powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Rozmowy z katem

"On wrócił" Timura Vermesa w reż. Roberta Talarczyka w Teatrze Śląskim w Katowicach. Pisze Marek Kosma Cieśliński w Teatrze dla Wszystkich.

O to, jak mogłoby dziś wyglądać spotkanie z Adolfem Hitlerem, zapytali realizatorzy spektaklu "On wrócił" przygotowanego na Scenie w Galerii Teatru Śląskiego w Katowicach. Będąca podstawą adaptacji książka Timura Vermesa przedstawia historię niegdysiejszego kanclerza i charyzmatycznego przywódcy III Rzeszy, który niespodziewanie - trochę na zasadzie deus ex machina - odnajduje się w dzisiejszych czasach. Nie wie skąd się wziął, ale mimo, iż świat wygląda inaczej niż 90 lat temu, spostrzega, że nie wszystko zmieniło się zupełnie. Spotkania z przypadkowymi ludźmi pokazują, że - pod pewnymi względami - są oni tacy sami, jak kiedyś. Sytuacje dzieją się w kolażowej, ale ciekawej scenografii ruin po dawnej kwaterze wodza (autorstwa Katarzyny Borkowskiej).

Osią spektaklu są rozmowy. Führer (zaskakująco ludzki, bezpośredni) porozumiewa się ze swoimi wyborcami, ci natomiast - z zupełnie innej perspektywy historycznej - stykają się w istocie z katem ludzkości (tak, jak w książce Kazimierza Moczarskiego), nie mogąc uwierzyć, że znów odrodził się fanatyk na miarę tego dyktatora-szaleńca, który doprowadził do II wojny światowej i Holocaustu, porywając naśladowców obietnicami nieustannych zwycięstw i ideą grupowej supremacji.

Scena w Galerii (funkcjonująca w centrum handlowym) z założenia służy zderzaniu tekstów sztuki z aktualną rzeczywistością. Spektakl "On wrócił" zatem docieka: jak się zachowam, spotykając demagoga, który populistycznymi obietnicami zatruje wyobraźnię? Czy go rozpoznam? Twórcy prowokują pytaniem, kto kogo potrzebuje bardziej: przywódca poddanych, czy może oni - czyli my - idola, który uwolni skrywane najgłębiej mroczne instynkty?

Oszpecony na twarzy Artur Święs, zaskakująco podobny do führera w sylwetce, mimice i intonacji, magnetyzuje publiczność. Skupia uwagę siłą gestów, a zwłaszcza brzmieniem głosu, którym każdego na widowni może owinąć wokół palca. Wystarczy odpowiedni dobór argumentów i niezachwiana wiara w wyjątkowe posłannictwo, by zapanować nad otoczeniem. Kreują je precyzyjni w epizodach Zbigniew Wróbel (znakomity jako kioskarz przy bunkrze Hitlera) i Wiesław Kupczak (turecki impresario) oraz młodzi - Dawid Ściupidro i Anna Lemieszek, która intrygując swoją sceniczną energią już każe czekać na jej dalsze role.

Spektakl budzi niepokój. Podobnie, jak dzisiejsza światowa scena polityczna, gdzie nie brak demagogów, których media potrafią błyskawicznie wynieść na szczyty uwagi, a dziennikarze mimowolnie kreują na bohaterów, chociaż ci nigdy nie powinni zaistnieć. Takie są prawa biznesu. Zgorzkniała producentka telewizyjna (Anna Kadulska) widzi, że współczesny Hitler porusza struny, "na których dawno nikt nie grał". Licząc przyszłe zyski, śpiewa więc "dwieście lat niech żyje nam" idolowi mas, gwarantującemu rekordową oglądalność i miliony lajków na FB. Życie to przecież spektakl.

Ze sztuki Vermesa płynie gorzka prawda o ludzkiej podatności na populizm; bije też przestroga przed współczesnymi führerami. Najłatwiej spotkać ich w blasku kamer. Takie czasy. Świat ciągle krzyczy: flash heil!