powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Rozmowy nieuczesane, burzą w teatrze wywołane

"Burza" Williama Shakespeare'a w reż. Pawła Miśkiewicza w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Zbyszek Dramat.

Przed spektaklem:

Scena pierwsza

Widz W: Dzień dobry. Jak długo trwa ten spektakl, bo chciałbym zamówić sobie taksówkę?

Pan/Pani z obsługi teatru (Pzt): Witam, 2 godziny. Może Pan zamawiać na 21.05. Zawsze zaczynamy bardzo punktualnie. To u nas norma.

Widz W: Cieszę się, a co robicie ze spóźnialskimi?

Pzt: Oj różnie to bywa... czasami są nieznośni. Wszystko na ostatnią minutę. Z drugiej strony te korki popołudniowo-wieczorne. Do teatru jednak nie należy się spóźniać i być wcześniej, jak na lotnisku (uśmiecha się).

Widz W: Mogę zobaczyć program spektaklu? Ile kosztuje?

Pzt. Proszę bardzo. 15 złotych.

Widz W (po 3 minutach lektury programu): Czy jego treść ma coś wspólnego z pracą i aktywnością teatralną reżysera nad tym spektaklem? Bo o wystawianiu Szekspira i jego "Burzy" można w internecie znaleźć wszystko. Poza tym więcej tu pisze się o twórcach spektaklu niż o tym, co zobaczymy na scenie. Kiedyś w programie drukowano całość dramatu, teraz to rzadkość. A przydałoby się, bo czasami artykulacja jego treści przez aktorów pozostawia wiele do życzenia. Z akustyką też bywa różnie.

Widz W: A tak a propos! Jak w ogóle oceniany jest ten spektakl?

Pzt: Ludzie różnie reagują. "Burza" to nie do końca moje klimaty. Ale dla tego reżysera to typowe. Od skrajności do skrajności. Od zachwytu do odrzucenia, bo to takie nie "Szekspirowskie", jak niektórzy mówią. Poza tym uboga scenografia. Minimalizm. Dobrze, że scena się wciąż porusza, raz w górę, raz w dół (śmieje się).

Scena druga (na widowni)

Ja: Dobry wieczór, Państwo czekacie z wejściówkami?

Widz X (Ona - chyba studentka): Tak, ale to jeszcze trochę potrwa... bo ludzie się schodzą. Czasami na ostatnią minutę, niestety...

Ja: Wie Pani, ja mam bilet w pierwszym rzędzie, w samym środku, ale chciałbym siedzieć gdzie indziej, bardziej z tyłu, bo wtedy lepiej odbieram spektakl.

Widz X: Tak, to ja na odwrót. Lubię siedzieć z przodu. Właściwie to ja mam bilet w czwartym rzędzie, ale czekam z wejściówkowiczami, aby poszukać czegoś bliżej.

Ja: To proszę bardzo, niech Pani weźmie mój.

Widz X: Dziękuję. A właściwie dlaczego Pan lubi z tyłu?

Ja: Bo piszę o teatrze i lepiej obserwuje mi się scenę z oddalenia. Na dodatek przyglądam się reakcjom widowni, bo ta też jest aktorem. Ona też gra w spektaklu.

Widz X: I co Pan wtedy widzi? Co Pan sądzi o widowni, chociażby tu w Narodowym?

Ja: Dużo widzę. Ludzie różnie się zachowują. Reakcja zależy od człowieczego charakteru i zainteresowania teatrem. Są wśród nich prawdziwi teatromani, ale też sporo tych, którzy szukają w teatrze po prostu rozrywki lub znaleźli się tu przypadkowo. Dominują młodzi i ci już znacznie starsi. Są też i ci, którzy przychodzą zobaczyć gwiazdy, na przykład teraz Radziwiłowicza, Benoit, Bonaszewskiego czy Stippę.

Widz X: Stippę - o tak! Pan pisze o teatrze? To proszę mi polecić jakiś najlepszy z najlepszych spektakl, teraz grany w Warszawie! Na czym Pan ostatnio był?

Ja: Nie polecam! Degustibus non disputandum est. Ja nie znam Pani oczekiwań teatralnych. Na szczęście w stolicy jest tyle teatrów, że jest w czym wybierać. Takiego drugiego miejsca w Polsce Pani nie znajdzie, nawet w Krakowie, Poznaniu czy Gdańsku.

Widz X: W Narodowym zmienia się repertuar. Nie wiem czy to jest to, o co mi chodzi. Widzę, że teraz Teatr Polski wysuwa się do przodu. Mają coraz lepsze spektakle dla szerokiej publiczności. Chodzę dużo do teatru i mam wrażenie, że ostatnio w ogóle nie ma rewelacji.

Ja. Nie wiem. Ja jestem teatromanem, zatem interesuję się wszystkim, chociaż pewnymi spektaklami mniej, a innymi bardziej. Najczęściej jestem w Nowym, Powszechnym, Polskim, TR, Studio, Dramatycznym i Narodowym. A i do Polonii i Ateneum zaglądam dość regularnie. Jak Pani widzi szeroki wachlarz.

Scena trzecia. Po spektaklu, przy szatni:

Ja do Widza X: I co, podobało się Pani?

Widz X: Mam mieszane uczucia. Moje wyobrażenia o wystawianiu Szekspira są jednak inne. "Burza" to magiczny i dynamiczny dramat, a tu co? Czerń i minimalizm środków. Gra aktorów też jakaś dziwna, jakaś taka manieryczna. Oni chyba się z tego Szekspira naigrywali? Mam rację? Mnie się wydawało, że to tragedia?! Czy jednak komedia?

Widz Y: Pozwolę się wtrącić. To nie było złe, ale to nie był prawdziwy Szekspir. Jeżeli zapomnimy, że to Szekspir, to w porządku. Musical, depresja Prospera plus gimnastyka na scenie! (śmieje się). Oni wszyscy się jakoś snują, jak na rauszu. No może ci marynarze nie, ale oni dużo mogą (śmieje się jeszcze głośniej).

Widz Z: Sorry, ale nie o to chodzi. Teraz się Szekspira przepisuje, tnie, skraca i wyrzuca - i na nowo gra, a nie tak jak w XIX wieku. Kto by zniósł 4 godziny spektaklu? Jak u Lupy?!

Ja: A ja jestem zadowolony, dlaczego nie? Czasami trzeba tego Szekspira wziąć w nawias, uwspółcześnić go. A nawet zadrwić z niego i teatru też. W Polsce to my w ogóle nie wiemy, co to dystans! Wszystko tak serio, na poważnie!

Widz Y: A, gada Pan, bo Pan na pewno krytyk, jak to mówią taki... nowoczesny, tak? Widziałem jak Pan wychodził z widowni z kartkami w ręku. Wszystko względne i do zmiany? Tak?

Ja: Nie wiem. Może? Tak czy inaczej do zobaczenia na kolejnym spektaklu! Do widzenia, bo taxi czeka. Ona względna nie jest... a co do względności życia poza teatrem to też nie wiem, nie wiem...

Scena czwarta. Po spektaklu, w domu:

Ja myślące: Ciekawe czy Paweł Miśkiewicz zdawał sobie sprawę, że przygotowuje teatr idealnie fenomenologiczny? Reżyser, aktorzy i wszyscy twórcy spektaklu nad nim pracowali, ale przecież chodzi o to, jak on sam się nam ostatecznie daje w swej egzystencji poznać. Staje się przecież całością, oddzielnym bytem, który prezentuje się widzom sam w sobie i dla siebie. Wymyka się jego twórcom spod kontroli, jak zawsze. Jest nam dany (oddaje nam się), a my widzowie musimy go umieć uchwycić, odebrać, odczuć. Zwykła naoczność tu nie wystarcza. Chodzi o wniknięcie w jego sedno, ale do tego potrzebna jest wyobraźnia i hermeneutyczna intuicja. Przeżyć i poczuć prawdę istnienia (jakby to górnolotnie nie brzmiało) w nim się uobecniającą - to jest prawdziwa fenomenologia tej sztuki. Szukaj Burzy poznając mnie - mówi do mnie teatr, Narodowy Teatr.