powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Ermida, czyli Królewna pasterką

"Ermida albo Królewna pasterska" w reż. Jana Nowary w Teatrze im Siemaszkowej w Rzeszowie. Pisze Patryk Kencki, członek Komisji Artystycznej V Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej "Klasyka Żywa".

Ermida albo Królewna pasterska to jest Ten szczęśliwy, który się swym stanem kontentuje to chyba najlepsza z komedii księcia Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, magnata, polityka i pisarza, którego życie przypadło głównie na wiek siedemnasty. Pomysł, aby sztukę pokazać akurat na zamku w Łańcucie jest uzasadniony. Po pierwsze pod koniec życia książę stał się właścicielem także tej rezydencji. Po drugie tradycja organizowania spektakli w łańcuckim zamku jest nader imponująca. Na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku salę teatralną ufundowała Izabela z Czartoryskich Lubomirska, a ostateczny kształt temu wnętrzu nadała ponad sto lat później słynna architektoniczna spółka Ferdinanda Fellnera i Hermanna Helmera. Jako jednak, że dworska widownia jest bardzo kameralna, premierę "Ermidy" urządzono w sąsiednim pomieszczeniu czyli w Sali Balowej.

Reżyser spektaklu Jan Nowara postanowił nawiązać do praktyki inscenizacyjnej znanej z siedemnastego i osiemnastego stulecia. Na zaimprowizowanej scenie umieszczono kołowrót imitujący odgłos wiatru oraz kręcony wał symbolizujący w tym przedstawieniu strumień. Jako dekoracje użyte zostały przesuwane prospekty z fragmentami leśnego pejzażu - stosownego do umiejscowienia dramatycznej sielanki. W przeciwieństwie jednak do teatru barokowego, w którym "teatermajstrowie" ukrywali przed okiem widza, w jaki sposób powstają oczarowujące go efekty, maszyneria jest w przedstawieniu celowo odsłonięta, a jej obsługa wpleciona została w zespół scenicznych działań. Prospekty przesuwane są przez aktorów i to po dość zawiłych liniach. Poruszanie się z elementami dekoracji (czy wręcz pejzażu) stanowi więc surrealną choreografię. W scenie burzy (dodanej przez inscenizatora do spektaklu dla podkreślenia, jak gwałtowne i niepokojące mogą być ludzkie namiętności) zobaczymy, w jaki sposób jeden z aktorów wydobywać będzie z teatralnej machiny niepokojące odgłosy. Ilekroć zaś któraś z postaci będzie chciała zanurzyć dłonie w potoku (ten motyw obecny jest w samej sielance), najpierw za pomocą korby będzie musiała zakręcić ulokowaną z przodu sceny falą.

Nastrój przedstawienia budowany jest również przez zmiany światła (prowadzonego przez Valentyna Pasichniuka). Prócz tego inscenizator zdecydował się przemówić i do pozawzrokowych bodźców. W jednej ze scen unosi się piękna woń lawendowego kadzidła. Istotną rolę odgrywa skomponowana specjalnie do tego spektaklu muzyka. Ułożył ją Wojciech Głuch, kompozytor, który w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych miał okazję intensywnie współpracować z teatrami. Jest ona bez wątpienia efektowna i daje aktorom duże pole do popisu (za przygotowanie wokalne odpowiada Bożena Stasiowska-Chrobak). Szczególnie spodobały mi się fragmenty śpiewane przez Dagny Ciporę, która obok studiów aktorskich skończyła również kierunek wokalistyczny w zakresie jazzu i muzyki rozrywkowej. Zaletę bez wątpienia stanowi również obecność instrumentalistów (Urszula Baran - flet, Tomasz Jachym - piano, Patrycja Machała - wiolonczela i Andrzej Paśkiewicz - gitara). Sfera muzyczna w przedstawieniu budzi jednak pewnego rodzaju zastrzeżenie. Stylistyka kompozycji odstaje od reszty przedstawienia. O ile sceny dramatyczne stanowią pewnego rodzaju grę z dawną konwencją teatralną, o tyle songi stanowią przejście do zupełnie innej estetyki. Sceny wokalne są niczym okna do naszego świata. Kiedy aktorzy śpiewają, możemy mieć wrażenie, że spektakl uległ zawieszeniu, a w Sali Balowej łańcuckiego zamku odbywa się koncert aktorskiej piosenki.

Na uznanie zasługują malarskie walory inscenizacji. W niewielkiej przestrzeni scenicznej udało się reżyserowi i choreografowi (Tomasz Dajewski) osiągnąć piękne efekty wizualne. Szczególnie wyestetyzowane wydają się niektóre ustawienia postaci kojarzące się z tradycją żywych obrazów (praktykowaną zresztą w dawnych czasach na scenie znajdującego się tuż za ścianą teatru). Aktorzy ustawiając się w wystylizowanych pozach, tworzą kompozycje kojarzące się z siedemnasto- i osiemnastowiecznym malarstwem. Przypominają wysmakowane ustawienia, które oglądać możemy na grafikach ilustrujących wydania dawnych dramatów. Sprawiedliwość w tym miejscu trzeba również oddać scenografce (Marzena Wodziak). Symbolicznie zarysowane dekoracje pozwalają na budowanie wielu planów, a stylizowane kostiumy dodają walorów wizualnych. Stylizacje te zresztą niepozbawione są poczucia humoru. Filander ubrany jest na wzór Ludwika XIV. Dworskie pantofelki Ermidy i Laurelli ozdobione są odpowiednio złotym i czerwonym brokatem, a "Merkur" i "Kupido" mają na sobie kuloty ze złocistego, lśniącego atłasu. Cała ta sentymentalno-rokokowa stylistyka ciekawie komponuje się z wykwintną prostotą klasycystycznej Sali Balowej. Prowizoryczna scena i historyczne wnętrze kontrastując harmonizują.

Odtwarzająca tytułową rolę Dagny Cipora potrafi swoją postać obdarzyć nieudawanym wdziękiem. Z kolei odtwórcy głównych person męskich (Mateusz Mikoś oraz Michał Chołka) mają okazję do wykazania się aktorską wszechstronnością, wcielając się odpowiednio w Merkurego i króla Filandra oraz w Kupidyna i pasterza Amintasa. Poprzez te inkarnacje olimpijskich bogów reżyser podkreślił wymiar metateatralny. Rozgrywane na scenie wydarzenia to przecież konsekwencja boskiego sporu owocująca rozmaitymi grami z tożsamością podejmowanymi także przez śmiertelników. Skoro zaś Merkury i Kupidyn ingerują w człowiecze losy, ciekawym dla nich doświadczeniem będzie posmakowanie, jak poczują się w ludzkiej skórze. Na pochwałę zasługują również partnerujący im Robert Żurek (królewski sługa Adrast) oraz Paweł Gładyś (pasterz Tyrsis ). Justyna Król nadaje Lisetcie rys szlachetnej prostoty, dzięki czemu grana przez nią pasterka zyskuje autentyzm i sympatię widzów. Laurella (Magdalena Kozikowska-Pieńko) nawet w lesie pozostaje rokokową dwórką. Alizba (Małgorzata Machowska) określona przez Lubomirskiego jako "ochmistrzyni pasterek" stała się w przedstawieniu sędziwą zielarką czy może wręcz czarodziejką. To dobry koncept, uwypuklający dwojakość natury pełnej i zbawiennie działających ziół, i niebezpiecznych trucizn, obdarzającej nas i pięknymi kwiatami, ale i groźnej niczym pełzające wśród nich jadowite żmije.

Ten sposób ukazania przyrody dobrze łączy się z przesłaniem tekstu. Komedia Lubomirskiego ukazuje, jak arkadyjska królewna Ermida pełna miłosnych rozterek i rozczarowana życiem w królewskim pałacu postanawia szukać szczęścia wśród pasterek oraz pasterzy. Wbrew jej przypuszczeniom i życie prostego ludu okazuje się jedynie po wierzchu sielankowe. W finale więc pasterz Amintas łączy swe losy z pasterką Lisettą, a Ermida godzi się ze swym ukochanym Filandrem, aby u jego boku zostać królową. Niedemokratyczne przesłanie utworu ("Ten szczęśliwy, który się swym stanem kontentuje") może dziś budzić sprzeciw. Warto więc zaznaczyć, że w dobie baroku, chętnie operującego w świecie sztuki metamorfozą, jednocześnie panowało stanowe zamknięcie społeczeństwa, w którym dostrzegano jakiś wyższy, metafizyczny wręcz, porządek. Przyglądając się jednak utworowi Lubomirskiego, musimy stwierdzić, że myśl, którą zawarł w Ermidzie, sprowadza się nie tyle do spraw społecznych, ile do konieczności pogodzenia się ze swoim przeznaczeniem. Zamiast do gonienia za idylliczną fantasmagorią autor Królewny pasterskiej skłania nas do odnalezienia szczęścia we własnym życiu. Jakkolwiek więc przyszło nam funkcjonować w społeczeństwie zupełnie innym niż to, które współtworzył pan na Łańcucie, mądrość jego dramatycznego dzieła pozostaje uniwersalna.

Premiera wyreżyserowanej przez Jana Nowarę Ermidy zainaugurowała działalność stworzonej przez rzeszowski teatr Sceny Dworskiej. Nie będę ukrywał, że z nadzieją i radością myślę o tym projekcie, stanowiącym okazję do przypomnienia skarbów staropolskiego dramatu.

*

Stanisław Herakliusz Lubomirski ERMIDA ALBO KRÓLEWNA PASTERSKA, reżyseria: Jan Nowara, Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, premiera: 16 listopada 2019.