powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Lepiej wyjechać

"Panny z Wilka" wg Jarosława Iwaszkiewicza w reż. Krzysztofa Rekowskiego w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie. Pisze Kalina Zalewska, członkini Komisji Artystycznej V Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej "Klasyka Żywa".

Krzysztof Rekowski na pewno oglądał głośny spektakl Agnieszki Glińskiej ze Starego Teatru, bo nawet zaczerpnął z niego jedno rozwiązanie. Wyreżyserował jednak własny, na antypodach tamtego, dzięki czemu mamy w Klasyce Żywej bardzo ciekawe spotkanie: dwie krańcowo różne interpretacje "Panien z Wilka", wybitnego opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza.

Glińska, wspólnie z Martą Konarzewską, zdekonstruowała jego tekst tak, by dowartościować kobiety. Panie wzięły odwet na pisarzu, który, jak świadczy biografia, pod postaciami panien z Wilka opisał męskich bohaterów. Sens tekstu został ujęty w nawias, a nawet zakwestionowany. Toteż świetni krakowscy aktorzy pozostają w polemicznym dialogu z pisarzem. Kobiety wychodzą z cienia, autorką opowiadania okazuje się Kazia jako najmądrzejsza i najgorzej potraktowana; Wiktor Ruben zaś skupionym na sobie narcyzem, a wiadomo, że bohater ten stanowi alter ego autora.

Rekowski powrócił do opowiadania Iwaszkiewicza, bo wystawiał je już niegdyś w poznańskim Polskim. W olsztyńskim Jaraczu wyreżyserował spektakl o wspominaniu, o szukaniu we własnej przeszłości odpowiedzi na pytania, jakie po latach sobie zadajemy. A także o śmierci bliskich, która zmusza nas do wstrzymania biegu zdarzeń i do refleksji. On też zmienił fabularny przebieg "Panien z Wilka", dodając jednego bohatera, ale nie naruszył konstrukcji dzieła i, tak jak Iwaszkiewicz, pozostał w konwencji dramatu psychologicznego. W opowiadaniu Wiktor przyjeżdża do Wilka po śmierci swego przyjaciela, Jurka ze Stokroci, majątku, w którym sam pracuje. Jurek był klerykiem, bo autor pisał w istocie o Laskach. Stąd u Rekowskiego bohater w koloratce.

Reżyser wprowadza go na scenę, pomiędzy bohatera a kolejne kobiety. Jest to gest subtelny i mądry, ustanawiający przedstawienie. Zwłaszcza, że Radosław Jamroż o chłopięcej urodzie i sylwetce, umiejętnie gra postać inną niż wszystkie, bo mniej realną. Wyłania się jako wspomnienie, ale domaga się uwagi, zaczyna też zadawać bohaterowi kłopotliwe pytania albo okazywać lekkie zniecierpliwienie, gdy ten emabluje kolejne panny. Rekowski, który wie tak samo jak Glińska, że Iwaszkiewicz był homoseksualny - opowiada o tym innymi środkami. Ale Jurek mówi też bohaterowi parę gorzkich prawd, o egocentryzmie i o tym, że Wiktor nie zawsze był dobrym przyjacielem. Rekowski nie pokazuje więc gejowskiego romansu, tylko niezrealizowane uczucie, zawieszone między miłością i przyjaźnią, w którym bohaterów łączy przede wszystkim głęboka więź. Jednak obecność Jurka na scenie ma znaczenie dla przebiegu zdarzeń. Powoduje, że Wiktor nie połączy się z żadną z panien, a szczególnie z Tunią, z którą mógłby zaryzykować małżeństwo.

Bohater po piętnastu latach wraca do Wilka i zachowuje się dokładnie tak samo jak wtedy - jest niezdecydowany, ale dlatego, że tak naprawdę pociąga go świat mężczyzn. Wiktor flirtuje z Tunią, przesypia się z Jolą, rozmawia poważnie z Kazią, konfrontuje się z Zosią, wspomina noce z Julcią, która po latach już nie robi na nim wrażenia, ale potem wraca do Stokroci. Wujostwo tego nie rozumie i pragnie go wyswatać (w tych rolach nestorzy tej sceny: Irena Telesz-Burczyk i Marian Czarkowski, na moim spektaklu zastępowany przez innego aktora). Panny z Wilka też nie rozumieją, dlaczego Wiktor znowu odchodzi, może poza Kazią, która go kochała i dobrze znała.

Olsztyńskie aktorki tworzą dobre, prawdziwe psychologicznie, role. Ewa Pałuska-Szozda plastycznie pokazuje Jolę, piękną kobietę, z jej zmiennością nastrojów i impulsywnymi reakcjami, która szuka wśród mężczyzn przewodnika i autorytetu, a znajduje licznych kochanków; Milena Gauer dobrze gra bystrą, pełną życia Zosię, która ma odwagę otwarcie rozmawiać z Wiktorem. Barbara Prokopowicz subtelnie pokazuje niuanse rozmowy, jaką Kazia prowadzi z bohaterem w kuchni, sprzątając i przygotowując posiłek, łącznie z miłosnym wyznaniem, którego bohater nie rozumie (co potwierdza obserwacje Jurka). Marzena Bergmann umiejętnie gra Julcię, Małgorzata Rydzyńska z powodzeniem najmłodszą Tunię. Poprzez te spotkania reżyser opowiada o bohaterze to, co zupełnie inaczej wyrażono w krakowskim spektaklu - niezależnie od erotyczno-miłosnych upodobań pozostajemy lub nie egocentrykami, a wtedy możemy nie zauważyć lub nie chcieć zauważyć nawet tego, że nas kochano.

Marcin Kiszluk dobrze prowadzi postać Wiktora, choć bez tajemnicy, która by pokazała, co tak pociąga Jurka i kobiety. Wiktor Kiszluka, zamknięty w gorsecie obowiązku, jest bardziej everymanem, który nie do końca panuje nad swoim życiem, ulegając wydarzeniom, niż kimś, kto dobrze wie, czego chce. Ale biorąc pod uwagę, kim w tym spektaklu jest Kawecki (Marcin Tyrlik gra prostaka z pieniędzmi i realną, chociaż maleńką władzą) - orientujemy się, że Wiktor może robić na pannach wrażenie jako przystojny mężczyzna z ogładą i kulturą, który z nimi rozmawia. Kawecki Tyrlika moczy nogi w miednicy i dyryguje majątkiem Wilko, sprawdzając, czy Kazia nie wydała zbyt wielu pieniędzy. A że jest chamem, to Kazia się tych wizyt obawia.

Podobnie jak Glińska, Rekowski wiele razy powtarza sytuację przyjazdu Wiktora, kładąc akcent na niespodziankę, zaskoczenie, suspens. Na nagły zwrot, obudzone nadzieje. Na to, co może się zdarzyć. Wiktor mógłby przecież na zawsze zostać w Wilku albo wyjechać stamtąd z Tunią. Ale nic takiego się nie zdarza. I o tym też opowiada olsztyńskie przedstawienie. O tym, że jeśli tak jest, jak w spektaklu, to lepiej wyjechać samemu.

*

Jarosław Iwaszkiewicz PANNY Z WILKA, reżyseria: Krzysztof Rekowski, Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie, premiera: 24 sierpnia 2019