powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Zdrada synchroniczna

"Akt równoległy" Dereka Benfielda w reż. Olafa Lubaszenki w Teatrze Capitol w Warszawie. Pisze Kamil Stępniak na stronie Warszawska Kulturalna.

O tym, że angielski humor w polskim wykonaniu to przepis na sukces, w warszawskim Teatrze Capitol przekonano się już dawno. Okazuje się bowiem, że rodzime adaptacje zagranicznych hitów, okraszone doborową obsadą, to droga do zapełniania największych sal teatralnych - nie tylko w Warszawie. Wydaje się zatem, że premiera sztuki "Akt równoległy" to właściwie tylko formalność na szerokiej autostradzie do kolejnego, spektakularnego sukcesu. Lecz czy aby na pewno?

"Akt równoległy" autorstwa Dereka Benfielda to klasyczna angielska komedia pomyłek i nagłych zwrotów akcji. W przekładzie Emilii Miłkowskiej sztuka została utrzymana w satyrycznym charakterze dopasowanym do naszych krajowych realiów.

Farsa pozamałżeńska

Peryferyjny hotel w którego zakątkach kipi namiętność małżeńskiej zdrady. Dwie pary, które postanowiły zerwać z rutyną stałego związku i zaznać życia na gigancie. Kilka chwil, wiele emocji, unoszące się w powietrzu feromony i weekend, który stać się ma odskocznią od wszystkiego, co powszednie. Szansa na to, że cokolwiek nie wyjdzie, jest jak na wygraną w totolotka. Wszyscy zwarci i gotowi do działania przekonują się jednak, że wcale nie musi być tak różowo. Co stanie się, jeśli jednak nie wszystko pójdzie tak, jak powinno? Jeśli telefon nie będzie działał, recepcjonista okaże się marynarzem na zastępstwie, a do "pokoiku trzeba będzie wchodzić przez okienko po wąskim gzymsiku"? Bohaterowie będą się pocić, wysilać, męczyć i kręcić, a widz otrzyma dobrą dawkę humoru na wysokim poziomie.

Reżyserii i adaptacji "Aktu równoległego" podjął się sam Olaf Lubaszenko. To jest bardzo dobra wiadomość dla każdego, kto ma zamiar odwiedzić Teatr Capitol. Reżyser znamionuje się bowiem ciekawym humorem sytuacyjnym. Można powiedzieć, że wręcz z woodyallenowskim kunsztem posługuje się dygresją, niedopowiedzeniem, czy alegorią. I tą umiejętnością przesiąknięty jest cały spektakl, co czyni go jeszcze atrakcyjniejszym.

Aktorski kunszt

Olaf Lubaszenko gra w spektaklu także główną rolę - recepcjonisty Ferrisa (na zmianę z Władysławem Grzywną), co okazuje się kolejnym mocnym punktem przedstawienia. Ekstrawertyczny marynarz, nieodnajdujący się w roli recepcjonisty, a jednocześnie operujący wysublimowanym poczuciem humoru, to rola wręcz skrojona pod tego aktora. Występując, a niekiedy pełniąc rolę narratora, w sposób naturalny wchodzi w interakcję z publicznością, co pozwala na żywsze obcowanie z teatrem. Miło jest obserwować ten kunszt aktorski, także w farsowym wydaniu.

Niekwestionowanym objawieniem aktorskim "Aktu równoległego" okazuje się Kazimierz Mazur w roli Rogera (wymiennie z Błażejem Michalskim), który swoją grą sceniczną raz po raz wywołuje salwy śmiechu publiczności. Niesamowity talent komediowy, potrafiący zawładnąć sceną i skupić całą uwagę na sobie. W dodatku interakcja, w jaką wchodzi z Olafem Lubaszenką powoduje, że humor sytuacyjny jest wzniesiony na niebotyczny poziom. Widać, że między aktorami jest sceniczna chemia, a ich umiejętności pozwalają w bardzo swobodny sposób odgrywać właściwie dowolne sytuacje - zarówno dramatyczne jak i komiczne.

Bytowanie na scenie z tak mocnymi postaciami jak Lubaszenko i Mazur może okazać się zabójcze dla młodszych aktorów. Niewątpliwie łatwo zginąć pośród wyrazistych kreacji. Tak się jednak nie stało. Joanna Balasz w roli Helen (wymiennie z Katarzyną Maciąg) - kobiety nieco zagubionej w obliczu dokonania swojej pierwszej małżeńskiej zdrady - wydaje się po prostu autentyczna. Począwszy od euforii, do skonfundowania, a następnie wpadając w złość, aktorka pokazuję paletę barw warsztatowych, którą przyjemnie ogląda się.

Sally będąca niepoprawną hedonistką, to ponad przeciętna rola Kamili Kamińskiej (wymiennie z Magdaleną Wróbel). Śmieszy, bawi, czaruje. W dodatku, grając osobę, która w pewnym momencie znajduje się pod wpływem alkoholu, aktorka uchroniła się od przerysowania postaci, co często zdarza się. Nie wyszedł z tego pastisz, lecz dobra rodzajowo tragifarsa.

Warto także odnotować sceniczny debiut Jakuba Gąsowskiego w roli Geoff'a (wymiennie z Krzysztofem Chodorowskim). Nie ma wątpliwości, młody adept sztuki aktorskiej poradził sobie w niełatwym przedstawieniu. Wysoko postawiona poprzeczka - zarówno przez reżysera, jak i samą fabułę - nie przeszkodziły aktorowi w rzetelnym wykonaniu zadania.

"Akt równoległy" posiada wszystkie cechy naprawdę dobrej komedii. Wartka akcja, zgrabne żarty o niewybrednym kontekście, inteligentnie dobrana fabuła ukazująca komizm sytuacyjny, a ponadto wyborowa obsada. Do tego kostiumy Tomasza Jacykowa i scenografia Doroty Banasik. To wszystko powoduje, że ten angielski humor w polskim wydaniu może długo nie schodzić z afisza, i to nie tylko warszawskich scen. Doskonała sztuka na polepszenie swojego nastroju, lub przełamanie jesiennej chandry.