powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Filmowe zaświaty vs. realna balanga

Wielka szkoda, że tak mało z Osieckiej, Młynarskiego i Przybory zostało oddane, w zasadzie nic poza ich zewnętrznym wyglądem. Nawet jeśli celem przedstawienia było porównanie czasów, a nie przedstawianie tych konkretnych "umarłych poetów", to i tak przekaz został bardzo zbanalizowany - o spektaklu "Pora umarłych poetów" wg scenariusza i w reżyserii Joanny Satanowskiej w Teatrze na Plaży w Sopocie pisze Paulina Janas z Nowej Siły Krytycznej.

Joanna Satanowska w autorskiej "Porze umarłych poetów" proponuje konfrontację pokoleń, które dzieli blisko siedemdziesiąt lat, rozmieszcza je na dwóch planach - rzeczywistym (w klubie) i tym po śmierci (filmowym). Z góry, z zaświatów (na trzech ekranach ustawionych nad sceną) "umarli poeci" - Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski, Jeremi Przybora - obserwują dzisiejszą młodzież, dopowiadając spostrzeżenia na temat zmian w jej zachowaniu, odczuwaniu emocji. Troje młodych aktorów: Nikola (Ksenia Tchórzko), Oliwier (Adam Hadi), Alan (Dominik Rybiałek) bawią się w klubie, śpiewają współczesne aranże piosenek wspomnianych artystów. Lecz ich życie toczy się nie tu, ale w przestrzeni wirtualnej. Konwersacje odtwarzane są na slajdach, to emotikony, gify i pojedyncze słowa, które (jak w piosence Przybory "List nieortograficzny") zawierają błędy. Dzisiejsza młodzież nie jest już w stanie pisać poprawnie. Agnieszka (Agata Wątróbska), Wojciech (Piotr Zubek) i Jeremi (Janusz Chabior) wspominają pisanie listów, rozmyślają nad za i przeciw internetu.

O ile zabiegi techniczne w spektaklu można uznać za udane, tak jego wymowa nie do końca przekonuje. Nasuwa się pytanie, kto jest jego adresatem - czy konkretne pokolenie? Młodzi mogą odczytać z niego, że intelektualnie i emocjonalnie bardzo się cofnęli w stosunku do poprzedników. Starsze pokolenie właściwie to samo, bo "umarli poeci" nie przypominają tych szalonych artystów z ekscytującymi problemami i licznymi romansami. Scenariusz spłyca ich biografie i młodzi nie dowiadują się z "Pory" o nich nic, jedynie mogą się utwierdzić w przekonaniu, że byli to "mili wujkowie". Jesteśmy świadkami przyjemnych wspomnień, porównywania życia w czasach PRL-u i dziś, co było lepsze.

Spektakl zapowiada się bardzo ciekawie, ale wszystkie karty zostają przed widzem otwarte na raz na początku i do finału nie wydarza się już nic zaskakującego. Pomysł z przenoszeniem poetów z zaświatów na plażę (zmienia się przestrzeń, z białej głębi dobiega szum morza, widać mewy) i potem do teatru (gdzie tańczą), żeby uświadomić publiczności, że umarli, wydaje się dość nachalny. Po odkryciu prawdy padają z ich ust słowa pewności, że będą żyć dzięki nam, w naszych przekazach i pamięci. Wielka szkoda, że tak mało z Osieckiej, Młynarskiego i Przybory zostało oddane, w zasadzie nic poza ich zewnętrznym wyglądem. Nawet jeśli celem przedstawienia było porównanie czasów, a nie przedstawianie tych konkretnych "umarłych poetów", to i tak przekaz został bardzo zbanalizowany. Choćby wzmianka o klimacie - poeci cieszą się, że nie dożyli naszych czasów. A droczenie się z cenzorami było według scenicznej Agnieszki czymś, co nadawało ciekawy koloryt tamtym czasom. Gombrowiczowski pojedynek na miny między nieżyjącymi poetami zainspirowała walka Oliwiera i Alana o Nikolę, być może miał uzmysłowić, że w swoich czasach sięgali po bardziej wyrafinowane formy walki, nie przechodzili od razu do rękoczynów.

W przedstawieniu bierze udział trzech muzyków (klawisze i perkusja), siedzą na scenie, wszakże akcja dzieje się w klubie. Oprócz instrumentów wystarczył stół z kieliszkami, by scenografia stała się autentyczna (Zuzanna Markiewicz).

Scenariusz został napisany i wyreżyserowany przez Joannę Satanowską na zaproszenie Teatru na Plaży w Sopocie. To niedawna absolwentka łódzkiej filmówki, ale nie pierwszy raz podejmuje tematy muzyczne w swej działalności. Przez wiele lat organizowała Festiwal "Pamiętajmy o Osieckiej", a w 2018 roku dała premierę "Bądź taka, nie bądź taka" - przedstawienia o Korze i Maanamie - w Tarnowie.