także do Adiny. Chcąc ją zdobyć, posługuje się identycznymi metodami. Nie ma w sobie takiej wrażliwości jak Nemorino i ta jego odmienność w pewnym momencie budzi zainteresowanie Adiny, aczkolwiek ostatecznie wybiera jego rywala, który ma bardziej subtelne podejście. To jedna z moich najukochańszych ról, jest mocno charakterystyczna, daje pole do popisu, można ją rozbudowywać przy każdej produkcji. Lubię ją właśnie za tę męską surowość, pewną niezgrabność w relacjach damsko-męskich. Słychać to także w jego partiach, które nie mają w sobie nic lirycznego, a bardziej przypominają rytmy wojennego marsza - Stanisław Kuflyuk, Belcore