powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Zbiegowisko

Teatr potrafi użyć tego co pospolite w niezwykły sposób, współdzieli ze zjawiskami, z których się wywodzi, siłę skupiania. Pomimo pewnej ekskluzywności (eleganckie budynki, pluszowe krzesła, intelektualne i estetyczne ambicje twórców etc.) jest w swej naturze bardzo inkluzywny - jest "zbiegowiskiem" - pisze Jarosław Cymerman w pierwszym felietonie z cyklu "Zbiegowisko", w którym przypomina myśli Zbigniewa Raszewskiego.

"Bardzo ważny wydaje mi się punkt wyjścia. Jak Pani zobaczy, u początków moich dociekań tkwi przeświadczenie, że podstawowym budulcem widowiska jest coś bardzo pospolitego, wciąż obecnego w powszednim życiu miast, niezwykłe jest tylko użycie tego budulca. Pierwszą podnietą do takiego myślenia był dla mnie wykład, w którym prof. Szweykowski porównał przedstawienie teatralne do zbiegowiska. W obu wypadkach - mówił Profesor - uwaga widzów jest szczególnie pobudzona przez to, że "coś się dzieje". Myśl ta nie dawała mi potem spokoju".

Tak pisał Zbigniew Raszewski w pierwszym z "listów o naturze teatru", składających się na książkę "Teatr w świecie widowisk". Na pierwszy rzut oka może dziwić, że te dość oczywiste (by nie powiedzieć "pospolite") myśli nie dawały Raszewskiemu spokoju. Wystarczy jednak przyjrzeć się im nieco dokładniej, by zauważyć, że rzeczywiście autor "Krótkiej historii teatru polskiego" mógł mieć do niepokoju pewne powody.

Pierwszym z nich mogło być utrwalone w XX wieku w sporej części społeczeństwa przekonanie, że teatr jest sztuką wysoką, elitarną, a szlachetny, światły, obcujący ze sceną widz nie może mieć nic wspólnego z przypadkowym gapiem. Raszewski był jednak od tego rodzaju opinii bardzo daleki - "gapienie się", "powszednie życie miasta" stanowiło dla niego punkt wyjścia do mówienia o widowiskach i teatrze. I nie przypadkiem też przecież swoje wspomnienia z lat bydgoskiej młodości zatytułował właśnie "Pamiętnik gapia".

Innym powodem do niepokoju mogła być sama natura "zbiegowiska" - wydarzenia zrodzonego w wyniku przypadku, będącego efektem niezdrowej ciekawości, gromadzącego ludzi, którzy w danym momencie nie mają nic lepszego do roboty i których refleksja często nie wykracza poza stwierdzenia typu "Patrz pan, co to się teraz na świecie wyrabia" Ale tu znów Raszewski był jak najdalszy od poczucia moralnej wyższości, nie ferował wyroków - podkreślał za to, że bez odruchu każącego ludziom gromadzić się wokół tego, że "coś się dzieje" - nie byłoby teatru.

Teatr potrafi użyć tego, co pospolite w niezwykły sposób, współdzieli ze zjawiskami, z których się wywodzi, siłę skupiania. Pomimo pewnej ekskluzywności (eleganckie budynki, pluszowe krzesła, intelektualne i estetyczne ambicje twórców etc.) jest w swej naturze bardzo inkluzywny - jest "zbiegowiskiem" nie tylko ludzi, ale także myśli, idei, prądów społecznych i artystycznych czy nawet gazetowych sloganów, telewizyjnych bon-motów, internetowych virali. Na dodatek w swoich najciekawszych przejawach potrafi wypreparować z codzienności to, czego często nie jesteśmy w stanie dostrzec. Dlatego nie tylko warto robić teatr, ale także warto mu się bacznie przyglądać. To właśnie od ponad 16 lat dzieje się na Jazdowie w Instytucie, któremu patronuje Zbigniew Raszewski.