powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Okiem Widza: Hierarchia potrzeb

"Hierarchia potrzeb", spektakl Backa Teater z Göteborga w Szwecji, ma formę performatywnego eksperymentu, którego przeprowadzenie uzmysławia, że pogrążeni jesteśmy w chaosie - pisze Ewa Bąk na blogu Okiem Widza.

Scena, otoczona ze wszystkich stron publicznością jest prawie pusta. W centrum stoi krzesło, obok roślina w doniczce. Nad nimi wiszą ekrany, na których wyświetlane są w czasie trwania spektaklu bieżące ujęcia kamery, filmy nakręcone wcześniej, przedstawiające spotkanie ze znajomymi z Syrii, którzy są aktorami bez teatru, gdzieś poza granicami konkretnego miejsca i czasu. Obrazy nakładają się na siebie, przenikają się. Unieważniają granice miejsca, znoszą pojęcie czasu. Świat jest teatrem, teatr światem, w którym wszystko się zrelatywizowało, nikt na nic nie ma wpływu, synonimy są antonimami, a największa potrzebą, nadzieją, koniecznością jest nawiązanie, podtrzymanie, zachowanie kontaktu człowieka z człowiekiem, człowieka z naturą, rzeczywistości z iluzją. Człowieka ze sztuką, sztuki z publicznością. Życia ze śmiercią i śmierci z życiem. Realiów wojny z realiami pokoju. Nie czujemy się bezpieczni, bo tkwimy w ciągłym konflikcie, w permanentnej wojnie. By przetrwać, gotowi być musimy do nieustannego rozpoznawania nowych sytuacji, przystosowywania się do nich. Co i tak nie gwarantuje osiągnięcia celów, nie rozwiązuje problemów. Nigdy nie można mieć pewności, że ocalimy siebie, świat. Pragnienie przenika się z usiłowaniem spełnienia ale najważniejszy jest sam proces, samo działanie. Powinniśmy być przygotowani- ale nie jesteśmy, nigdy nie będziemy- zarówno do walki o życie, jak i do walki ze śmiercią. Zazwyczaj sytuacje kryzysowe nas zaskakują, trzeba improwizować, szybko reagować, dawać sobie radę. Poruszamy się po spirali cyklicznych powtórzeń. Zataczamy koło historii, by zacząć wszystko od nowa. Od podstaw. Od początku.

Chcielibyśmy wiedzieć kim jesteśmy, gdzie jesteśmy, jakie jest nasze przeznaczenie ale odkrycie tego jest bardzo trudne a rezultat nieostateczny, nieoczywisty, płynny. Musimy grać różne role. Rozpoznać sytuacje, siebie, świat. Hierarchie potrzeb, wartości. Wszystko redefiniować, Dobrze byłoby wiedzieć czego się chce, w jakim punkcie się jest, dokąd się dąży. Priorytetem wydaje się codzienność, jej rytuały pozwalają przeżyć. Jednak równie ważny jest szerszy kontekst, który nadaje jej sens, wartość, daje szansę skupienia się na tym, co najważniejsze.

Hierarchia dotyczy potrzeb fundamentalnych, podstawowych, niezbywalnych. By móc żyć, by godnie umierać. Potrzebne jest silne poczucie tożsamości, wolności/w Syrii za wypowiadanie słowa "wolność"grozi śmierć/, kreacji rzeczywistości, pisania dla niej scenariuszy, wcielania ich w życie, poczucie realnego, nie wirtualnego istnienia. Relacji z drugim człowiekiem, z naturą, z bogiem/nawet jeśli go nie ma/. Potrzeba kontaktu, która daje szansę dostępu do informacji, akceptacji, porozumienia. Przeprowadzenia dowodu na istnienie lub nieistnienie. Dla empatii, tolerancji, odpowiedzialności. Współtworzenia.

To istotne, że scena jest pusta, wyczyszczona, pozbawiona rodzajowości. Tym samym otwiera się na wszystko, a to, co się na niej pojawi staje się wyraziste, znaczące. Pojawiają się on/ona, znajomy (nieznajomy, autor scenariusza Adel w sferze artystycznego ryzyka) Josefin, która wkracza na scenę z widowni, strefy komfortu. Później dołączają do nich pozostałe osoby/publiczność/aktorzy, którzy również rezygnują z roli obserwatora, uczestniczą w toczącej się narracji, współtworzą akcję. Wtrącają się, dyskutują, są niepokorni, aktywni. Grają i tańczą. Josefin jest widzem/aktorką/rośliną/ znów publicznością/ znów aktorką/ ale też aniołem. Gra różne role. Jakie ma kompetencje? Czy ma papiery potwierdzające, że jest aktorką? Udowodnić to musi grając. Przedstawia swoją pierwszą rolę. Sama więc deklaracja się nie liczy, dokumentacja ją legitymizująca też nie. Ostatecznie ważne zdaje się to kim człowiek jest, co potrafi, ile jest rzeczywiście wart. A jeśli tak jest można go ocenić, wycenić, uprzedmiotowić. Instrumentalnie, bezdusznie traktować. Pozbawiać godności, wolności, tożsamości. Gdy jest zbędny usuwać. Zabijać. Jak dziś ludność cywilną w Syrii. Josefin gra w końcu dyrektora teatru, decyduje, że nie wystawi w teatrze sztuki Adela. Cały wysiłek twórczy wydaje się być podjęty na próżno. Jedna decyzja, w której spotkały się aspiracje twórcy i rola producenta, który się musi liczyć z oczekiwaniami, potrzebami, gustami publiczności, przesądziła o zwycięstwie konformizmu i fiasku kreacji. Czy rzeczywiście?

Dominuje w tym spektaklu iluzoryczność, wieloznaczność, niepewność. Podtrzymywany stan poddawania wszystkiego w wątpliwość. I nieustępliwe przedzieranie się przez kłamstwo do prawdy. Dociekanie, kto panem jest, kto poddanym. Kto ma władzę, kto jej pragnie. Poszukiwanie odpowiedzi an pytanie, jak powinny być kształtowane i wyważone relacje, w jaki sposób określona hierarchia potrzeb stron zależnych, bo każda ma swoją. Jak tworzą się, ścierają, wzajemnie na siebie wpływają. Co ostatecznie znaczą.

Spektakl jest nie tylko o jednostce, świecie ale i o teatrze. Jego roli kształtowania świadomości, poszerzania pola porozumienia, otwartości, wyobraźni. Jest miejscem kontaktu, treningu, sprawdzania możliwości, poddawania w wątpliwość stereotypu, skostniałych struktur, archaicznych hierarchii potrzeb, systemów wartości. Ale sam w sobie też jest sposobem, formą komunikacji, propozycją nowego, innego, niestandardowego spojrzenia na świat, na człowieka. Ma odwagę podejmować ogromne ryzyko, eksperymentować, sprawdzać nowe pomysły. Tak jest i tym razem. Backa Teater kontynuując powstałą jeszcze w latach 70-tych metodę pisania tekstu sztuki w oparciu o szerokie konsultacje/różne grupy wiekowe i społeczne/ zadał pytanie: co byś zrobiła/zrobił, gdybyś mogła/mógł raz jeszcze przeżyć swoje życie?

Ale tak naprawdę, nie mieć znaczenie dla widza jak było na początku projektu, jaka jest tradycja danego teatru, intencje twórców, bo liczy się ostatecznie efekt sceniczny. To, co widz widzi, czuje i rozumie. W tym wypadku uderza kontrast pustej zupełnie sceny i całkowicie pełnej widowni. Przepływ energii, sygnałów, znaczeń pomiędzy tymi światami, które potencjalnie mają bardzo, bardzo wiele sobie do przekazania poza wszelkimi barierami. Granice nie istnieją, podziały są płynne. Można być czym się zechce, na przykład rośliną, aktorką, znajomą, aniołem, producentem, itd. Można być tym, który wkracza na scenę, choćby siłą własnej wyobraźni, można być hamulcowym procesu twórczego. Można przedrzeć się przez opadający na ludzi dach świata i tańczyć na nim. Można porażkę przekuć w sukces. Poniżenie w wywyższenie. Zniewolenie w wolność. O ile wystarczy sił, wyobraźni i otwartości, nawet podczas kataklizmu, w czasie wojny. Zawsze można zmienić hierarchię potrzeb. Widz ma prawo też nie rozumieć. Inaczej czuć, co innego słyszeć i widzieć. Samodzielnie interpretować. Na swój indywidualny sposób się wtrącać. By ogarnąć chaos w sobie, w otaczającym go świecie. I to jest najważniejsze. To jest naprawdę piękne. W tej i w ogóle w sztuce. W teatrze.

Wizyta Backa Teater na zaproszenie Teatru Powszechnego, kontakt z jego spektaklem, pokazanym gościnnie w Nowym Teatrze, uświadamia potencjał teatru w rozpoznawaniu problemów współczesności. To szczery, bezpretensjonalny głos w dyskusji o roli sztuki w rozumieniu kondycji człowieka, otwarcia na niego, pokazywania mu w porozumieniu z nim nowej perspektywy, utwierdzenia w nim wiary w możliwość zmiany. Każdej zmiany.