powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Fundament polskości

"Dziady" Adama Mickiewicza w reż. Janusza Wiśniewskiego w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Temida Stankiewicz-Podhorecka w Naszym Dzienniku.

Najnowsza premiera "Dziadów" Adama Mickiewicza w reżyserii Janusza Wiśniewskiego na scenie Teatru Polskiego w Warszawie znakomicie wpisuje się w czas Adwentu, czas oczekiwania na przyjście Chrystusa, czas pogłębionej modlitwy, także w intencji naszej Ojczyzny.

To okres sprzyjający refleksji, jak obronić i utrzymać ducha Narodu przed zalewającymi dziś świat totalitarnymi ideologiami. Mickiewiczowskie "Dziady" w wielopoziomowości treści intelektualnych, duchowych, filozoficznych, patriotycznych, niepodległościowych wszystkie te refleksje zawierają. Są dziełem ponadczasowym, wciąż aktualnym mimo zmian geopolitycznych i kontekstu historycznego. Arcydramat Mickiewicza niesie polską tradycję niepodległościową, odzwierciedla to, co określamy duchem Narodu Polskiego, jest trwałą, niezbywalną wartością naszej kultury narodowej.

Wprawdzie imperium carskie rozpadło się, polskich patriotów już nie wywozi się kibitkami na Sybir, ale zagrożenie istnieje. Atakujące Konrada Mickiewiczowskie diabły z "Dziadów" dziś zmieniły tylko kostiumy na tęczowe i nękają współczesnych Konradów. Ateizująca społeczeństwo ideologia LGBT i wiążąca się z tym rewolucja aksjologiczna zakorzeniona w marksizmie (dziś przeobrażonym w neomarksizm) wędruje przez szkoły, uczelnie, instytucje kultury z siłą, wydawałoby się, nie do zatrzymania. I tak jak u Mickiewicza w Salonie Warszawskim i na Balu u Senatora brylują zdrajcy Ojczyzny, podlizujący się Senatorowi Nowosilcowi konformiści, tak i dziś nie brak targowiczan wysługujących się obcym, czy to na salonach mainstreamowych, czy poprzez oszczercze donosy na Polskę za granicą.

W inscenizacji Janusza Wiśniewskiego ta aktualność myśli Mickiewiczowskiej zawarta w "Dziadach" jest wyraźna. I to nie poprzez specjalne zabiegi reżyserskie, lecz po prostu przez rozumne oparcie się na literze tekstu. Pokazują to kluczowe sceny i postaci spektaklu. Reżyser oparł przedstawienie na II, IV i III części "Dziadów". Zatem jest tu ludowy, wzięty z pogaństwa obrzęd dziadów z przywoływaniem wędrujących, niezbawionych dusz, gdzie mistrzem ceremonii jest guślarz (Jan Janga Tomaszewski). Jest znamienny Salon Warszawski; jest Bal u Senatora zrealizowany w formie korowodu kroczących postaci, którym rytm wyznacza - jak zawsze u Wiśniewskiego - muzyka Jerzego Satanowskiego. Ów korowód można odebrać jako nieustający bieg życia, jako łącznik między kiedyś a dziś i dalej. Ten korowód symbolizuje także kilka innych znaczeń.

Oczywiście jest scena wizyty Rollisonowej. Ten jakże przejmujący wątek u Mickiewicza to transpozycja matki bolejącej, która przychodzi błagać tyrana Senatora, by uwolnił z więzienia jej syna, patriotę. Senator obiecuje, choć wie, że chłopak już nie żyje. Ale też postać pani Rollison to symbol naszej Ojczyzny, Polski cierpiącej w niewoli. W rzetelnie poprowadzonej przez Ewę Domańską roli trochę mi jednak zabrakło większego tragizmu w środkach wyrazu. Postać księdza Piotra gra Wiesław Komasa, w wielkim skupieniu prowadząc tę jakże ważną rolę, politycznie i metafizycznie.

Kluczowa scena, czyli Wielka Improwizacja w wykonaniu bardzo młodego Jakuba Kordasa, mówiona z proscenium wprost do nas, widzów, na szczęście bez żadnych sztuczek reżyserskich, wybrzmiewa w pełni, z dobrą dykcją i komunikatywnie. Dobrze, że scena ta ustawiona jest w tzw. normalny, tradycyjny sposób, bez podwieszania Konrada u sufitu (jak niegdyś u Hanuszkiewicza) czy oddawania moczu (jak u Zadary) albo tarzania się po podłodze (jak u Nekrošiusa w Teatrze Narodowym) itd.

Ale w przedstawieniu Janusza Wiśniewskiego nie Konrad wybija się na czoło, lecz Senator Nowosilcow doskonale zagrany przez Krzysztofa Kwiatkowskiego. To najlepsza rola w spektaklu.